II tura wyborów prezydenckich ze swojej natury pogłębia podział polityczny kraju na dwa zażarcie konkurujące ze sobą obozy. Inaczej się nie da. Nic więc dziwnego, że samopoczucie większości obywateli zaraz po tym wydarzeniu jest nienajlepsze.
Dlaczego większości? Bo jeśli do 47 procent wyborców Jarosława Kaczyńskiego dodamy tych, którzy oddali głos nieważny i tych, którzy w ogóle nie poszli do wyborów, to uzyskamy grupę porażająca ogromem. Mimo rozmiarów, grupa ta czuje się w większym lub mniejszym stopniu przegrana i mniejszościowa. Wygrał przecież kandydat którego nie popierali, a – jak podkreślają media – wybrała go większość. Nawet jeśli większość ta jest mniejszością.
Czy można te przegrane grupy obywateli łączyć w jeden zbiór? Tych, którzy świadomie poparli prezesa PiS, z tymi, którzy równie świadomie kontestowali obydwu i tymi, którzy nie poszli – wyrażając brak zaufania, leniąc się, lekceważąc politykę – tu motywacje mogą być najróżniejsze. Otóż moim zdaniem można te grupy łączyć, a spoiwem będzie jeden tylko fakt: wszyscy ci ludzie NIE zagłosowali na Bronisława Komorowskiego. Nie wierzą więc, że jest on im coś winien, nie wzrósł im od tego wyniku wyborczego optymizm, nie obudzili się „w innej, lepszej Polsce”.
To oni wszyscy są więc naturalnym matecznikiem każdej opozycji. W szczególności, co oczywiste jest to nadzieja dla PiS. Zgodnie z zasadą „jak nie Bronek, to Jarek”. Widzą to wszyscy. „Wybory 2010 dowodzą, że naprawdę zapanowała dwupartyjność. Strach przed PiS wzmacnia Platformę, a większość lęków, frustracji i nadziei na zmianę zgarnia PiS.” – pisze Piotr Pacewicz w Gazecie Wyborczej.
Jeśli jednak już na starcie tej dwupartyjności, budzi ona odruchowy sprzeciw tych wszystkich, którzy się w niej nie mieszczą, to znaczy, że polityczna rzeka – zgodnie z powodziową analizą prezentowana przez Komorowskiego w kampanii – napotykając na otwór, czyli szczelinę – kiedyś wypłynie. Nie wiem, czy pozwoli to zbudować nową siłę Napieralskiemu, czy może sprawi, że powstanie coś zupełnie innego, na bazie np. o Krytyki Politycznej.
Ale dziś, po przeanalizowaniu wyników, przekrojów socjologicznych i regionalnych i majątkowych, jestem bardziej optymistyczna niż pół roku temu, kiedy system dwupartyjny wydawał mi się nienaruszalny. Rozumiem oczywiście niepokój red. Pacewicza, który dostrzegając ogrom problemów ignorowanych przez system dwupartyjny, ostrzega że „w kampanii wyborczej pojawiła się nowa siła, nieformalny sojusz feministek, wykształciuchów od praw człowieka, działaczy pozarządowych i innych środowisk, które wolałyby żyć w kraju większej tolerancji i różnorodności, reemigrantów z Europy, którzy zobaczyli, że tam jest luźniej i weselej, a u nas tak duszno. W II turze ci ludzie głosowali przeciwko Kaczyńskiemu na zasadzie mniejszego zła.
W kolejnych wyborach będą szukać swojej reprezentacji, bo głosowanie przeciw jest nudne. To może osłabić notowania PO, zwłaszcza jeżeli teraz spocznie na wątpliwych laurach.”. Autor starannie pomija co prawda cały wielki elektorat socjalny, obrażony na obu kandydatów i ignoruje fakt, ze część wykształciuchów jako „mniejsze zło” wybrała właśnie Kaczyńskiego – ale mimo to ma rację. To może osłabić notowania PO. PiS-u też. Szczególnie jeśli obie strony będą potrafiły analizować rzeczywistość tylko w taki sposób, że w Unii jest „luźniej i weselej” a u nas „duszno”.
Trzecie wyjście pojawia się zawsze wtedy, kiedy dwa oficjalne wyjścia zamykają się na głucho. Ci wszyscy, którzy w tej kampanii spodziewali się usłyszeć ważne słowa, zobaczyć konkretną wizję, dostrzec szanse rozwiązania jakiegoś problemu – zderzyli się właśnie z zamkniętymi drzwiami.
Rys. Rafał Zawistowski, " W prawo - w lewo".
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/104185-trzecie-wyjscia-rysuje-zawistowski
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.