WYWIAD "SIECI". Mariusz Pilis: Program, jakiego nie byłoWYWIAD "SIECI". Mariusz Pilis: Program, jakiego jeszcze nie było. "Każdy jest realizowany w innej formie"

W tej chwili mamy umowę z Telewizją Polską na stworzenie 12 45-minutowych filmów. Te umowy podpisaliśmy z końcem zeszłego roku i od początku 2021 r. już je realizujemy i dokumentujemy.
Zależy mi na tym, żeby nasze dokumenty były omawiane, cytowane, żeby na ich temat dyskutowano, jednym słowem – żeby zmuszały do myślenia, powodowały pozytywny ferment.
21 września na antenie TVP 1 zadebiutuje nowe pasmo dokumentalne „Pełny obraz”. To odważna decyzja władz telewizji publicznej, bo dotychczas dokumenty w godzinach najwyższej oglądalności pojawiały się rzadko.* O tym, czego mogą się spodziewać widzowie, jaka będzie formuła programu, z pomysłodawcą i producentem nowego cyklu Mariuszem Pilisem, wieloktornie nagradzany reżyser, dokumentalista, scenarzysta, producent, realizujący od 30 lat filmy dla takich kanałów, jak TVP1, TVP2, TVN, BBC1, BBC4, Channel4, TV2 (Danmark), VPRO – (Netherlands), ARTE, Films Transit (Canada), TV Bulgaria, October Films (UK), Phanta Vision, Amago (Netherlands). Twórca i pierwszy dyrektor TVP Info, dyrektor Telewizyjnej Agencji Informacyjnej, obecnie prezes zarządu spółki Mewa Film sp. z o.o., rozmawia Piotr Filipczyk na łamach tygodnika „Sieci”.
Pasmo dokumentalne zyskało nowe prestiżowe miejsce w ramówce TVP i będzie można oglądać je co tydzień. Może pan uchylić nam rąbka tajemnicy, czego możemy się spodziewać?
Mariusz Pilis: Pierwszy odcinek naszego cyklu będziemy mogli obejrzeć 21 września o godz. 21.00, czyli w prime timie. Założenie jest takie, że nasze dokumenty będą się pojawiały co wtorek. Te filmy będą miały charakter tzw. current affairs, czyli będą dotyczyły spraw bieżących, oczywiście nie w charakterze newsowym, ale tego, co jest społecznie dyskutowane, o czym Polacy chcą rozmawiać. Chcemy dotykać problemów społecznych, ale także polityki gospodarczej – koncentrujemy się na „polskich sprawach” i będziemy to robili cyklicznie.
Mamy programy reporterskie, ale zaproponowana forma filmów dokumentalnych to na polskim rynku medialnym nowość.
Tak. A przecież to jest taki format, który praktycznie ma każda szanująca się telewizja publiczna w Europie. W TVP takiego formatu dotychczas nigdy nie było. Postanowiliśmy podjąć wyzwanie, mając świadomość, że równolegle kształtuje się wyjątkowy, dedykowany do tego zadania zespół ludzi. Podjąłem się stworzenia zespołu, który będzie w stanie w formie filmów dokumentalnych w pasjonujący sposób opowiadać o historiach, które nas dotyczą i o których chcemy wiedzieć i o nich dyskutować. BBC ma swoją „Panoramę”, podobne formaty mają Holendrzy, Duńczycy, Niemcy czy Kanadyjczycy, Amerykanie. To są z reguły 50-, 45-, czasami 30-minutowe cyklicznie produkowane filmy dokumentalne. Nam najbardziej do gustu przypadła koncepcja zaproponowana przez Brytyjczyków, czyli właśnie „Panorama”. To program, który od ponad 50 lat jest emitowany przez BBC. W taki prestiż chcemy celować, choć jesteśmy dopiero na początku drogi.
Jak wyglądają polskie początki?
W tej chwili mamy umowę z Telewizją Polską na stworzenie 12 45-minutowych filmów. Te umowy podpisaliśmy z końcem zeszłego roku i od początku 2021 r. już je realizujemy i dokumentujemy. Tematykę oczywiście omówiliśmy z redakcją publicystyki i dokumentu TVP. Tych 12 tematów już jest prawie zrealizowanych. Część oddaliśmy telewizji i czekają na emisję, część czeka jeszcze na kolaudację, a część jest w produkcji.
Poruszenia jakich tematów mogą się spodziewać widzowie?
Spektrum będzie szerokie, ale taka jest idea current affairs. Pierwszy dokument dotyczy przekopu Mierzei Wiślanej i stara się udzielić odpowiedzi na pytanie, które wciąż wraca w mediach i dyskusjach – po co nam przekop? To wyjście naprzeciw tej emocjonalnej dyskusji, która toczyła się od kilku lat. Opozycja, delikatnie mówiąc, w sposób bardzo emocjonalny, a nie do końca prawdziwy, przedstawia ten problem. My skupiliśmy się na tym, żeby objechać ten teren, porozmawiać z ludźmi, którzy mieszkają w tamtym miejscu, w tym przecież jednym z najbiedniejszych regionów Polski. Chcieliśmy sprawdzić, jak ludzie podchodzą do tej inwestycji, jakie mają w związku z nią oczekiwania, obawy i nadzieje. Do tego, z racji że realizujemy „Pełny obraz”, czyli staramy się zbadać wszystkie aspekty sprawy, spojrzeliśmy na przekop z perspektywy geopolityki, relacji z Rosją, przypomnieliśmy pewne akty prawne, które ciążą nam na możliwości odblokowania terenu. To duży przekrojowy dokument realizowany na przestrzeni wielu miesięcy.
Drugi film dotyczy zjawiska lichwy, które toczy polskie społeczeństwo, a z którym wymiar sprawiedliwości próbuje sobie radzić, niestety nie zawsze skutecznie. Dotykamy tu historii ludzkich, często bardzo tragicznych. Od razu zaznaczę, że w tym dokumencie nie staramy się pokazywać sprawy w sposób zbalansowany – świadomie występujemy po stronie osób wykorzystanych, pokrzywdzonych czy zwyczajnie okradzionych przez lichwiarzy.
Trzeci odcinek pokazuje z kolei, z jakim rozmachem działamy. Staramy się w nim przedstawić pozycję Polski jako hubu. Może się wydawać, że zahaczamy o futurologię, ale tylko pozornie. Próbujemy się odnieść do sytuacji z roku 2050, kiedy Polska jest już regionalnym hubem transportowym. Staramy się od tego miejsca cofać w czasie, by pokazać, czego potrzebujemy, by ten plan zrealizować. Pokazać, w co gramy i z kim. To dokument wybiegający mocno w przyszłość i rozważający różne strategie rozwoju gospodarczego naszego kraju.
Czwarty odcinek najprawdopodobniej będzie dotyczył lasów, mówię najprawdopodobniej, bo TVP jeszcze nie zdecydowała. Chcieliśmy pokazać status lasów jako „pola bitwy”, szkodzącego Polsce konfliktu między ekologami, lokalnymi społecznościami i przedstawicielami instytucji państwowych. Możliwe jednak, że telewizja zdecyduje się na odcinek, w którym wracamy do problemu PGR. Chcemy się przyjrzeć tym terenom i ocenić, jak te wielkie obszary będą ewoluować w najbliższych latach za sprawą coraz większej innowacyjności i indywidualizacji polskiego rolnictwa. Przypomnę tylko, że w chwili obecnej toczy się bardzo poważny proces oddawania rolnikom ziemi przez agencję rządową, który niesie za sobą ogromne konsekwencje. Szczegóły jednak zostawię widzom.
Kolejnym wyborem TVP może być odcinek o Trójmorzu. Udało nam się zaprosić do tego projektu byłą prezydent Chorwacji Kolindę Grabar-Kitarović, która wraz z prezydentem Andrzejem Dudą od początku była twarzą i pomysłodawcą tej inicjatywy. W odcinku staramy się odpowiedzieć na pytanie, po co my właściwie realizujemy koncepcję Trójmorza. Chcemy tę ideę przedstawić w sposób jak najbardziej zwarty i kompleksowy. Chcemy, żeby Polacy dostali możliwość poznania jej istoty i wyrobili sobie własne zdanie. Trójmorze budzi sytuacje konfliktogenne w polityce międzynarodowej, warto więc wiedzieć, o co gramy. Tematów, które czekają na emisję, jest więcej – jednym z nich jest dzika reprywatyzacja, jest kwestia śmieci i tego, dlaczego tak dużo za nie płacimy.
To z pewnością wzbudzi ogromne emocje.
Na to liczę, choć nie ukrywam, że bardziej zależy mi na merytorycznej dyskusji.
Wspomniał pan, że dobrał sobie ludzi, którzy wciąż się uczyli tego typu formatu. Czy w Polsce nie ma takiej kadry dziennikarskiej?
Nie ma i długo nie będzie. Żeby taki zespół się ustabilizował i mógł na poważnie realizować tego typu projekty, potrzeba rzetelnej pracy u podstaw przez co najmniej dwa lata.
Tylko czy jest szansa, że tego typu format zagości w TVP dłużej niż do końca roku? Czy widzowie to kupią?
Odpowiedź zapewne poznamy w najbliższym czasie. W pewnym sensie wszyscy eksperymentujemy w tym obszarze. Jestem bardzo ciekawy, jak polski widz odbierze naszą propozycję. Wszystkie dane dotyczące rynku telewizyjnego pokazują, że dokument i sport nieprzerwanie od kilkudziesięciu lat mają tendencję wzrostową, jeśli chodzi o zainteresowanie widzów. Polski rynek się w tych statystykach też mieści. Więc nawet jeżeli mamy coś nowego, czego widz polski w takiej kondensacji nie oglądał, to mam nadzieję, że to doceni i będzie chciał oglądać dokumenty co tydzień.
Na czym polega wyjątkowość tego formatu?
Istotą i zaletą naszej produkcji jest to, że to nie jest „robota formatowa”. To są klasyczne dziennikarskie telewizyjne dokumenty. Każdy jest realizowany w innej formie, każdy opowiada historię na swój własny sposób. Wszystko zależy od wrażliwości reżysera i tego, w jaki sposób chce tę historię opowiedzieć. Tu nie będziemy mieli do czynienia z sytuacją, w której jednego dnia widz obejrzy dokument, kolejnego dnia obejrzy dokument, a podchodząc do trzeciego odcinka, będzie już wiedział, jak to jest opowiadane i jaka jest narracja. Każda z tych produkcji to odrębne dzieło. Wyjątkowe i niepowtarzalne
Czyli każdy film jest kręcony przez kogoś innego?
Tak. Tylko w dwóch przypadkach mamy taką sytuację, że reżyserzy realizują dwa filmy.
A jaka jest pana rola w tym przedsięwzięciu?
Jestem producentem, a zarazem pomysłodawcą tego formatu i przy okazji kimś, kto stara się dbać o to, jak ten format ma wyglądać. Od lat marzył mi się taki projekt. Podchodziłem do niego w latach 2007–2008, ale wtedy to nie wyszło. Teraz nadarzyła się kolejna okazja. Po tym jak w latach 2019–2020 wykonałem dla Telewizji Polskiej dwa dokumenty ( jeden dotyczył reparacji niemieckich, drugi roszczeń żydowskich), które miały bardzo dobry odbiór, wysoką oglądalność i były nagradzane, stwierdziliśmy, że być może nadszedł czas, aby tego typu produkcji, które trzymałyby jakość i format current affairs, było więcej. Dostaliśmy zielone światło i wszyscy nam bardzo kibicują, bo stworzenie 12 dużych dokumentów w ciągu roku to jest potężne wyzwanie.
Czy któryś z tych dokumentów reżyserował pan osobiście?
Pierwszy, o przekopie Mierzei Wiślanej. Przyglądam się jeszcze ogrodom działkowym, bo to również bardzo ważny temat dla Polaków.
To może być włożenie kija w mrowisko, bo Polaków ten temat głęboko rusza. Dużo mówi się tu o patologiach.
Tak, ale zostawmy ten temat na później. Dzisiaj nie chcę jeszcze zdradzać szczegółów.
Czy reżyserzy, którzy realizują pozostałe filmy, to osoby, z którymi pan już miał okazję współpracować?
Tak, to są ludzie, z którymi mam doświadczenie wspólnej pracy i którzy są w rzemiośle telewizyjnym od lat. Więc o warsztat możemy być spokojni. Mamy też grupę młodych ludzi, którzy to wspierają od strony dokumentacyjnej i logistycznej. Nasz zespół liczy w tej chwili kilkanaście osób. W tym gronie są reżyserzy nagradzani na różnych festiwalach. Jeżeli widz zaakceptuje nasze produkcje i dostaniemy od TVP szansę robienia tego dalej, to zespół pewnie będzie się poszerzał. Jeżeli Polacy będą chcieli oglądać nasze filmy raz w tygodniu, jak w Wielkiej Brytanii, to do tego potrzeba naprawdę dużego zespołu ludzi. Wrzesień pewnie odpowie na część pytań. Przede wszystkim na to, jak wygląda oglądalność. A mimo dobrego czasu antenowego to wcale nie jest łatwa rzecz, by dotrzeć do widzów. To wyzwanie i gigantyczny prestiż.
Dokument o godz. 21.00 w polskiej telewizji to niezbyt często spotykana rzecz.
Dokładnie. Dotąd gdy dokumenty pojawiały się o takiej godzinie, to było coś bardzo wyjątkowego. Jednak postanowiono zaryzykować i być może to pasmo zagości na stałe. W telewizjach zachodnich jest to naturalne. I filmy te mają bardzo wysoką oglądalność.
Godzina z pewnością jest wyzwaniem, ale myślę, że ludzie będą wracać do tych filmów na VOD. Historia pokazuje, że internetowe reemisje dokumentów potrafią zgromadzić więcej osób niż pierwsza transmisja. Czy spodziewa się pan, że tutaj może być podobnie?
Myślę, że do naszych filmów ludzie będą wracać.
Wspominał pan o brytyjskiej „Panoramie”. Dokumenty wyświetlane w tym paśmie potrafiły na Wyspach wzbudzić dyskusję na długie tygodnie.
Do tego chcemy dążyć i u nas. Zależy mi na tym, żeby nasze dokumenty były omawiane, cytowane, żeby na ich temat dyskutowano, jednym słowem – żeby zmuszały do myślenia, wywoływały reakcje i powodowały pozytywny ferment w działaniach innych dziennikarzy i redakcji.
Wywiad z 38/2021 numeru tygodnika „Sieci”.
