W medialnej brei. "Wiemy już z góry, co będzie"W medialnej brei. "Przeglądamy gazety, śledzimy internetowe portale i wiemy już z góry, co będzie"

Wielkie zagraniczne korporacje medialne bezwzględnie będą zwalczać każdego, kto stanie na drodze realizacji ich biznesów. Warto się pozbyć złudzeń, że głos Polaków tu kogoś interesuje i że ma jakieś znaczenie.
Senator PO Wadim Tyszkiewicz wyznał z rozbrajającą szczerością podczas debaty w izbie wyższej nad nowelizacją ustawy medialnej, że w jego domu panuje pełen pluralizm medialny. Żona ogląda „Dzień dobry TVN”, a on TVN 24.
Poziom dyskusji po stronie opozycji porażał. Media to z pewnością jeden z najbardziej niemożliwych do pojęcia tematów dla polskich parlamentarzystów. Można odnieść wrażenie, że gdyby opozycja mogła wyprzedać na pniu i niemal za darmo ocalałe cudem resztki polskiego rynku mediów, zrobiłaby to natychmiast, ciesząc się z dobrze ubitego interesu.
Kto piękniej skłamie
A na wojnie informacyjnej jesteśmy od lat. To już stan stały. Już nie zauważamy, jak każdego dnia dosięga nas grad informacyjnych kul. To jest jak powietrze. Oddychamy tym codziennie. Wdychamy jak cyklon B. Daje o sobie znać porannym radiowym jazgotem i bełkotem polityków w wieczornych telewizyjnych ramówkach. Przeglądamy gazety, śledzimy internetowe portale i wiemy już z góry, co będzie. Można przewidzieć, co znajdziemy w mediach „prawdziwie wolnych”, takich, co tylko szczerą prawdę podają zawsze i o każdej porze. To najprawdziwsze redakcje, co się tu osiedliły i postawiły szyld: POLSKA. Albo mają tzw. kapitał mieszany. Z tych, jak wiadomo – co potwierdza sama Unia Europejska i wszystkie zagraniczne organizacje kontrolujące wolność słowa na świecie – „prawda” płynie całymi strumieniami. Można z nich czerpać jak z krynicy i źródła wody żywej. O czym same mówią, o czym same zapewniają w tasiemcowych dzwoniących autoreklamach. Twarze tam są piękne, szczebioczą szczerą polszczyzną. Nienagannie oświetlone błękitne oczy, policzki i wzorowy zgryz, który akcentuje sylaby i głoski jak na egzaminie z dykcji. Mają dobrze skrojone garnitury, modne krawaty i sukienki, okrywające niemal anorektyczne, nieskazitelne ciała. Komunikaty z takich ust są jak małmazja, choćby mówiły skrajne głupstwa, trudno się im oprzeć.
Ważne są też narzędzia, które ułatwią zgrabniejsze i bezczelniejsze kłamanie. By miało ono wszelkie znamiona wiarygodności. Ostatnio można słyszeć, jak swoje komunikaty rozpoczynają od słów „tu wolne media”. Media jedyne, co mówią prawdę. Tak, żeby widz i słuchacz uwierzył, że prawdziwa prawda jest.
Wprowadzony w błąd odbiorca może podejmować decyzje sprzeczne z jego interesem zarówno jednostkowym, jak i narodowym. Będzie święcie przekonany, że tak właśnie należy czynić. Dopiero po czasie rozpozna, że został wprowadzony w błąd, którego już nie można naprawić. Bo podjął decyzje nieodwołalne. A są one zgodne wyłącznie z oczekiwaniami środowisk polityczno-medialnych, z którymi się nie utożsamia.
Bywa, że cała dezinformacyjna akcja przeprowadzana jest na podstawie informacji… prawdziwych. Dzieje się tak, kiedy informacje zgodne z prawdą naświetla się lub umieszcza w takim kontekście, że redakcje, którym ufamy, traktują je jako fałszywe. Jeśli spojrzymy w przeszłość na piętrowe dezinformacyjne akcje, które skumulowały się wokół takich tematów jak: „okrągły stół”, lustracja, dekomunizacja, sprawa FOZZ, agentura, w tym na najwyższych szczeblach władzy konstytucyjnej, rozwiązanie Wojskowych Służb Informacyjnych i wiele innych, należy stwierdzić, że w tych sprawach jest wciąż wiele białych plam. Bo dezinformacja wcale nie musi zakrywać prawdy. Wystarczy, jeśli będzie mnożyć wątpliwości i służyć odkrywaniu coraz szerszych możliwych pól interpretacji. Dostarczać przeciwnikowi nowych argumentów, na które jest otwarty i w które zechce uwierzyć. Opinia publiczna odpowiednio nasycona takimi argumentami zamknięta będzie nawet na oczywiste prawdy i zignoruje je, choćby były niezbite. Ostatni przykład to choćby to, co działo się jeszcze niedawno przy granicy polsko-białoruskiej w wykonaniu polityków PO wspomaganych przez nadający w Polsce, powielający białoruską narrację, amerykański informacyjny lewicowy kanał telewizyjny.
Skutki niszczącej informacji
Medialne akcje mogą łatwo wprowadzać w błąd społeczeństwo i przez to osłabiać jego instytucje państwowe, podważać demokratycznie ustanowione kręgi rządowe i opiniotwórcze. Wpływać na ich działanie i kreować warunki w kraju przeciwnika. Mogą to być działania legislacyjne rządu dotyczące spraw gospodarki, ekonomii, podatków, instytucji medialnych, organów ścigania czy władzy sądowniczej. Skutkiem działań jest kształtowanie w oczach opinii publicznej takiego postrzegania spraw państwa, które będą się wydawać korzystne, gdy w istocie okazać się mogą dlań niszczące.
Innym skutkiem agresji medialnej jest skłócenie, podzielenie i ustawienie poszczególnych warstw społeczeństwa po skrajnych stronach barykady. Dokonuje się tego także przez przekazywanie informacji, które są prawdziwe, ale tak sformatowane, by kształtować wyłącznie pozytywny obraz określonych postaci czy zdarzeń, które nadawcy medialni skrycie wspierają. Odbiorcy jednak sądzą, że mają do czynienia z przekazem budowanym neutralnie. Przekaz pomija też wszelkie wątpliwości czy niewygodne niejasności wokół liderów politycznych, zdarzeń i wspieranych partii. Tak było w okresie transformacji ustrojowej III RP, z porozumieniami wokół „okrągłego stołu” i ustaleń Czesława Kiszczaka ze sterowaną opozycją w Magdalence. Dokonywano piętrowych dezinformacji na temat pierwszego rządu III RP, kierowanego przez Tadeusza Mazowieckiego, i całej ustrojowej transformacji w latach 90. Żelazna propaganda już nowej RP pracowała także bezwzględnie na rzecz bezalternatywności wstąpienia do Unii Europejskiej.
Pod medialnym ostrzałem
Do roku 2015 – czasu odzyskania przez Zjednoczoną Prawicę (ZP) mediów publicznych – panował jeden ton i jedna linia wobec polityki prowadzonej przez Platformę Obywatelską. Zarówno w mediach publicznych, jak i komercyjnych. Wołano w redakcjach i na łamach wysokonakładowej prasy: „Wszystkie ręce na pokład”, „Tusku musisz!”. Gdy po odejściu Donalda Tuska na urzędniczą posadę w Unii Europejskiej wytworzyła się próżnia polityczna, wobec nowego rządu natychmiast powrócono do dawnej medialnej presji. Chodzi o rodzaj przekazów budowanych w roku 2010, który został określony jako przemysł pogardy i powrócił niemal natychmiast po katastrofie smoleńskiej wobec wszystkich, którzy kwestionowali rosyjską narrację raportu Tatiany Anodiny.
Od roku 2015, czasu objęcia rządów przez ZP, informacyjna breja płynie nieustannie. Są to strumienie przekazów nieprawdziwych, sfałszowanych, ewidentnie sprokurowanych. Także tendencyjnie przesadzonych. Czarna propaganda ujawnia się ostatnio na przykładzie informacji i radiowo-telewizyjnej publicystyki mediów komercyjnych wobec komunikatów rządowych o strategii Polskiego Ładu. Wcześniej podważano nieustannie reformy ZP, szczególnie informacje związane z 500+.
Obecnie w wielu mediach komercyjnych programy ekonomiczne pomijają całe partie danych o nowych, korzystnych rozwiązaniach ekonomicznych. Kreują za to obawy wobec nowych przedsięwzięć i negują cele inwestycji gospodarczych. Zapowiadają skrajną inflację, drożyznę, biedę i bezrobocie. Każdego dnia można usłyszeć ekspertów i analityków straszących gospodarczym krachem, niewydolnością gospodarki, społecznym kryzysem. To nic, że realne dane i wskaźniki ekonomiczne przedstawiają coś przeciwnego, a status materialny Polaków rośnie. Bo w tle tych informacji chodzi o ochronę biznesów wielkich zagranicznych korporacji.
W sytuacji, gdy brakuje argumentów, dochodzą ataki personalne, często dehumanizujące polityków czy urzędników strony rządowej lub konstytucyjnych instytucji, którzy nie zachowują się w sposób zgodny z oczekiwaniami wielkich medialnych nadawców. Nakręca się wokół nich spiralę społecznej niechęci i oburzenia. Postaci piastujące konstytucyjne urzędy znajdują się pod stałym medialnym ostrzałem. Ci wykazujący się odwagą i wolą przeciwstawienia się zewnętrznej presji muszą się liczyć z poddaniem medialnemu grillowaniu. Przypomina to często rodzaj osaczenia, poddania presji stałych aktów ośmieszania, odbierania powagi i ostatecznie wyrzucenia poza obszar publicznej debaty. Akcje są bezwzględne, odgrywane wielopoziomowo, synchronicznie w różnych mediach. Każdy, kto przeszedł przez ten rodzaj medialnej „ścieżki zdrowia”, na pewno jej nie zapomni. Długo się zastanowi, zanim znów zechce trafić do nowego kotła przerabiającego człowieka na medialną breję.
Wielkie zagraniczne korporacje medialne pod hasłami walki o wolność biznesu i gospodarki potrafią wywierać presję na całą scenę polityczno-społeczną, na partie i poszczególnych polityków. Będą zwalczać każdego, kto stanie na drodze realizacji ich biznesów. Warto się pozbyć złudzeń, że głos Polaków tu kogoś interesuje i że ma on jakieś znaczenie.
Artykuł z 38/2021 numeru tygodnika „Sieci”.
