TVN mówi podobnie jak ŁukaszenkaTVN mówi podobnie jak Łukaszenka. "Nagle zgadzają się w każdym argumencie, gdy chodzi o ocenę polskiego rządu"

Białoruskie media i TVN zadziwiająco współbrzmią w pokazywanych przez siebie materiałach filmowych, ale także w formułowanych tezach i opiniach.
Pewnego środowego wieczora białoruskie media pokazały nagranie z nadgranicznego obozowiska imigrantów – mężczyźni skarżyli się na polskie służby mundurowe i prosili Europę o pomoc. Niemal identyczny materiał można było zobaczyć kilka godzin wcześniej, i to po polsku – w „Faktach” TVN. Czy stacja z Wiertniczej postanowiła nadawać tym samym przekazem co reżim Łukaszenki?
Cała Polska żyła jeszcze projektem zmiany ustawy o radiofonii i telewizji, sojuszem Pawła Kukiza z PiS i reasumpcją głosowania zarządzoną przez marszałek Sejmu Elżbietę Witek, gdy białoruska operacja „Śluza” weszła w kulminacyjną fazę – przywiezienie nielegalnych imigrantów na granicę z Polską i rozpętanie medialnej burzy. Propaganda Łukaszenki odpala materiały mające pokazać polską straż graniczną jako brutalnych i bezdusznych funkcjonariuszy.
Polscy strażnicy zabrali rannego cudzoziemca nad granicę – mężczyzna, obywatel Iraku, miał poważnie rozbitą brew
– podała 14 sierpnia 2021 r. Białoruska Agencja Telegraficzna, główne źródło informacji u naszego wschodniego sąsiada. Na nagraniu krwawiący mężczyzna daje się opatrzyć białoruskiemu mundurowemu. Media podały, że „pomimo brutalnych działań podejmowanych przez stronę polską przeciwko uchodźcom przybysz ponownie będzie próbował przedostać się do Unii Europejskiej”. Raz wytyczony przekaz medialny został nadany – setki mediów rosyjskojęzycznych będą to powtarzać przez następne tygodnie. Polskojęzyczne ośrodki przekazu podążą rychło za nimi.
Cztery dni później „Fakty” TVN nadały informację o koczujących w Usnarzu Górnym uchodźcach z Afganistanu. Podkreślano tragedię uchodźców i bezduszność polskich służb. W „Faktach po Faktach” Piotr Marciniak pytał posła Krzysztofa Śmiszka, czy tych ludzi należy „wyrzucać, przyjmować czy otoczyć drutem kolczastym?”. Polityk Lewicy stwierdził, że „hańbą jest to, że boimy się kilkunastu czy kilkudziesięciu uchodźców”, z kolei prowadzący nie sprostował fałszywego określenia o „pasie ziemi niczyjej”. Polska zaczęła żyć spreparowanym problemem głodujących i cierpiących uchodźców, wobec których państwo polskie jest bezlitosne. Białoruskie i polskie liberalne media zaczęły się prześcigać w demonizowaniu służb mundurowych Rzeczypospolitej. Kto wygrał ten wyścig manipulacji i dezinformacji?
W jednym chórze
Metody przedstawiania sytuacji w Usnarzu Górnym w stacji TVN i w Białoruskiej Agencji Telegraficznej są zadziwiająco podobne. Podobieństwo materiałów jest tym bardziej uderzające, że pokazywane są w zadziwiającej synchronizacji, jakby jedna redakcja pobierała treści od drugiej. 18 sierpnia w „Faktach” TVN widzimy, jak młodzi i dobrze ubrani mężczyźni siedzą przy ognisku i opowiadają:
Jesteśmy afgańskimi migrantami. 40 osób z dziećmi
Imigranci przekonują, że byli już w dużym mieście [prawdopodobnie Białymstoku – przyp. red.], ale polskie służby złapały ich i przerzuciły z powrotem na Białoruś. Nie ma na to żadnego potwierdzenia, tylko słowa anonimowych przybyszów z Azji, jednak wydawcy serwisu informacyjnego tego nie weryfikują.
Trzy godziny później Białoruska Agencja Telegraficzna Łukaszenki publikuje na kanale informacyjnym Telegram nagranie z tego samego obozowiska. Rosyjskojęzyczny rozmówca pyta dwudziestoparoletnich mężczyzn o śniadej cerze, co tu robią. W odpowiedzi słyszy anglojęzyczną, wystudiowaną odpowiedź, idealnie sformułowaną pod krótki przekaz medialny:
Wszyscy jesteśmy z Afganistanu. Wszyscy jesteśmy teraz w bardzo trudnej sytuacji. Daleko w Afganistanie straciłem rodzinę i wszystko. Teraz chcemy pójść do Polski, a potem do Niemiec, ponieważ w Afganistanie jest wojna, nie możemy tam zostać
– tłumaczy do kamery mężczyzna w czapce z daszkiem. Po chwili drżącym głosem dodaje: „Please, help us”. Na drugim planie mężczyzna zakrywający twarz maseczką i kawałkiem materiału powtarza monotonnym głosem to samo:
Jesteśmy z Afganistanu, tam wojna
Materiał wideo został zrealizowany przez białoruskie służby.
Podkreślmy jeszcze raz – reżim białoruski i TVN nadały nagranie z tego samego obozowiska w odstępie zaledwie trzech godzin.
Dzień później „Fakty” idą jeszcze dalej – 19 sierpnia publikują materiał zrealizowany przez białoruskie służby pięć dni wcześniej. W filmiku widać, jak jacyś mężczyźni wysiadają z polskiej ciężarówki i przechodzą przez piaszczystą drogę – Mińsk pokazuje to jako dowód na prowokację Warszawy, a TVN powtarza tę tezę w programie o godz. 19.00. To właśnie ten materiał stanowczo skrytykował wiceminister spraw zagranicznych Paweł Jabłoński, gdy 27 sierpnia wystąpił w „Faktach po Faktach”, mówiąc:
Wstyd mi, że w Polsce działają dziennikarze, którzy wspierają Aleksandra Łukaszenkę
Dzień po dniu oba ośrodki medialne jakby nieomal wymieniają się takimi samymi materiałami i gdyby nie różnica języka, trudno byłoby się zorientować, czy oglądamy przekaz z Mińska, czy z ulicy Wiertniczej w Warszawie.
Dowody na fałszywą troskę
Białoruskie media i TVN zadziwiająco współbrzmią w pokazywanych przez siebie materiałach filmowych, ale także w formułowanych tezach i opiniach.
I tak obie strony przedstawiają polski rząd jako winnego kryzysu. Już 23 sierpnia Łukaszenka twierdził, że gdyby Polska pomogła tej garstce potrzebujących, całego problemu by nie było. Politolog Jurij Szewcow 8 września kpił w gazecie „Białoruś Dzisiaj”, że ledwie 30 migrantów potrafi postawić całą Polskę na nogi, bo rząd nie chce udzielić im wsparcia. Maciej Knapik z TVN uzupełniał dezinformację dyktatora. W jego materiale z 23 sierpnia są zawarte wszystkie rzekome grzechy rządu PiS: że straż graniczna nie podaje koczującym Afgańczykom jedzenia, że Polska nie chce pomagać uchodźcom, a nawet to, że rząd działa wbrew naukom Jana Pawła II. To ostatnie brzmi już groteskowo. Otóż stacja telewizyjna – promująca aborcję, atakująca Kościół i hierarchów – przypomina sobie nagle papieża Polaka, gdy chce nakłonić rząd do naruszenia granic RP.
Prawdą jest, że uchodźcom trzeba pomagać, ale z chwilą gdy podróżują oni przez kolejne, bezpieczne już dla nich państwa, stają się imigrantami, którzy nie potrzebują azylu, lecz legalnego wjazdu do kraju. Straż graniczna nie przepuszcza ludzi ani nie podaje produktów przez granicę, bo nie tylko ma inne obowiązki, ale wręcz jej obowiązkiem jest kierować takie działania na legalną i bezpieczną drogę – przez punkty kontroli granicznej.
Drugą manipulacją obu ośrodków medialnych jest przedstawianie polskich mundurowych jako brutalnych funkcjonariuszy bezlitosnego reżimu. Naprawdę trudno w to uwierzyć, ale białoruski autorytaryzm, ten sam, który przez ostatni rok potrafił porwać samolot pasażerski, uprowadzić ludzi z ulicy, zabijać przeciwników politycznych, torturować protestujących i zastraszać zwykłych obywateli, wypada u obu nadawców… łagodniej niż rząd Prawa i Sprawiedliwości.
Media Łukaszenki z satysfakcją cytowały Marię Zacharową, rzeczniczkę rosyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, która 27 sierpnia przedstawiła Polskę jako nieszanującą praw człowieka.
Wydawałoby się, że [Polska] ma szansę, by rzeczywiście zademonstrować swoją troskę o prawa człowieka
– przekonywała przedstawicielka rosyjskiego MSZ w sprawie „uchodźców”. Takie frazesy mają udowodnić, że nad Wisłą kondycja demokracji jest gorsza niż na Białorusi lub w Rosji. Portal belta.by grzmiał z kolei, że polskie służby „brutalnie traktują i wykorzystują migrantów, w tym kobiety i dzieci”. Trudno o większy szczyt propagandowej bezczelności, jednak w TVN przelicytowali także ten obraz.
„Fakty” TVN przytoczyły wypowiedź lewicowego posła Macieja Koniecznego, nazywającego „sukinsynem” zwierzchnika Straży Granicznej, który kazał pilnować granicy w Usnarzu Górnym. Telewizja zdecydowała się także na publikację dziwnego materiału ze zwolenniczką Rafała Trzaskowskiego, która podeszła do kordonu żołnierzy wraz nieletnią córką, by obrażać mundurowych. Zaproszony do studia TVN24 Władysław Frasyniuk zwyzywał na antenie polskich żołnierzy: „Mam wrażenie, że to jest wataha psów, która otoczyła biednych, słabych ludzi – stwierdził. – Śmiecie. To nie są ludzkie zachowania”. Prowadzący rozmowę Grzegorz Kajdanowicz nie zareagował na te słowa, nie przerwał programu. Dopiero pod presją internautów i w aurze oburzenia komentatorów stacja wydała niemrawe oświadczenie w tej sprawie.
Był to jednak tak wulgarny i ostry atak na rząd i Wojsko Polskie, na jakie nie odważył się nawet dyktator z Mińska – a w mediach z Wiertniczej widz już się z tym spotkał. To zdumiewające, że stacja telewizyjna z adresem w Polsce wydaje się bardziej gorliwa w atakowaniu władz RP niż sam białoruski dyktator i jego służby.
Trzecim przykładem zbieżnej narracji reżimu białoruskiego i TVN są dramatyczne opowieści o niedoli imigrantów, by podnieść emocje u odbiorców. Obie strony opowiadały o głodujących kobietach z dziećmi, strachu, płaczu i chorobach, choć się okazało, że do obozowiska żywność jest dostarczana przez stronę białoruską. Piotr Kraśko 25 sierpnia rozpoczął materiał w „Faktach” dramatycznymi słowami:
Uchodźcy na polsko-białoruskiej granicy nie mają ani jedzenia, ani lekarstw. Już nie z każdym dniem, ale z każdą godziną są w coraz gorszym stanie
Brzmiałoby to przejmująco, ale od tego czasu minęło 20 dni, ponad 450 godzin, i gdyby z każdą z nich miało być coraz gorzej, po obozowisku nie byłoby śladu, tymczasem obok Usnarza Górnego imigranci nadal przytomnie i zdrowo funkcjonują. A przecież 26 sierpnia Kraśko powiedział, że tam „większość osób jest chora, a jedna potrzebuje pilnej pomocy medycznej”. Prezenter nawet radził widzom wyjrzeć za okno, by zobaczyć, jak jest zimno i przez co teraz przechodzą przybysze.
Historyjki pełne ludzkiej niedoli od początku były też przedmiotem obłudnej troski za Bugiem. Już 18 sierpnia pogranicznicy z Grodna meldowali o „cudzoziemcu z wyraźnymi oznakami niepełnosprawności”, który miał być przez polskie służby przepchnięty z terytorium RP. W materiałach propagandowych reżim często pokazywał smutne twarze przybyszów i błagalne spojrzenia w stronę kamer. Nic dziwnego, że słynny bieg posła KO Franciszka Sterczewskiego z żywnością, którą polityk chciał przerzucić przez granicę, został życzliwie odnotowany w mediach białoruskich – tak samo jak w TVN – jako kontrast do pisowskiego reżimu i okrutnych żołnierzy.
Widzieliśmy, jak na granicy biegał poseł na Sejm, którego złapali żołnierze uzbrojeni w karabiny maszynowe
– relacjonował Aleksiej Dzermant w białoruskiej prasie, przekonując tym samym, że rząd w Warszawie będzie musiał ustąpić.
Czwartym dowodem na pokrywanie się przekazów obu ośrodków medialnych jest pojawianie się w nich podobnych materiałów, sformułowań i bohaterów.
Bartosz Kramek, który z grupą aktywistów uszkodził urządzenia graniczne, był bohaterem i pozytywnym przykładem w stacjach po obu stronach Bugu. 30 sierpnia serwis informacyjny w białoruskiej telewizji ONT zasugerował nawet, że działacz Fundacji Otwarty Dialog i jego wspólnicy są ofiarami pierwszych politycznych zatrzymań w Polsce, co jest ewidentnym łagodzeniem wizerunku dyktatora z Mińska. Wielokrotne porównania Polski do Białorusi okazują się więc dobrym sposobem na dezinformację także dla propagandystów Łukaszenki.
Gdy 6 września odbył się pod polskim Sejmem protest przeciwko wzmacnianiu granicy, Białorusini nie tylko opublikowali relację z wydarzenia, lecz także zilustrowali materiał zdjęciami wykonanymi przez TVN24. Jak wspomnieliśmy wyżej, polska stacja wykorzystała oficjalne materiały Łukaszenkowskich służb 19 sierpnia, ale też nagraną rozmowę z „Afgańczykami” z 18 sierpnia, którą podało na Twitterze Stowarzyszenie Interwencji Prawnej. To ciekawe, bo spośród dziennikarzy dostęp do imigrantów ma jedynie strona białoruska – wszak to po jej stronie koczują przybysze ze Wschodu. Gdy 25 sierpnia odwiedziłem Usnarz Górny, przez przygraniczne zarośla było widać, jak białoruscy mundurowi prowadzą swoich żurnalistów do obozowiska imigrantów. Wszystkie chwytające za serce rozmowy z nielegalnymi podróżnikami są więc elementem kampanii dezinformacyjnej postsowieckich tajnych służb.
TVN i dziennikarze Łukaszenki używają również podobnego nazewnictwa – imigrantów nazywają „uchodźcami”, a służby graniczne – pogranicznikami. W języku rosyjskim to słowo jest adekwatne, ale dlaczego tego terminu w materiałach informacyjnych używa dziennikarz TVN Dariusz Prosiecki?
Kto chce urządzić Mińsk w Warszawie
Przełączając pilotem serwisy informacyjne w TVN oraz w białoruskich telewizjach, można odnieść wrażenie, że przy materiałach dotyczących kryzysu granicznego wszystkie te stacje kierują się jedną instrukcją. Oba środowiska krytykują wzmacnianie granicy Polski, wprowadzanie stanu wyjątkowego w przygranicznych powiatach, przerzucanie polskich żołnierzy do wschodniej części kraju, a także kreują atmosferę, jakoby organizacje międzynarodowe naciskały na Polskę, by ta pomogła „uchodźcom”.
Łukaszenka i TVN mają rozbieżne cele, gdy mówią o LGBT, pozycji Ameryki czy Unii Europejskiej, ale nagle zgadzają się w każdym argumencie, gdy chodzi o ocenę polskiego rządu. Podobnie i w Mińsku, i na Wiertniczej opisywano włamanie do poczty elektronicznej ministra Michała Dworczyka czy brukselskie oskarżenia o łamanie praworządności w Polsce. Ale nawet gdy Mińsk prowadzi od roku antypolską propagandę, to nie poważył się na atakowanie polskiego munduru czy pokazywanie wyzwisk wobec żołnierzy, niektóre zaś zakłamane materiały Białoruska Agencja Telegraficzna publikowała po stacji TVN. Nawet jeśli stacja z Wiertniczej obdarza niechęcią polski rząd w równym stopniu co białoruskie media, to trzeba jej przyznać jedno – wyraża ją bardziej profesjonalnie i z większą gorliwością niż ludzie Łukaszenki.
Artykuł z 37/2021 numeru tygodnika „Sieci”.
