Zimowe igrzyska olimpijskie 2026 odbywające się we Włoszech będą trwały jeszcze blisko dwa tygodnie. Pewnie jeszcze nieraz usłyszymy dwójkę dziennikarzy – jak się kiedyś mówiło – specjalnych wysłanników TVP, czyli telewizji publicznej. Panów Piotra Sobczyńskiego i Marka Rudzińskiego. Aby swoimi fachowymi komentarzami i opiniami wzbogacali telewizyjne transmisje ze zmagań sportowców na największej światowej, imprezie, rozgrywanej raz na cztery lata. Zawodach sportowych o zasięgu globalnym – jak się podkreśla. Dlatego warto nieco bliżej przyjrzeć się pierwszemu, ważnemu - tej dwójki dziennikarzy - dokonaniu, o którym zrobiło się głośno. Po to, abyśmy wiedzieli z jaki osobowościami mamy do czynienia i jakie zasługi można im przypisać.
Jak już dość powszechnie wiadomo komentatorzy ci, pominęli podanie informacji, że podczas uroczystości otwarcia igrzysk na trybunie honorowej w Mediolanie, obok wielu innych osobistości, w tym wielu prezydentów innych państw obecny jest prezydent Polski Karol Nawrocki.
Wydarzenie to - bo tak trzeba ten fakt nazwać - których autorami są panowie Piotr Sobczyński i Marek Rudnicki, został odebrany przez szeroką opinię publiczną, w tym część polityków, jako skandal. Z taką samą siłą spotkał się z krytyką w tzw. mediach prawicowych. Ale, co istotne także mediach społecznościowych. Bardzo często powtarzającym się określeniem tego, co obydwaj dziennikarze zrobili, było słowo „dziecinada” w różnych jego odmianach. I słusznie , bo ich pomysł z wymazaniem prezydenta Karola Nawrockiego z relacji był wszak dziełem ludzi dojrzałych. Postępujących jednak niedojrzale. Jak dzieci.
Piszę ciągle w liczbie mnogiej, bo praktycznie nadzwyczaj mało prawdopodobne wydaje się, aby współprowadzący ten sam program dwaj dziennikarze nie uzgodnili ze sobą tak bulwersującej rzeczy, jakiej się dopuścili. Nie było to ani przeoczenie, ani zapomnienie powstałe w wyniku konieczności przekazywania natłoku informacji. Dobrze wiedzieli, co robią. Trudno założyć, że było inaczej.
Piotr Sobczyński w relacji wspomniał o tym, że w ceremonii otwarcia bierze udział minister sportu Jakub Rudnicki, który wcześniej wziął udział w spotkaniu z innymi ministrami sportu z całego świata. Marek Rudziński po „przejęciu mikrofonu”, gładko przeszedł do omówienia wyglądu polskich olimpijczyków na defiladzie.
Fala negatywnych reakcji na postępek dziennikarzy TVP wymusiła na szefie redakcji sportowej oficjalną reakcję. W swoim komunikacie dyrektor TVP Sport Jakub Kwiatkowski wziął w obronę dziennikarzy, sugerując, że za ich postępowaniem nie kryją się żadne motywy polityczne. Zaś brak informacji o obecności polskiego prezydenta - jak pisał - „było wynikiem skupienia się komentatorów na innych aspektach ceremonii”. Pominę więc milczeniem to tłumaczenie, pisząc o nim jedynie dla porządku. W czasach mojej młodości, podobne zachowania jak to owej dwójki dziennikarzy TVP, w języku „wersalu” określano jako „smarkaterię”, co wiąże się z wiekiem, a bardziej dosadnie jako „gówniarstwo”.
Gdyby jednak można było skwitować to wydarzenie, takimi banalnymi określeniami, nie zasługiwałoby na większą uwagę. Rzecz w tym, że panowie Piotr Sobczyński i Marek Rudziński sprzeniewierzyli się kilku - trzeba to powiedzieć - fundamentalnym wymogom swojego zawodu. Po pierwsze, naruszyli zasadę rzetelności. Przemilczenie tak ważnego dla prawdziwego obrazu ceremonii otwarcia faktu należy traktować jako odmianę kłamstwa. Nie niewiedzy, nie zapomnienia, lecz po prostu świadomego kłamstwa. Jednocześnie nadkruszyli zasadę zaufania społecznego, wpisanego w zawód dziennikarza.
Być może komuś może się wydawać, że uderzam w zbyt wysokie tony. Ale warto w tym momencie przypomnieć, że fundamentem rozwoju naszej cywilizacji jest prawda. Na respektowaniu prawdy opiera się także życie społeczne. Indywidualne i zbiorowe. Wystarczy rozejrzeć się wokół, aby zobaczyć, dokąd prowadzi ignorowanie prawdy i jakie pociąga za sobą skutki. Po wtóre, od kogo, jak nie od dziennikarzy sportowych można oczekiwać szacunku i poparcia dla idei olimpizmu. Jednego z najpiękniejszych pomysłów, pielęgnowanego przez cały świat. Idei która łączy sport z kulturą, edukacją i etyką. Promuje pokój, szacunek, oraz przyjaźń w uczciwej, szlachetnej rywalizacji, kto jest doskonalszy.
Tymczasem dwójka polskich dziennikarzy z TVP sprofanowała to wielkie święto światowego sportu. Wprowadzając w swoją relację atak na prezydenta. Tyle że „w białych rękawiczkach”. Dlaczego? Dla kogo? Z jakich powodów? Nie odważyłbym się jednoznacznie odpowiedzieć. Mogę tylko snuć domysły. Może dla wewnętrznej satysfakcji albo zaspokojenia własnych, prywatnych fobii i uprzedzeń. A może dla zdobycia poklasku we własnym środowisku, aby pokazać, na jaki bohaterski czyn się zdobyli. Tym samym dowieść, że dołączyli do tych, którzy Karola Nawrockiego nie uznają za pełnoprawnego prezydenta. Może, jak na obecne czasy, stawiam za wysokie wymagania. Bo zastanawiam się, czy tacy dziennikarze zasługują na to, aby oglądać na żywo olimpiadę i jeszcze dostawać za to wynagrodzenie?
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/media/752778-smarkateria-to-nie-bohaterstwo-czyli-atak-na-prezydenta
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.