Jaka jest różnica między gazetami w Niemczech i w Polsce? Nie ma żadnej. Jedne i drugie wydają Niemcy. W tym kontekście porzekadło: „Kto ma media, ten ma władzę”, po niemiecku: „Wer die Medien hat, hat die Macht”, nie brzmi budująco. Można wręcz powiedzieć, że na medialnym rynku Polska stała się siedemnastym landem Bundesrepubliki…

Przesada? Niestety, nie. Ani jedna gazeta, ani jeden periodyk spośród 650 wydawanych w RFN nie należy do obcego koncernu, począwszy od wiadomości akwzgrańskich „Aachener Nachrichten”, przez wydawaną w Berlinie gazetę dla rosyjskich imigrantów „Russkaja Germanija” (o nakładzie 57,5 tys. egz.), skończywszy na hamburskim, opiniotwórczym tygodniku „Die Zeit” (Verlagsgruppe Georg von Holtzbrinck). Rzekomo nasze, polskie media, zostały niemal całkowicie zmonopolizowane przez niemieckie koncerny. W naszych gazetach regionalnych prym wiedzie wydawca z mylącą nazwą Polska Press, której właścicielem jest de facto bawarska Grupa Wydawnicza z Pasawy (Verlagsgruppe Passau). Należy do niej 18 dzienników lokalnych i wiele różnorakich periodyków. W polskich rękach ostał się tylko „Kurier Szczeciński”, z nakładem 25 tys. egzemplarzy (z wyjątkiem wydania weekendowego), który stara się daremnie konkurować z dawnym organem komunistycznej PZPR, kupionym przez Verlagsgruppe Passau, obecnie pod nazwą „Głos - Dziennik Pomorza”, ze średnim nakładem 120 tys. egzemplarzy.

Masmedia są środkiem służącym celom tych, którzy je opanowali. Nie relacjonują rzeczywistości, one je tworzą

— zdefiniował znany w RFN aforysta, autor licznych książek napisanych pod pseudonimem „Prof. Querulix”. Za Odrą Media uważane są za „vierte Gewalt” - „czwartą władzę”, po egzekutywie, legislatywie i judykatywie, czyli zakotwiczonym w konstytucji trójpodziale władzy. Były hamburski polityk, publicysta i manager (dziś emeryt), Achim Reichert przypisuje mediom jeszcze większe znaczenie:

Kto określa media, jako czwartą władzę, ten ich nie docenia, bo koniec z końcem to od nich zależy jak przedstawiciele tych trzech filarów są odbierani przez społeczeństwo.

Mówiąc wprost, media są pralnią mózgów, na dodatek z coraz bardziej obniżaną poprzeczką wstydu, że wspomnę popisy niektórych naszych dziennikarzy w kraju i poza granicami, w tym na niemieckich łamach. Co najgorsze, usłużne publikacje wobec różnorakich grup interesów, nieskrywane sympatie polityczne, manipulowanie słowem, dźwiękiem i obrazem, będące jawną drwiną z obiektywizmu, zaczęły być traktowane jak głoszenie „prawdy objawionej”. Ich destruktywny wpływ na politykę i sytuację wewnętrzną w naszym kraju, począwszy od odległej już daty ustrojowej transformacji, widzą dziś i odczuwają wszyscy Polacy, instrumentalizowani i dzieleni przez walczących o powrót do władzy, względnie o jej utrzymanie.

Trudno mieć pretensje do Niemców, że niemal kompletnie opanowali polskie media, skoro na fali denacjonalizacji wręcz podano im je na tacy. Po 1989r. istniało złudne przekonanie, że ich prywatyzacja zagwarantuje niezależność od władzy. Z jednej strony, w rezultacie umowy okrągłostołowej powstała „Gazeta Wyborcza”, jako organ Komitetu Obywatelskiego „Solidarności”, której ówczesny i dzisiejszy redaktor naczelny Adam Michnik forsował wybór gen. Wojciecha Jaruzelskiego na prezydenta, i de facto broni dawnego podziału „łupów” do chwili obecnej. Już w pierwszym roku istnienia dziennik Michnika wystąpił przeciw działającym w Komitecie Obywatelskim braciom Lechowi i Jarosławowi Kaczyńskim, i w rezultacie tych zatargów stracił prawo posługiwania się logo „Solidarności”. Z drugiej strony ruszyła lawina niekontrolowanej wyprzedaży prywatyzowanych gazet, które przeszły w obce, głównie niemieckie ręce.

Co zaś dotyczy publicznego radia i telewizji, te kształtowane były po 1989r. przez rządzących, w zależności od układu politycznego. Równocześnie wyrosły konkurencyjne wobec TVP, komercyjne giganty: kanały TVN i Polsat. Pierwszy utworzył Mariusz Walter, były członek PZPR i współpracownik komunistycznej bezpieki - pseudonim TW „Mewa”, za PRL rekomendowany przez rzecznika rządu Jerzego Urbana w liście do szefa MSW gen. Czesława Kiszczaka na nadzorcę czerwonej propagandy. Z kolei twórcą Polsatu został Zygmunt Solorz-Żak (nazwiska po dwóch żonach), vel Piotr Podgórski, a z urodzenia Zygmunt Krok, który w oświadczeniu dla PAP przyznał się do współpracy z MSW, pod pseudonimami TW „Zegarek” i „Zeg”.

W rezultacie polska opinia publiczna urabiana jest przez krajowy i zagraniczny kartel, z przewaga tych ostatnich. Repolonizacja mediów nie będzie prosta, jeśli w ogóle będzie możliwa. Chociaż, są tacy, którzy już dokonali renacjonalizacji, jak np. Czesi czy Rosjanie. W kraju Władimira Putina Niemcy wydawali aż ponad 200 tytułów gazet. W ubiegłym roku Duma uchwaliła ustawę zobowiązującą wszystkich zagranicznych wydawców do sprzedaży swych udziałów, które z końcem roku nie mogą przekraczać 20 proc. Pisałem o tym szerzej w niedawnym komentarzu pt. „Po Rosji niemieckie koncerny medialne obawiają się wygnania z krajów Europy środkowo-wschodniej. Jak można było się spodziewać, przez RFN przetoczyła się fala oburzenia, jednak Niemcy chcąc nie chcąc muszą podporządkować się decyzji rosyjskiego parlamentu. Ale Polska to nie Rosja, która nie jest członkiem UE i - czego też można się spodziewać - niemieckie koncerny medialne z pewnością zrobią wszystko, z zastosowaniem wszelkich sił i środków dla zachowania swych wpływów między Odrą a Bugiem.

Tymczasem pozostaje pytanie bynajmniej nie retoryczne: jeśli dać wiarę porzekadłu, „kto ma media, ten ma władzę”, kto ma władzę w naszym kraju…? Polska Press (Verlagsgruppe Passau), koncern Axel Springer Polska, Gruner+Jahr Polska, Bauer, że pominę szwajcarską grupę Edipresse, właściciela tytułów od „Przedszkolaka”, przez „Przyjaciółkę”, po „Panią domu”, tudzież „Vivę” i piętnastu portali internetowych…? Do kompletu można dorzucić jeszcze np. internetowy Onet, należący w 75 proc. do koncernu Springera i w 25 proc. do TVN, itd. itp. Zatem - kto kształtuje w Polsce opinię publiczną? Medialna soldateska, uprawiająca aksamitną propagandę i tabloidalny, opiniotwórczy terroryzm, w jakim celu i na czyją rzecz?

Na te pytanie niech każdy odpowie sobie sam. A przynajmniej niech je sobie zada, zanim sięgnie po różnorakie tytuły i ich - ma się rozumieć - oczywiście obiektywne relacje i komentarze…