Każdy Twój wyrok przyjmę twardy, przed mocą Twoją się ukorzę, ale strzeż mnie Panie od pogardy, od nienawiści strzeż mnie Boże!

— któż nie zna słów tej pieśni, wykonywanej przez legendarne trio Jacek Kaczmarski, Przemysław Gintrowski, Zbigniew Łapiński. Utwór do słów Natana Tenenbauma i muzyki Przemysława Gintrowskiego – należał chyba, obok „Murów” i „Zbroi” do najczęściej wykonywanych w latach 80 tych. Był wezwaniem o powściągnięcie złych emocji, w czasach, w których te emocje były o włos od wybuchu, apelem o dobro - w świecie, w którym króluje zło. Był ucieczką w metafizykę w rzeczywistości, która metafizyce nie sprzyjała. Próbą zachowania człowieczeństwa, gdy system degradował człowieka do roli jednostki statystycznej. Miał wreszcie swój wymiar religijny – toteż zdarzało się, że był wykonywany i w kościołach podczas mszy.

Ale przede wszystkim wykonywali go artyści jednoznacznie związani z ruchem Solidarności, wspierający zmagania Polaków z komunistycznym systemem.

I choć trio Kaczmarski, Gintrowski, Łapiński – rozpadło się w latach 90-tych, a artyści opowiedzieli się po różnych stronach postsolidarnościowego dziedzictwa – pieśń jak dotąd kojarzyła się jednoznacznie z solidarnościową walką o wolność. Tą prawdziwą, w czasach gdy można było za nią trafić do więzienia, czy pod policyjne pały - nie zaś na czołówki serwisów informacyjnych.

Jacek Kaczmarski umarł nim jeszcze nowy podział na dwie Polski – tę liberalną uosabianą przez PO i tę konserwatywną, do której przyznaje się PiS, zastąpił stary na  postkomunistów i postsolidarność. Nie można więc na sto procent przesądzić którą ze stron politycznego konfliktu wsparłby swoją twórczością. A raczej czy w ogóle by którąś wsparł. Choć jako, że przez lata sympatyzował ze środowiskiem Gazety Wyborczej - jest całkiem prawdopodobne że opowiedziałby się i dziś za jej postulatami, w tym za liderami KOD-u.

Jednak Przemysław Gintrowski przeżył czas żałoby smoleńskiej, całego „przemysłu pogardy”, doświadczył pogłębiających się podziałów na tym tle. Jego wybór był jasny. Jeśli pojawiał się na jakichś imprezach o konotacjach politycznych– to tych związany ze środowiskami patriotycznymi. Nikt, kto śledził jego wypowiedzi, komentarze, drogę artystyczną nie miał najmniejszych wątpliwości po której stronie się opowiada. Nie ma też ich jego rodzina, która z oburzeniem zareagowała na fakt, iż podczas manifestacji KOD na Placu Powstańców, manifestacji gdzie występowali z buńczucznymi przemówieniami przedstawiciele środowisk lewicowo -liberalnych: Jarosław Kurski, Jacek Żakowski, Seweryn Blumsztajn, Agnieszka Holland, Renata Kim i inne bratnie dusze Mateusza Kijowskiego, nieoczekiwanie zabrzmiał charakterystyczny, chropowaty głos Przemka i przejmujące dźwięki jego muzyki…

W kilka dni po tym wydarzeniu rodzina publicznie zaprotestowała, przeciwko wykorzystywaniu dorobku artystycznego artysty w podobnym kontekście.

Z niemiłym zdumieniem obserwujemy, że >>Modlitwa o wschodzie słońca<< Przemysława Gintrowskiego dołączyła, niestety i mimo oficjalnego sprzeciwu spadkobierców artysty, do utworów wykorzystywanych na demonstracjach KOD-u. Utwór ten, napisany w 1980, śpiewany wtedy podczas strajków, manifestacji i koncertów >>Solidarności<<, stanowi credo całej twórczości Gintrowskiego. W sposób szczególny wybrzmiał przed trzema laty na cmentarzu w Wilanowie. Po złożeniu urny z prochami artysty do grobu, zebrani zaśpiewali właśnie tę pieśń. Czyżby dzisiaj role się odwróciły i to Gintrowski miał śpiewać? Tylko komu?”

— napisali spadkobiercy artysty.

Równolegle rozgorzały dyskusje w mediach społecznościowych.

Zwolennicy KOD argumentowali, że twórczość Gintrowskiego należy do wszystkich, a poza tym gdyby żył to nie wiadomo, czy sam by nie zaśpiewał.

Jako kontrapunkt do oświadczenia spadkobierców Gintrowskiego – pojawiło się oświadczenie syna Natana Tenebnbauma, który pozwolił KOD-owi korzystać z praw do utworu ojca. O ile wiem spadkobiercy Jacka Kaczmarskiego nie zabrali głosu.

Miałam ten zaszczyt, że znałam osobiście i Jacka i Przemka. Miałam okazję z nimi rozmawiać. Dorastałam w klimacie ich twórczości. I oglądając transmisję z demonstracji KOD - nie miałam wątpliwości. To było nadużycie. Choć prawnie sprawa jest być może jest i legalna – wykorzystywanie utworów na imprezach niekomercyjnych jest dozwolone - to jednak etycznie: nie.

Przemysław Gintrowski był artysta świadomym. Wiedział co śpiewa, wiedział dla kogo to robi. Choć sztuka nie poddaje się tak ostrym politycznym rozgraniczeniom jak np. twórczość publicystyczna , a przede wszystkim podlega interpretacjom - to jednak utwory nie powinny być wykorzystywane wbrew intencjom autorów. Bo wtedy mamy do czynienia z czymś na kształt bluźnierstwa.

To tak, jakby rosyjski car podpierał się Mickiewiczem, Kiszczak -Herbertem, Anna Grodzka - Pieśnią nad Pieśniami.

Oczywiście trudno wyznaczyć jednoznaczne kryteria – co jest, a co nie jest nadużyciem utworu artystycznego. Można tu toczyć długie akademickie dyskusje.

Ewa Siedlecka na łamach Gazety Wyborczej napisała, że rezerwowanie „Modlitwy…” dla jednej strony politycznego sporu można by uznać za działanie przeciw jej przesłaniu. Być może jeśli chodzi o samą pieśń, o tekst. Być może, gdyby założyć szczere intencje założycieli KODu. Oczywiście mogą jej słuchać i próbować zrozumieć wszyscy, których ona porusza. Ale gdy idzie o konkretne wykonanie, konkretnego artysty uznawanego za ikonę pewnych wartości - trzeba być ostrożniejszym.

Zapożyczeniem” utworu na manifestacji zasugerowano jakoby Gintrowski autoryzował ruch, który wedle wszelkich przesłanek sytuuje się na antypodach jego światopoglądu. Zlekceważono jego życiową drogę, wzgardzono przekonaniami. Pewna granica przyzwoitości - została przekroczona.

Bo wartości, za którymi opowiadał się ten konkretny artysta – mają się nijak do tych, które przyjmuje na sztandary KOD. Te ostatnie są po prostu karykaturą haseł z czasów Solidarności. Niech więc koledzy pana Kijowskiego ograniczą się do swojego kręgu kulturowego. Mają tam całkiem spory zastęp lepszych i gorszych sług Melpomeny. Terpsychory i innych Muz. Na oprawę coraz skromniejszych manifestacji z pewnością– wystarczy. Pamięci Przemka – niech jednak nie szargają. Niczym sobie na to nie zasłużył!

A to wykonanie utworu z roku 92’ kiedy to trio Kaczmarski, Gintrowski, Łapiński występowało jeszcze razem.