Polacy w służbie Kremla?Trudno określić granicę pomiędzy tzw. pożytecznym idiotą a agenturą

Fot. Norgler/CC/Wikimedia Commons
Fot. Norgler/CC/Wikimedia Commons

„Pełniących funkcję dziennikarza” jest coraz więcej pożytecznych idiotów. Dziennikarzem może się też jak widać, nazwać każdy. Nie brakuje agenturalnych prorosyjskich portali. Trudno określić granicę pomiędzy tzw. „pożytecznym idiotą” a agenturą. Pamiętam, że pewnej dyskusji padła definicja czym się różnią – agent bierze za swoją pracę pieniądze, a „pożyteczny idiota” nie.

Na rosyjskie zaproszenie pojechała na Krym delegacja, którą władze okupacyjne Krymu nazwały wizytą „polskich dziennikarzy”. Rosyjska prasa szeroko o tym „wydarzeniu” donosiła. Według portalu Ru.Euronews.com, tymi „dziennikarzami byli: Mateusz Piskorski, Wojciech Grzymała, Jan Wsuł.

Bliżej nieokreślona pani Dorota, która pojawiła się w materiale telewizyjnym, zniknęła z Internetu wraz z nim.

Tej osobliwej grupie towarzyszyli dyrektor Fundacji Rosyjsko – Polskiego Dialogu i Zgody Jurij Bondarenko i sekretarz prasowy Waleri Masterow.

Piskorski to polityk partii Zmiana, znany ze swych słowianofilskich sympatii i zwolennik powrotu do pogaństwa – religii prasłowian. Warto przeczytać choćby biogram w Wikipedii.

Jana Wsuła nie znalazłam w Internecie. Żadnych publikacji pod tym nazwiskiem nie ma. Jest natomiast Jan Wsół, działacz Obozu Wielkiej Polski wydający pismo dla Polonii w Norwegii. Trudno powiedzieć, czy to on udawał polskiego dziennikarza na Krymie i w Rosji oraz wypowiadał się dla kremlowskich mediów.

Wojciech Grzymała jedyny, którego znalazłam w Internecie żył w XVIII/XIXw był nie tylko przyjacielem Chopina ale i w czasie Powstania Listopadowego dyrektorem Banku Polskiego. Nie sądzę by teraz podróżował po Krymie jako zwolennik Moskali. W internecie nie ma żadnych tekstów sygnowanych tym nazwiskiem. Znalazłam na FB Wojciechów Grzymałów z Zakopanego i Wiednia ale oni nie są dziennikarzami i nie zajmują się Rosją. Jeden natomiast ma posty zastrzeżone i niewidoczne dla ogółu użytkowników.

Dziennikarz Aleksander Pietrow to wg rosyjskiej dziennikarki TV potomek polskiego rodu książęcego, niestety nie wypowiedział do kamery żadnego słowa, trudno więc ocenić czy jest rzeczywiście Polakiem.

Paweł Rzemiński natomiast twierdził przed kamerą, że jak był na Ukrainie 4 lata temu, to był tam koszmar. Jedynie centrum Kijowa i Odessy jakoś wyglądały. Natomiast jak był wtedy w Sewastopolu na Krymie, to była zupełnie inna atmosfera – rosyjska. – dokończył z widoczną radością w głosie. Oczywiście nie udało mi się „wygooglać” dziennikarza Rzemińskiego.

12
następna strona »

Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...