Kolejny skandaliczny wyrok polskiego sądu. Uderzający w znienawidzoną przez polityków III RP „Gazetę Polską”. Wyrok oparty o absurdalną konstrukcję, której ludzki rozum nie jest w stanie zrozumieć.
Metodę, która łączy ogień z wodą, czarne z białym, ziemię z powietrzem. Godzenie takich karkołomnych sprzeczności jest możliwe tylko w polskim sądzie. Wyroki, które stają się pośmiewiskiem, biorą się stąd, że nad wszelkimi zasadami, jakie obowiązują w sądzie, góruje interes władzy politycznej. Jemu podporządkowane są wszystkie reguły, w tym naczelna dla sądownictwa – sprawiedliwość. Nawet ten żelazny wymóg musi ulec potrzebie politycznej. Często bieżącej polityce, której kierunek nadaje partia stojąca u władzy. Wyroki w oparciu o wymogi polityczne – a może oparte o służalczość samych sędziów wobec władzy – przestają być decyzjami zgodnymi z przekonaniem sędziów, lecz stają się elementem represji nakładanej przez władzę za pośrednictwem funkcjonariuszy sądowych, ukrywających się pod togą i z zawieszonym na szyi łańcuchem z godłem Polski.
Pomijając już niewyobrażalną w normalnie funkcjonującym sądownictwie długość trwania procesu – za chwilę minie 10 lat – w banalnie prostej sprawie, bardziej niepokoić musi ostatnia decyzja, która jest dolegliwą karą za zamieszczenie najprawdziwszej w świecie informacji o pewnym gościu, który był dziennikarzem, a jednocześnie tajnym współpracownikiem wojskowych służb specjalnych. Świadomie nie podaję jego nazwiska, aby nie narażać SDP na ewentualny proces, który – biorąc pod uwagę to, o czym właśnie piszę - nie wiadomo, jakimi karami dla Stowarzyszenia mógłby się zakończyć.
Kiedy „Gazeta Polska” wypomniała mu podwójną rolę – szczególnie obrzydliwą ze względu na zaufanie społeczne, jakim obdarzony jest zawód dziennikarza – oskarżył pismo o naruszenie jego dóbr osobistych, czyli niby dobrego imienia. (Tu koń się śmieje. Ale nie ten prawnik). Pierwszy sąd (uwaga! uwaga! – po ośmiu latach) odrzucił skargę agenta. Zdaniem sędziów, gazeta mogła to napisać, bo dysponowała dokumentami, które to potwierdzały.
Rok po pierwszym wyroku, sąd w innym składzie i niewątpliwie „mądrzejszy”, bo wyższej instancji, orzekł, że owszem pismo mogło podać fakt współpracy agenturalnej dziennikarza, ale nie powinna ujawniać, że miała ona miejsce po 1993 r., a więc, że był kapusiem w III RP.
Dlaczego nie wolno było gazecie tego podawać? Nie wiadomo. Zamiast tego sąd ustalił karę - przeprosiny w dwóch centralnych dziennikach- która będzie kosztować „Gazetę Polską” co najmniej kilkanaście tysięcy zł.
Dlaczego sąd wyższej instancji się zdenerwował? Dla mnie to oczywiste. W III RP nie ma patologii.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/media/261796-kara-za-pokazywanie-brudow-iii-rp
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.