Nie mam wątpliwości: gdyby nie przemoc medialna, gdyby nie militarne w stylu i duchu podporządkowanie dużych telewizji i większości innych mediów sztabowi Bronisława Komorowskiego, wybory prezydenckie uważalibyśmy już za rozstrzygnięte. Na korzyść Andrzeja Dudy.
Nastrój społecznej zmiany jest oczywisty. Zauważalny już był w poprzednich wyborach - i samorządowych, i europejskich. Jawne fałszerstwa i nierównowaga systemowa nie pozwoliły temu pragnieniu zmiany odpowiednio wybrzmieć.
Ale owo pragnienie zmiany narasta. Dlatego w toczącej się kampanii medialne armie klonów atakują tak brutalnie, strzelając ostrą, wschodnią amunicją, otwarcie już deklarując, że „to nie czas na obiektywizm”. Symbolicznie, Tomasz Lis przeprosił za posłużenie się fałszywką, ale ani on, ani jego przełożenie z TVP nie przeprosili za program, który był zwykłą agitką na rzecz urzędującego prezydenta - bo jak inaczej nazwać zaproszenie WYŁĄCZNIE apologetów Komorowskiego? Razem z prowadzącym było więc cztery do zera. A mówimy o nadawcy publicznym, którego obowiązki - w tym obowiązek zapewnienia pluralizmu i zachowania obiektywizmu - są przecież jasno wyłożone w ustawie (co nie znaczy, że media prywatne nie mają obowiązków).
A to tylko jeden z wielu przykładów manipulacji. Nie miejsce by je wyliczać, ogólny obraz nie podlega przecież dyskusji: niszczenie Dudy, osłanianie Komorowskiego. Ważniejsze wydaje się co innego: uniemożliwiając Polakom „czysty” wybór, spychając ich propagandą do ściany, zastraszając wielu, media fałszują wybory. Już nie tylko korygują wynik na korzyść partii salonu i establishmentu (co czynią od lat) - tym razem mogą wykreować rezultat de facto niezgodny z jasno zauważalną wolą Polaków. Bo, powtarzam, gdyby zostawiły Polaków na tydzień, gdyby choć przez parę dni po prostu informowały, wygrałby, bardzo wysoko, Duda.
Myślę, że i tak wygra. Ale może przecież przegrać. Jeśli tak się stanie, III RP może mieć poważne kłopoty. Już przy okazji sfałszowania wyborów samorządowych byliśmy o krok od wybuchu społecznego. O krok. Elity opozycyjne powstrzymały wówczas powstanie spontanicznego „Majdanu”. Ale nie bez sporego wysiłku. Następnym razem nie będą już jednak miały takiej możliwości. Zwłaszcza, że do wybuchu mogą dążyć „nowe” środowiska, coraz śmielej wchodzące na scenę (vide Kukiz).
W kończącej się kampanii media unikały informowania - skupiały się na pilnowaniu Polaków, by nie poważyli się na zmianę. Tym samym same skazały się na ciężki los. Bo albo będą skutecznymi (ale wiecznie bojącymi się Polaków), coraz brutalniejszymi okupantami społecznej świadomości, albo wkrótce mogą spaść z piedestału.
Nie muszą, ale mogą.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/media/245255-coraz-brutalniejsze-media-nie-rozumieja-ze-blokujac-wyraznie-oczekiwana-przez-polakow-zmiane-ryzykuja-wybuch
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.