Ewa Kopacz „Człowiekiem Roku”? Premier pewnie byłaby zachwycona takim tytułem, ale musiała odmówić. Doradcy uznali, że przyjęcie nagrody od „Wprost” byłoby ryzykowne…

Sprawę ujawnia gazeta Adama Michnika, powołując się na swoje źródła w rządzie. Wedle tych źródeł, wydawca „Wprost” Michał Lisiecki miał w styczniu sondować otoczenie Kopacz, czy jest ona skłonna przyjąć nadawany przez tygodnik tytuł „Człowieka Roku”.

Doradcy szefowej rządu odnieśli się do tej zaszczytnej oferty sceptycznie. Jak podaje gazeta Michnika, „chodziło o budzące wątpliwości etyczne publikacje nielegalnych podsłuchów, które wstrząsnęły Polską latem 2014 r.”

Zwlekaliśmy z odpowiedzią, wtedy pan Lisiecki przysłał oficjalny list zapraszający do odbioru nagrody. Na to trzeba już było odpowiedzieć

— relacjonuje informator gazety z kręgów rządowych.

„Wprost” miał dostać kosza od Kopacz za pośrednictwem dyrektora jej gabinetu. Marcin Kierwiński odpisał wydawcy tygodnika, że „pani premier bardzo dziękuje, ale za krótko pełni swoją funkcję, aby zasłużyć na nagrodę.”

Dzisiaj mielibyśmy naprawdę duży problem, gdyby [Kopacz] się zgodziła

— dodaje rządowy informator gazety, nawiązując do sprawy Kamila Durczoka.

I tak pani premier umknęła być może niepowtarzalna okazja zostania „Człowiekiem Roku”. A tygodnikowi „Wprost” gratulujemy celności wyboru…

JUB/gazeta Michnika