Każdy kto oglądał dzisiejszy poranek w TVP Info i słuchał wypowiedzi rzeczniczki prezydenta Komorowskiego, a następnie rzecznika PiS, mógł na własne oczy zobaczyć na czym polega system medialny III RP i ile w Polsce pozostało jeszcze ze stanu wojennego.

Pytanie do rzeczniczki Bronisława Komorowskiego pokazywało, że Joannę Trzaska-Wieczorek nie natknie się na trudne pytania, a jej jedynym zadaniem będzie recenzowanie poczynań opozycji, przy jednoczesnym wywyższaniu swojego pryncypała.

Co pan prezydent myśli na temat tego, co powiedziała premier Kopacz, która stwierdziła, że to, iż Jarosław Kaczyński organizuje ten marsz jest dowodem na to, że prezes Kaczyński nie rozumie Polaków?

— zapytała dziennikarka.

Bronisław Komorowski nie zamierza nikogo krytykować za to, że organizuje marsze i manifestacje. 33 lata temu był internowany, żeby dzisiaj prezes Jarosław Kaczyński i jego środowisko mogło organizować swój marsz

— powiedziała Trzaska-Wieczorek.

Ale Kaczyńskiego to nie przekonuje

— rzuciła rezolutnie dziennikarka.

Jej kolega nie ustępował koleżance w laniu miodu na serce rzeczniczki Komorowskiego:

Z jednej strony mamy światełko prezydenckie w oknie, a z drugiej strony marsz PiS…

— podsunął politykowi gotowca.

Tu można zobaczyć fragment tej „rozmowy” między dziennikarzami ogólnopolskiej telewizji, a przedstawicielem władzy.

Kilkanaście minut później z zupełnie innymi klimatami medialnymi, przy tych samych dziennikarzach, zetknął się rzecznik prasowy PiS – Marcin Mastalerek.

Czy demokracja jest zagrożona?

— zapytał wyraźnie kpiącym tonem dziennikarz.

Oczywiście, jesteśmy na „autostradzie” biegnącej wprost na Białoruś…

To niech pan poda choć jeden, dwa, no… trzy przykłady tego, że jesteśmy na drodze do Białorusi, poza tym, że graniczymy z tym krajem

— przerwał dziennikarz wypowiedź polityka opozycyjnego kolejnym pytaniem.

Wejście ABW do redakcji tygodnika „Wprost”, zatrzymanie dziennikarzy pełniących obowiązki służbowe w PKW, sfałszowanie wyborów samorządowych i jeszcze jeden przykład…

— zaczął wymieniać rzecznik PiS, ale nie dane mu było dokończyć zdania.

Moment, moment, moment! Trzy wystarczą. Sfałszowanie wyborów – na jakiej podstawie pan to mówi?

— przerwał dziennikarz.

Na podstawie wniosków, które złożyliśmy…

Tego też polityk nie dokończył, bo dziennikarz mu przerwał:

Ale na podstawie wniosków to ja mogę powiedzieć, że jest pan złodziejem i złożyć wniosek: i mogę wówczas mówić, że jest pan złodziejem.

Rzecznik PiS próbował się przebić:

Jest jeden bardzo poważny dowód, że zmierzamy ku Białorusi…

Dziennikarz znowu przerwał:

Wiem, sfałszowane wybory.

Mastalerek:

Czy mogę dokończyć zdanie?

Dziennikarz:

Tak, ale proszę powiedzieć, gdzie sfałszowane

Jest jeden bardzo poważny dowód, że zmierzamy ku Białorusi

— rzecznik Mastalerek jeszcze się nie poddał:

Tym dowodem jest pana rozmowa z politykiem opozycyjnym. Przed chwilą była tu rzecznik prezydenta i było „tiutu-tiutu, spijanie sobie z dziubków”. A przychodzi rzecznik partii opozycyjnej i jest od razu atak. Jesteśmy w telewizji publicznej – przypominam to panu.

Za chwilę sytuacja powtórzyła się jednak. Mastalerek próbował dokończyć zdanie, dziennikarz przerywał.

Emocje dały się we znaki prowadzącym program. Dziennikarz kończąc audycję zapowiedział kolejną rozmowę:

Za chwilę naszym gościem będzie Adam Szejnfeld, Prawo i Sprawiedliwość.

Tu rozmowa z Marcinem Mastalerkiem:

Slaw/ „tvp.info”