Warszawska Legia ma najlepszą passę występów na zagranicznych boiskach od wielu lat. Wygrywa mecz za meczem, jest jedną z najskuteczniejszych drużyn w Lidze Europy, przynosi chlubę polskiej piłce.

Razem z zawodnikami na wyjazdowe mecze jeżdżą kibice. W Kijowie, gdzie legioniści grali z Metalistem Charków sympatycy stołecznej drużyny stawili się w liczbie pozwalającej zdominować trybuny. Piłkarze mogli poczuć się jak przy Łazienkowskiej. Znów zwyciężyli. Ale o występie Legii mówi się nie tylko z powodów sportowych. Również za sprawą jednej z flag, która pojawiła się na kijowskim stadionie.

Na biało czerwonym płótnie widniało przedwojenne godło Polski oraz nazwy Wilno i Lwów, wraz z herbami tych miast. Nic więcej. Nikt nie wznosił antyukraińskich haseł, nie domagał się powrotu Lwowa do Polski, nie zrobił niczego, co mogłoby zostać odebrane jako rewizjonizm. Bo i nikt nie miał takich zamiarów.

Jednak z transparentu klub musi się tłumaczyć w UEFA. Donos do Europejskiej Unii Piłkarskiej złożyła lewacka organizacja FARE (Football Against Racism in Europe, której polskim ramieniem jest stowarzyszenie „Nigdy Więcej”). Jej przedstawiciel stwierdził, że flaga „reprezentuje rewizjonistyczne żądania polskich radykalnych nacjonalistów”. Legia musi teraz złożyć wyjaśnienia i liczyć na to, że mafiosi z piłkarskiej centrali nie zechcą ukarać nielubianego klubu kolejną karą.

Odnosząc się do sprawy prezes Legii Bogusław Leśnodorski przypomniał na legia.com:

Ten donos jest tak absurdalny w swojej treści i formie, że aż trudno uwierzyć, że traktuje się go jako poważny element systemu dyscyplinarnego UEFA. Historia naszego Klubu nierozerwalnie związana jest z Kresami Wschodnimi – Wilno to ukochane miasto marszałka Józefa Piłsudskiego, pod auspicjami którego w 1916 roku stworzono Legię, to rodzinne miasto naszych piłkarzy – doskonałego Henryka Miłoszewicza i mniej znanego Mieczysława Laskowskiego. We Lwowie z kolei nie tylko urodzili się piłkarze i trenerzy naszego Klubu, tacy jak legendarny Kazimierz Górski, ale też Andrzej Cehelik, Ryszard Koncewicz, Mieczysław Kruk, Wacław Sąsiadek, Aleksander Szymański – to historyczna ojczyzna całej polskiej piłki! Tam powstawały pierwsze polskie kluby piłkarskie oraz pierwsza „federacja” – Związek Polskiej Piłki Nożnej. Trzeba naprawdę bardzo wiele niewiedzy lub ignorancji, by flagę „Wilno-Lwów” traktować jako radykalnie nacjonalistyczną i rewizjonistyczną. Do dzisiaj w obydwu miastach działają aktywne fankluby Legii.

Transparent towarzyszy wschodnim wyjazdom warszawskich fanów od wielu lat, ale też meczom Ekstraklasy. W 2011 r., gdy z flagą walczył PZPN, kibice tłumaczyli m.in.:

Kibice Legii Warszawa nawiązali współpracę z reaktywowaną we Lwowie Pogonią. Za zgodą prezesa Pogoni Lwów Marka Horbania rozprowadzane są szaliki, z których całkowity dochód przeznaczony jest na wsparcie ich działalności. Kibice Legii Warszawa zaangażowani są w pomoc Polakom na Kresach. W niedzielę 6 marca 2011 organizowana była zbiórka na kombatantów Armii Krajowej mieszkających na obecnym terytorium Białorusi – z przedwojennych województw wileńskiego, nowogródzkiego i białostockiego. Z Legią Warszawa nierozerwalnie związana jest postać patrona stadionu Legii – Marszałka Józefa Piłsudskiego, dowódcy Legionów Polskich, w których na Kresach Wschodnich narodziła się w roku 1916 piłkarska drużyna Legii. Umiłowanym miastem Marszałka było Wilno. To tam, na Cmentarzu na Rossie zostało złożone Jego serce. W tym miejscu, przy grobowcu „Matka i Serce Syna” kibice Legii składają wieńce, kiedy tylko nadarzy się ku temu okazja. Flaga Wilno – Lwów ma na celu upamiętnić kresowe pochodzenie naszej Legii, a także oddać cześć wszystkim Polakom pozostałym po II Wojnie Światowej na Kresach Wschodnich. Zawsze będziemy o nich pamiętać. Należy również pamiętać, że obok Krakowa i Warszawy – to Wilno i Lwów są najbardziej zasłużonymi miastami dla rozwoju polskiej nauki, kultury i poczucia polskiej tożsamości narodowej. „Ojczyzna to ziemia i groby” – i świadczą o tym pozostałe tam cmentarze – największe i najpiękniejsze obok warszawskich Powązek i Cmentarza Rakowickiego w Krakowie – wileńska Rossa i Cmentarz Łyczakowski we Lwowie. Postawa Orląt Lwowskich z lat 1918 i 1920 była fundamentalnym wzorem dla Powstańców Warszawy. Zresztą zanim Warszawiacy chwycili w 1944 roku za broń – zwycięskie powstania (jeżeli chodzi o walkę z Niemcami…) wybuchły w Wilnie i Lwowie… Lwów to kolebka polskiej piłki nożnej. To tam powstały nasze pierwsze piłkarskie kluby, tam również powołano do życia Związek Polskiej Piłki Nożnej będący protoplastą założonego już po odzyskaniu niepodległości Polskiego Związku Piłki Nożnej. Statut Legii Warszawa wzorowany był na założycielskim statucie Pogoni Lwów. We Lwowie urodził się legendarny trener Legii i reprezentacji Polski Kazimierz Górski. Dlaczego nie wolno nam o tym pamiętać? Historii nie da się zmienić. Nie wolno jej też skazywać na zapomnienie. Nie zamierzamy kolejnym pokoleniom Litwinów i Ukraińców tłumaczyć, że nie są u siebie. Nie mniej jednak mamy święte prawo do naszej pamięci.

Czy to wszystko będzie mieć znaczenie dla panów z UEFA? Miejmy nadzieję. Zapewne nie ma jednak dla polskiej dziennikarki Bianki Zalewskiej. Współpracuje ona z TV Republika (było o niej głośno, gdy w lipcu została ranna w okolicach Ługańska), pracuje też dla ukraińskiej telewizji Espresso TV.

Stacja ta została założona w ubiegłym roku przez Nikołaja Knażyckiego, parlamentarzysty z partii Batkiwszczyna Julii Tymoszenko. Niemal wszystkie udziały należą do jego żony. Telewizję współtworzył Michał Broniatowski, były dyrektor polskiego i rosyjskiego oddziału Reutersa, wiceszef rosyjskiej agencji Interfax, od października szef polskiego „Forbesa”. Od 2001 roku związany z ITI, ostatnio w radzie nadzorczej TVN. W Espresso TV odpowiedzialny za emisję w internecie i pozyskiwanie pieniędzy.

(Na marginesie, dla zainteresowanych korzeniami pana Michała kilka linków: Tata 1. Tata 2. Mama.

Stacja Espresso TV zasłynęła internetowym przekazem na żywo z rewolucji na Majdanie przed paroma miesiącami. Teraz ma szansę znów zrobić się o niej głośno w Polsce. Zwłaszcza, jeśli będzie dbać o rzetelność tak, jak w czasie czwartkowego łączenia z Bianką Zalewską.

Dziennikarka z polskiej stolicy komentowała „sprawę flagi” legionistów. W łączeniu na żywo stwierdziła m.in., że 99,9% Polaków „nie identyfikuje się z tym, co wydarzyło się na meczu”. O kibicach z Warszawy powiedziała:

To nie byli Polacy, ale grupa bandytów, recydywistów.

Stwierdziła też, że w polskiej prasie, na portalach internetowych komentuje się tę sprawę bardzo krytycznie. Jeżeli ma na myśli media typu „Gazety Wyborczej”, „Polityki” czy nadgorliwego korespondenta Polskiego Radia, to faktycznie – oburzali się oni na zachowanie kibiców w hucpiarskim tonie przypisującym im żądanie rewizji granic.

Redaktor Zalewska posunęła się jednak dużo, dużo dalej:

Jestem pewna, że połowa z tych ludzi na meczu to nawet nie byli Polacy, możliwe, że to nawet obywatele Rosji albo innego kraju opłacani przez Putina.

Powtórzyła też, że mieliśmy do czynienia z „grupą pijanych bandytów” oraz: „absolutnie nie można powiedzieć, że to Polacy”.

Skąd ta pewność? Była w Kijowie? Nie. Rozmawiała z tymi kibicami? Nie. Czy w ogóle widziała ten mecz? Raczej nie, bo wiedziałaby wówczas, że ci „opłacani przez Putina pijani bandyci” wykrzykiwali, solidaryzując się z gospodarzami: „ruska k…wa”, za co dostali owację od Ukraińców z pozostałych trybun. Na pewno też nie zainteresowała się flagą i jej historią ani nie zastanowiła choć przez chwilę nad tym, co właściwie na niej zobaczyła. Zamiast tego jęła obrażać sympatyków Mistrza Polski.

Być może została wprowadzona w błąd, być może nie lubi Legii, być może po prostu lubi fantazjować. Na pewno zachowała się niesprawiedliwie i nierzetelnie, co deprecjonuje ją jako dziennikarkę. Gorsze, że swoimi histerycznymi interpretacjami konfliktuje Polaków z Ukraińcami, co jest na rękę Rosji. Szybko było to widać w rosyjskich mediach.

Jeżeli rzuca się takie oskarżenia – że ktoś jest opłacany przez Putina – trzeba mieć na to poważne dowody. Nie wolno zapominać, że mówi się o polskich obywatelach, którzy wyjątkowo często dają znać o swoim przywiązaniu do patriotycznych wartości, o pielęgnowaniu pamięci historycznej i o wrogości wobec tego, co dziś i w przeszłości moskiewskie władze zrobiły Polsce.

Jej relacji można posłuchać na poniższym filmie.

Panią Biankę należy zapytać, czy za pieniądze Putina powstają murale malowane przez kibiców ku czci Żołnierzy Wyklętych?

Czy za pieniądze Putina wznoszone są okrzyki „ruska k…wa”?

Czy za pieniądze Putina kibice kupują wózki dla kombatantów AK?

Czy za pieniądze Putina składają hołd Powstańcom Warszawskim?

Ciekawe, jak dalej potoczy się kariera korespondentki Espresso TV i współpracowniczki TV Republika…