Informacja, która w istocie jest bardzo ważnym komunikatem, przemknęła przez media i chwilę skupili się na niej niektórzy publicyści. Bronisław Wildstein zrezygnował z wszystkich funkcji, jakie pełnił w TV Republika i jej Zarządzie. Nawet zrezygnował z prowadzenia własnego programu, co jest krokiem niezwykle radykalnym.

Tempo z jakim ogłoszono nowym szefem Tomasza Terlikowskiego a zastępczynią jego Anitę Gargas, pozwala przypuszczać że stoi za tym intryga. Moje przypuszczenia potwierdził chyba sam Terlikowski, który z uporem powtarzał, że TV Republika, to coś więcej niż jedno czy dwa nazwiska, jakby chciał błyskawicznie, niecierpliwie, zgodnie z tempem medialnego metabolizmu, magicznymi zaklęciami zerwać silny związek między nazwiskiem „Wildstein” a „TV Republika”, jakby mu Wildstein ciążył.

Kto by pomyślał, magiczne zabiegi, takie „słowne Woodoo” u czołowego polskiego katolika? Czyżby Terlikowskiego gryzł robak resentymentu wobec Wildsteina, subtelnego intelektualisty, człowieka o potężnym intelekcie i mężnym sercu? Odejście Wildsteina to dla szeroko pojętej formacji republikańskiej zła wiadomość. Powtarza się trochę sytuacja z 2007 roku, kiedy odwołano Wildsteina z funkcji szefa telewizji publicznej , co było poważnym błędem politycznym. Tak jak wtedy, „cios” wyszedł z teoretycznie własnych szeregów. Jeśli po prawej stronie słabiutkiej sceny medialnej, dochodzi do takich „rewolucji”, to jest to woda na młyn dla przeciwników na tej ciężkiej wojnie kulturowej, na której obecnie się znajdujemy.

Jak interpretować fakt, że dokonuje się odsunięcia od formowania kształtu jedynej nie-ideologicznej telewizji w Polsce, człowieka którego życiorys i intelektualna siła gwarantowały przestrzeganie standardów rzetelnego dziennikarstwa, a jego miejsce zajmuje katocelebryta jak sam siebie nazywa Tomasz Terlikowski. Warto zwrócić uwagę na fakt, że ta zmiana następuje, gdy TV Republika zaczyna nabierać rozpędu i następuje stopniowa zmiana dominujących narracji, bo pisze ją po części historia, jak i praca „edukacyjna” niezależnych od władzy mediów, które „rozkodowują” głowy Polaków. Nasuwają się oczywiste pytania. Wzrastające znaczenie TV Republika ma większą potencjalnie skuteczność z Wildsteinem czy Terlikowskim? Która opcja jest groźniejsza i niewygodna dla szeroko rozumianego obozu władzy, który funduje nam obecnie miękki autorytaryzm?

Błyskawiczny sposób w jaki dokonano tego „przewrotu pałacowego”, przechodząc obojętnie nad „kapitałem symbolicznym ” z jakim kojarzone jest nazwisko Wildsteina, ujawnia małostkowość prawicowego światka medialnego, który nie potrafi rozwiązywać i maskować naturalnych napięć i konfliktów. I to jest właśnie fatalne. Tu nie chodzi o jakąś obronę samej osoby Wildsteina, ale o zasady, że należy chronić i wspierać tych, którzy są najsilniejsi charakterem i intelektem. Ledwo coś zostało stworzone, co zmienia kształt naszego na świata społecznego na lepsze, a już bezpardonowa walka o władzę i zarządzanie „szkłem”.

Zbyt wiele słyszałem głosów zdziwienia i autentycznego smutku ludzi o przekonaniach republikańskich z powodu tego gwałtownego zamieszania w TV Republika, aby nie zdać sobie sprawy z dalekosiężnych konsekwencji odejścia Wildsteina. W epoce totalnego zamieszania i pomieszania pojęć, silna osobowość z uwiarygodniającą ją biografią, to jakaś busola.

Zatem nie jest to problem tylko zmiany personalnej w jednej z telewizji. Rezygnację Wildsteina należy postrzegać w szerszym kontekście, w kontekście upadku standardów obiektywizmu w mediach. Prawica, która lubi nazywać się obozem patriotycznym, nie ma swej telewizji, nie stanowi liczącej się przeciwwagi dla mediów wiodącego nurtu, mediów prorządowych, mediów, które gorliwie zrezygnowały z własnej autonomii, dawno sprzedały wolność słowa, nie dążą do ustalenia prawdy w życiu społecznym, politycznym, kulturalnym etc. Informacje zamieniły w info-rozrywkę, względnie w serwowanie jako najważniejszych wiadomości, że pociąg przejechał kota pod Dopiewem. Że to zjawisko świadomego ogłupiania obywateli – tego nie potrzeba dowodzić.

W ostatnim czasie jesteśmy świadkami demontażu państwowej telewizji. Władza finalizuje „rozwałkę” dziennikarzy telewizji publicznej lub tego co z niej jeszcze zostało i wkrótce dziennikarze w Polsce, ci którzy pozostaną w zawodzie, będą fryzjerami strzygącymi wedle życzenia klienta, czekającymi na sowity napiwek.

W takim oto momencie dochodzi do niezwykle istotnej zmiany we władzach TV Republika, która miała szansę stać się silną telewizją. Człowiek, który jednoznacznie kojarzy się z postrzeganiem dziennikarstwa jako służby i powinności wobec społeczeństwa, przestaje kierować stacją. Człowiek twardych zasad i przekonań, że dziennikarz nie może zginać karku przed żadną władzą, żadnym układem, a władza musi się przyzwyczaić do tego, że podlega kontroli.

Człowiek, który wielokrotnie udowodnił, że nie będzie zabiegał o względy mainstreamu i schlebiał tandetnym gustom, został zastąpiony przez „katocelebrytę”, bo tak się przedstawiał się nowy naczelny Tomasz Terlikowski, z lekką autoironią, jak się wydawało. Ale autoironia wyparowała po „brudziu” na szklanym ekranie z super-celebrytą Kubą Wojewódzkim. Wszak, „rozmawiać warto z każdym”. A nawet trzeba. Zwłaszcza gdy powoduje nami pasja ewangelizacyjna.