O co chodzi w konkursie „Mała Miss i Mały Mister Polski”? Organizator: „To tajemnica”

fot. FreeImages
fot. FreeImages

Wszystkie dziecięce konkursy piękności są godne potępienia, ale od konkursu „Mała Miss i Mały Mister Polski” lepiej trzymać się z daleka nie tylko z powodu uprzedmiotawiania i seksualizacji dzieci, promowania próżności, materializmu i konsumpcjonizmu oraz uczenia dzieci koncentrowania się wyłącznie na własnym wyglądzie.

Organizator tego konkursu nie tylko bowiem nie wahał się przed sprzedawaniem ludziom „gwiazdek z nieba” (a właściwie kartek papieru z „imieniem gwiazdy” w cenie 999 zł) czy oferowaniem pozbawionych ryzyka inwestycji w diamenty, ale też – co stanowi niewątpliwie najpoważniejszy zarzut – wprowadza osoby zainteresowane konkursem w błąd, zapewniając, że nazwa „Mała Miss i Mały Mister Polski” jest chroniona przez Urząd Patentowy, co jest po prostu nieprawdą. Pisałam już o biznesach Janusza Antosika, ale po paru rozmowach z organizatorami tego przedsięwzięcia i po obejrzeniu „Pytania na śniadanie” o tym konkursie mam jeszcze więcej związanych z nim wątpliwości.

Co znaczy słowo „miss”?

Muszę przyznać, że niektóre wypowiedzi organizatora i Agaty Stockiej, matki dwojga uczestników konkursu, biorącej wraz z nimi udział w telewizji śniadaniowej, nawet mnie rozbawiły. Zabawna jest na przykład chęć Antosika, by „doprowadzić do tego, że mała miss Polski będzie się kojarzyła z dzieckiem uzdolnionym, utalentowanym, z osobowością” (a nie – jak wskazuje nazwa konkursu i znaczenie słowa „miss” – ładnym) czy przekonanie Stockiej, że dorosłe laureatki konkursów piękności to „bardzo mądre, inteligentne kobiety”.

Żeby dostać ten tytuł (miss – AG), osiągnąć sukces, one muszą wykazać się wiedzą, swoją pasją, swoimi zainteresowaniami, muszą wyjaśnić, dlaczego biorą w tym udział. To nie są ładne, ale głupie kobiety. To są piękne, mądre, uzdolnione kobiety

— mówi.

Mamę dzieci biorących udział w konkursie małej miss i małego mistera „irytuje stereotyp, że ładne znaczy głupie”. I słusznie, bo uroda może iść w parze z intelektem, a ten stereotyp bywa krzywdzący. Nie ulega jednak wątpliwości, że w konkursach piękności oceniana jest uroda, a nie sprawność intelektualna, wewnętrzne piękno, wiedza czy umiejętności inne niż zdolność do długiego wdzięczenia się czy umiejętność chodzenia na wysokich obcasach. Osoba o tytule „miss” ma być ładna i tyle. Dorabianie do tego jakiejkolwiek ideologii przeczy faktom. Jeśli natomiast chodzi o dążenie Antosika do zmiany znaczenia określenia „mała miss”, to szanse na powodzenie są żadne. Nie da się „ot, tak” zmienić znaczenia żadnego wyrazu.

Przekonywanie kogokolwiek, że konkurs „Mała Miss i Mały Mister Polski” to „konkurs dziecięcych fotografii, talentów i osobowości” jest więc zwyczajnym mydleniem oczu – nie tylko zresztą dlatego, że zdobywczyni tytułu „Małej Miss” ani zdobywcy tytułu „Małego Mistera” nikt nie zapyta o ich talenty i pasje. Jakiś czas temu na facebookowej stronie konkursu opublikowano taką oto graficzkę, którą zamieszczono również w materiałach promocyjnych publikowanych w serwisach partnerskich.

fot. Facebook/Mała Miss Polski
fot. Facebook/Mała Miss Polski

Swoją drogą, ocenianie uzdolnień dzieci jest równie niesprawiedliwe jak ocenianie ich urody – talentów nie da się przecież porównywać, nie można powiedzieć, że jedno dziecko ładniej śpiewa niż inne tańczy czy maluje.

Jak zarobić na dzieciach?

Organizatorzy nie mają oporów przed wmawianiem osobom zainteresowanym konkursem, że działają w dobrym celu, z myślą o dziecięcym rozwoju i pomocy uzdolnionym dzieciom. Wszystko wskazuje jednak na to, że dzieci interesują ich wyłącznie jako potencjalne źródło zysku. Do telewizji śniadaniowej zaproszono też młodych uczestników konkursu – 7-letnią dziewczynkę i 9-letniego chłopca – nie po to jednak, by z nimi rozmawiać, lecz by siedziały sobie grzecznie między mamą a organizatorem, a pod koniec ładnie pozdrowiły rodzinę i znajomych. Na wszystkie pytania odpowiadała ich matka, która mogłaby zostać rzeczniczką konkursu – wypowiadała się bowiem lepiej od Antosika, któremu zdarzyło się powiedzieć, że konkurs to „pierwszy etap dużego projektu związanego z dziećmi naszej firmy”, ale nie będzie mówił o kolejnych etapach, „ponieważ jest to jeszcze na razie tajemnicą”.

Ciekawe, co przyjdzie mu do głowy po diamentach i gwiazdkach z nieba. Oprócz prowadzenia tych biznesów zajmował się fotografią, a konkretniej „fotografią bielizny, aktu, erotyki” i współpracował „z pismami i firmami z branży bieliżniarskiej i erotycznej”, co zresztą wyjaśnia, dlaczego nie zamieścił na stronie konkursu, w zakładce o usługach fotograficznych, ani jednego zdjęcia swojego autorstwa. Nagie i półnagie kobiety raczej odstraszałyby potencjalnych klientów – rodziców z małymi dziećmi.

Słuchając i czytając wypowiedzi Antosika, można odnieść wrażenie, że sam nie wie, czego chce. Na Facebooku w jedynym miejscu napisał, że „znudziło mu się fashion photography i chce fotografować dzieciaki”, w innym – że jego firma ma zamiar wyprodukować reality show „Superdzieci”. Jednego dnia obwieścił fanom, że obiecane forum dla rodziców jest gotowe, a tydzień później w tej samej domenie (superdzieci.com) zamieścił informację o show. W telewizji śniadaniowej natomiast raz mówił o tajemnicy, a innym razem wyjaśniał, że chce znaleźć

wybitne dziecięce talenty – bo to jest w następnym programie firmy – i pomagać po prostu tym talentom. Są programy wsparcia dla dzieci chorych, biednych, pokrzywdzonych. A gdzie są programy wsparcia dla dzieci utalentowanych? Nie ma.

Takie programy – zarówno ogólnopolskie, jak i regionalne – jednak istnieją i Antosik powinien o tym wiedzieć. Nie wie, czy również w tej kwestii wprowadza wszystkich w błąd?

W odpowiedzi na mój pierwszy artykuł o konkursie Antosik napisał na Facebooku, że jego zajmująca się sprzedażą diamentów inwestycyjnych firma Capital Diamonds Sp. z o.o. sprzedała zaledwie jeden diament. Na stronie internetowej przedsięwzięcia, w zakładce „Referencje”, zamieścił natomiast link do forum z opiniami trzech nabywców. Ilu było ich naprawdę? Nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że nie brakuje rodziców zaspokajających własną próżność i chciwość kosztem dzieci oraz „przedsiębiorców” zarabiających na takich rodzicach. Między innymi dlatego organizowanie konkursów piękności dla dzieci powinno być zakazane, a prawa dzieci w mediach i reklamie skuteczniej chronione.

Anna Golus

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...