Po obu stronach lady

fot.sxc.hu
fot.sxc.hu

Reklamacja towaru nigdy nie jest przyjemnym zajęciem, bo przecież zwykle, gdy coś kupujemy, chcielibyśmy, aby dana rzecz była trwała i przydatna. Niestety czasem bywa inaczej.

W kwietniu tego roku kupiłam buty typu adidasy dla mojej jedenastoletniej córki. Cena nie była zastraszająco wysoka (69 zł), a gwarancja na obuwie obejmowała 24 miesiące. Dla mnie oba elementy są bardzo ważne. Wydatki związane z utrzymaniem dziesięcioosobowej rodziny są bowiem spore (o problemach obuwniczych pisałam już w tekście Buty w naszym domu.

Wobec faktu, że zakupione adidasy już w czerwcu nie nadawały się do noszenia, bo odpadły od nich podeszwy, udałam się do sklepu w celu złożenia reklamacji. Ku mojemu zaskoczeniu zamiast zaoferować mi nową parę lub zwrot pieniędzy uznano, że buty nadają się do naprawy. Nie sprzeczałam się, w końcu było lato i córka mogła biegać w sandałkach, więc nie musiałam kupować kolejnej pary sportowych butów. Kiedy jednak nadeszły pierwsze wrześniowe pluchy, naprawione adidasy wróciły do łask i bardzo się cieszyłam, że stopy mojej pociechy nie urosły na tyle, iż wymagałyby większej pary.

Mocno wierzyłam, że kolejnym zakupem będą zimowe kozaczki. O naiwności! W zeszłym tygodniu buty rozpadły się kolejny raz. Tym razem sprawa nie była tak prosta. Oddając buty do reklamacji musiałam kupić kolejna parę, bo w przeciwnym razie córa paradowałaby w drodze do lub ze szkoły w kapciach czy kaloszach, podobnie zresztą jak na każdym spacerze, który wykluczałby użycie eleganckich, lakierowanych pantofelków. Tak więc po przybyciu do sklepu kolejny raz złożyłam reklamację. Tym razem przyjmowała ją kierowniczka, która w bardzo obraźliwy dla mnie sposób stwierdziła, że buty są mokre, co uniemożliwia przyjęcie ich do reklamacji. Buty, które dokładnie wyczyściłam przed wyjazdem z domu, rzeczywiście były wilgotne, bo nie chciałam dawać komuś do rąk brudnego obuwia. Nasz spór zaciekawił jeszcze dwie osoby, które przy kolejnych stoiskach również reklamowały swoje zakupy i również miały w związku z tym jakieś problemy. Po długiej dyskusji buty mojej córki kolejny raz przyjęto do naprawy. Tyle tylko, że i tak musiałam kupić inną parę i teraz czekam na naprawę zbędnych już butów.

Czy powinnam zrezygnować z prawa do reklamacji? No nie wiem, przecież gwarancja obejmuje dwa lata. A może w sklepie powinno być obuwie zastępcze? To taki żart, a jednak czy rzeczywiście każdy musi sobie pozwolić na kilka par butów tego samego typu dla dziecka? Czy kolejny raz klejone buty posłużą choć trochę? Czy jest to może forma liczenia na to, że noga mojej córki w końcu urośnie na tyle, iż reklamacja będzie pozbawiona sensu?

Ale gdy omawiałam swoje wątpliwości w gronie znajomych, jedna z obecnych osób zabrała głos tak jakby „z drugiej strony lady”. Okazało się, że wiele lat pracowała w sklepie i miała wiele przygód z klientami. Usłyszałam o klientach, którzy zakupiwszy drogi sprzęt, już w tydzień po zakupie przychodzili z żądaniem zwrotu pieniędzy. W wyniku dokładnego sprawdzenia okazało się, że reklamowany sprzęt ma inny numer seryjny niż ten identyczny sprzedany tydzień wcześniej i nigdy nie był zakupiony w danym sklepie. Inna historia dotyczyła **klienta, który poniżał i obrażał sprzedawcę wmawiając mu brak wiedzy na temat towaru, który zamierzał nabyć, mimo że sprzęt o który pytał nigdy nie był produkowany przez firmę reprezentowaną przez sprzedawcę, ani oferowany przez sklep. Zdarzył się też klient, który mechanicznie uszkodziwszy sprzęt, żądał jego wymiany na nowy.

Wysłuchawszy tego wszystkiego pomyślałam, że uczciwość i kultura to cechy, które powinny obowiązywać z obu stron lady.

Dagmara Kamińska

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych