Z tym hasłem niejedna rodzina zaczyna zawodową karierę. Nierzadko walcząc o przerwanie. Podobnie sprawa wygląda w świecie zwierząt żyjących stadnie.

Skomplikowane struktury społeczne i mocne więzi krwi, jakie tworzą dane osobniki, zdają się grać pierwszoplanową rolę. Matki wspólne wychowują potomstwo, oferując sobie wzajemną pomoc zarówno w opiece, nauce, jak i w czyhającym zewsząd niebezpieczeństwie. Bo tylko taka jedność zapewni przetrwanie stada, a tym samym rodziny. Tym samym jego podstawa opiera się na grupie silnie zżytych samic, matek i ich potomstwa, któremu przewodzi najstarsza z grona. Silna, doświadczona, pełna wiedzy gotowej przekazać kolejnym pokoleniom.

Na plan pierwszy wysuwają się surykatki. Niewielkie, zwinne, bystre i ciekawskie tworzą stada liczące nawet 50 osobników. Życie tych zwierząt dominuje zdobywanie pożywienia oraz wychowywanie i nauka młodszych pokoleń. A ponieważ są bardzo społeczne, do opieki nad potomstwem powołują opiekunki. Ich funkcję pełnią zarówno córki z wcześniejszych miotów, ciotki, jak i godne zaufania niespokrewnione samice. Wielka odpowiedzialność, jak na stanowisko niani przystało, wiąże się nie tylko z doglądaniem maluchów podczas nieobecności matki, ale i z przekazywaniem wiedzy, choćby związanej z trudnym zdobywaniem pożywienia. W tym celu starsze organizują młodym osobliwe „szkoły łowieckie”. Większość wiedzy o socjalizowanych surykatkach zebrano na Kalahari Meerkat Project. Obserwacje prowadzono od 1993 na terenie Rezerwatu Rzeki Kuruman.

Mioty 1-7 szczeniąt są doglądane przez pomocników w norze, już, zanim wyjdą na zewnątrz. Obserwowano również sytuacje, gdy młode pochodzące z pięciu różnych samic grupowano razem, tworząc „domowe przedszkole”, liczące do 13 szczeniąt. Opiekunki wybierano na zasadzie pokrewieństwa oraz odpowiedzialności danej surykatki, jej wieku, płci i umiejętności wykarmienia licznego potomstwa”

—przeczytamy na stronach www.kalahari-meerkats.com.

Słonice to kolejne stworzenia bez reszty oddane potomstwu. Żyją w matriarchalnym stadzie, któremu przewodniczy najstarsza rangą samica. Młode słoniątka całkowicie uzależnione od matki, otrzymują jednocześnie silne wsparcie stada. I tak zarówno matki, jak ciotki oraz babki biorą czynny udział w wychowaniu potomstwa. Karmią je, uczą i chronią przed okrutnym zewnętrznym światem. W przypadku zagrożenia wszystkie spieszą z pomocą.

Lwy jako jedyne dzikie koty funkcjonują w zgranym stadzie. Taką rodzinę tworzą liczne samice i ich młode oraz maksymalnie trzech samców. I współpracują ze sobą nie tylko w czasie łowów, ale i podczas wychowywania potomstwa. Ten fakt stanowi o ich sile i zabezpiecza przed zagrożeniem czyhającym ze strony innych drapieżników, jak i ewentualnego nowego dominującego samca.

Wśród drapieżników to lwy wyróżniają się wspólną opieką nad potomstwem. Samice stadnie zajmują się młodymi i korzystają z pomocy córek oraz cioć, by udać się na polowanie. Naturalnie w granicach ogrodu zoologicznego trudno obserwować ten fakt, jednak na wolności jest to powszechne zjawisko

—opowiadała nam Maria Krakowiak z warszawskiego zoo

Z dobrodziejstw opiekunki korzystają nawet nasze dachowce. Obserwowano to na jednej z japońskich wysp, gdzie kotki pomagały sobie w doglądaniu maluszków, wymieniając się, by zaspokoić głód pozostawionymi w porcie resztkami z rybackich kutrów. Mrużąc oczy, przywoływały chętną do pomocy kocią nianię w nadziei, że powierza dziecko w odpowiedzialne łapy.

Małpybezsprzecznie wykształciły w obrębie własnych stad instytucję opiekunki do dzieci. Liczna grupa samic, a co za tym idzie, potomstwa, instynktownie kieruje małpy do wzajemnego pomagania sobie. Zauważono jeszcze jeden istotny aspekt tej wzajemnej pomocy. Młode bawiące się z maleństwem wyższej rangą samicy zyskiwało wraz z matką większą aprobatę w grupie.

Nianie, opiekunki to sytuacja obserwowana zwłaszcza wśród szympansów czy pawianów. Tu starsze, dojrzałe pokolenie pomaga w opiece, nauce i wychowywaniu kolejnego potomstwa. W ostatnim roku mogliśmy to obserwować we własnym ogrodzie zoologicznym. Najstarsza w stadzie samica, otoczyła opieką nowo narodzone małpiatko, mimo że nie była spokrewniona z jego matką. Została taką przyszywaną babcią. Podobną postawę zwierzęcia można zauważyć nawet w obrębie innych gatunków, czego przykładem była jedna z naszych kóz. Przygarnęła porzuconą przez matkę malutką owcę górską z gatunku nahur

—opowiadała mi Anna Węgrzynowicz z warszawskiego ZOO.

Większość zwierząt charakteryzuje poczucie odpowiedzialności za nowe pokolenie.Zwłaszcza ssaki, w tym wilki, czy dzikie konie. Troską o potomstwo kierują się nawet w przypadku innego gatunku. Jak dowodzą badania prowadzone przez Tobiasa Riede z Midwestern University (USA) i Susan Linge z Uniwersity in Winnipeg, wiele zwierząt instynktownie reaguje na płacz młodego osobnika.

Ta zwierzęca odpowiedzialność wynikająca z naturalnych instynktów macierzyńskich niejednokrotnie zaskoczyła człowieka, często niezdolnego do takich gestów. Jednak kiedy stajemy twarzą w twarz z osobliwościami zwierzęcego świata, podejmującymi trud wychowania, opieki, ochrony nad obcym sobie gatunkiem, tym bardziej człowiekiem, stajemy pod ścianą własnego sumienia i lekceważonej, zwierzęcej psychiki. A dowodzi tego głośny incydent sprzed miesiąca, z chilijskiej miejscowości Arica. Dwuletnim, zaniedbanym i pozostawionym bez wsparcia rodziców dzieckiem, zaopiekowała się szczenna suczka Reina. Karmiła go własnym mlekiem, co prawdopodobnie chłopcu uratowało życie, jak wynika z raportów policyjnych i Estrella de Arica.