"Rodzice chcą mieć wybór" przed MEN: "Edukacja powinna być priorytetem dla rządzących"

Fot. Stowarzyszenie i Fundacja Rzecznik Praw Rodziców
Fot. Stowarzyszenie i Fundacja Rzecznik Praw Rodziców

Zbieraliśmy podpisy od ludzi, którzy przechodzili obok MEN. Podpisywali się bardzo chętnie, chyba że byli urzędnikami ministerstwa, wtedy rozkładali ręce, że nie mogą. Chcieliśmy dać szansę również pani minister, żeby się podpisała - mówi portalowi wSumie.pl Tomasz Elbanowski ze Stowarzyszenia Rzecznik Praw Rodziców.

wPolityce.pl/wSumie.pl: W Dniu Nauczyciela zbieraliście Państwo podpisy pod projektem „Rodzice chcą mieć wybór” przed Ministerstwem Edukacji Narodowej. Z jakim skutkiem?

Tomasz Elbanowski: Naszym celem było pokazanie, że rodzice nie mogą być poza procesem podejmowania decyzji o tym, jak, gdzie i czego uczone są nasze dzieci. Zbieraliśmy podpisy od ludzi, którzy przechodzili obok ministerstwa. Podpisywali się bardzo chętnie, chyba że byli urzędnikami MEN, wtedy rozkładali ręce, że nie mogą. Chcieliśmy dać szansę również pani minister, żeby się podpisała.

Do 12 grudnia chcecie Państwo zebrać 100 tys. podpisów. Uda się?

Mamy już 21 tys. podpisów i z każdym dniem ich przybywa. Warto, żeby jak najwięcej osób włączyło się do akcji, wtedy uda się na pewno. Jeśli w grudniu złożymy w Sejmie projekt ustawy z kompletem podpisów, posłowie będą musieli się nim zająć już na wiosnę. Nasza inicjatywa to jedyna szansa na uniknięcie kumulacji w pierwszych klasach w najbliższym wrześniu. Zainteresować powinni się przede wszystkim rodzice dzieci z rocznika 2009.

Głównym postulatem akcji „Rodzice chcą mieć wybór” jest to, żeby rodzice sami mogli decydować, czy ich dziecko rozpocznie edukację szkolną w wieku sześciu czy siedmiu lat. Jak dotąd nie udało się posłów do tego przekonać. Liczycie Państwo, że teraz będzie inaczej?

Po pierwsze, na pewno nie możemy uznać naszych dotychczasowych działań w tej sprawie za porażkę, bo kilka roczników dzieci, w sumie ponad 2 miliony, miało wolny wybór. To z całą pewnością sukces, że rodzice sami mogli o tym zadecydować. Z tego wyboru skorzystała również trójka moich dzieci. Na pewno warto było działać i będziemy działać nadal. Sytuacja polityczna jest teraz zmienna, w tym roku mamy wybory - za chwilę samorządowe, a potem prezydenckie i parlamentarne. Politycy w tym okresie inaczej rozmawiają z ludźmi niż na półmetku kadencji, kiedy byli w stanie odrzucić głos miliona obywateli w sprawie referendum dotyczącego sześciolatków. Wtedy nie chcieli rozmawiać, liczymy, że w czasie przedwyborczym będzie łatwiej.

W Państwa projekcie znajduje więcej postulatów. Nie byłoby lepiej skoncentrować się na jednym?

Nasz projekt to jedyna szansa na pozostawienie rodzicom sześciolatków. Każdy, komu na tym zależy, śmiało może go poprzeć. W projekcie zebraliśmy postulaty, które pojawiły się w trakcie sześciu lat naszego działania. Są to problemy, które do nas zgłaszali rodzice. Dużo zmieniło się w systemie edukacji, bardzo popsutym przez trzy kolejne panie minister. Główna myśl naszej ustawy jest taka, żeby rodzice mieli jak największy wpływ na to, czego, jak i kiedy uczy się ich dzieci. Chodzi o przesunięcie decyzyjności w kierunku rodziców, rozszerzenie ich kompetencji również w kwestii kontroli treści programowych. To może być tylko z korzyścią dla dzieci, bo nikt o nie tak nie zadba jak rodzice.

Projekt zakłada większy wpływ rodziców na program nauczania, dobór podręcznika czy przywrócenia zajęć dodatkowych w przedszkolach. I jest jeszcze jeden punkt, dotyczący podniesienia standardów transportu dzieci do szkoły. Dużo macie Państwo niepokojących sygnałów w tej kwestii?

Inspekcja Transportu Drogowego skontrolowała w tym roku blisko 1200 gimbusów. Co ósmy był w tak fatalnym stanie, że inspektorzy zatrzymali dowód rejestracyjny. Bardzo niepokojące jest to, że w części gmin nie ma chodników, a odległości zapisane w ustawie, od których gmina musi zapewnić dzieciom transport, są zbyt duże. To częsty obrazek polskiego krajobrazu, kiedy dzieci idą do szkoły skrajem drogi bez chodnika i pobocza, obok pędzących samochodów. To standard trzeciego świata i powinniśmy robić wszystko, żeby dzieci miały bezpieczny transport. Dlatego jest to jeden z postulatów naszej ustawy.

Czego życzylibyście Państwo nauczycielom, dzieciom oraz rodzicom z okazji Dnia Edukacji Narodowej?

Nauczycielom, żeby mogli pracować z dziećmi, a nie z papierami, bo bardzo narzekają na rosnącą z każdym rokiem biurokratyzację swojej pracy. Życzymy im, żeby mogli pracować w godnych warunkach - nie w przepełnionych klasach, tylko z małymi grupami. Sobie i dzieciom życzymy właściwie tego samego. Chcielibyśmy, żeby edukacja stała się priorytetem dla rządzących. Powinni wreszcie zrozumieć, że kapitał ludzki jest najlepszą możliwą inwestycją.

Rozmawiał Bogusław Rąpała

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...