"W elementarzu potrzebna jest przygoda, a tu wszystko jest zastane" - mówi Dorota Dziamska, metodyk nauczania początkowego

fot. PAP/Darek Delmanowicz
fot. PAP/Darek Delmanowicz

O nowym i bezpłatnym podręczniku dla pierwszoklasistów minister edukacji narodowej Joanna Kluzik-Rostowska mówi, że jest „mądrze i ciekawie napisana”.

Dodaje też, że:

To jest najbardziej skonsultowana książka świata.

Niestety jej entuzjazmu nie podzielają fachowcy. W „Dzień Dobry TVN” „Nasz Elementarz” oceniała Dorota Dziamska - metodyk nauczania początkowego z Pracowni Pedagogicznej im. prof. Ryszarda Więckowskiego.

Jak zauważył Marcin Prokop:

Ma niezaprzeczalną zaletę, że jest darmowy, ma też wiele wad, według tych, którzy mu się dokładnie przyjrzeli.

O jakie wady chodzi tłumaczyła Dorota Dziamska.

Doczepiam się do braku procesu uczenia. Mogę wejść do każdego sklepu i kupić książeczkę, w której na każdej stronie będzie obojętnie co i mam z niej uczyć. Tylko czego uczyć? Nie wiem. Elementarz powinien mieć metodycznie bardzo przejrzystą strukturę. Jak posadzę ziarenko do doniczki to widzę jak najpierw pojawia się łodyżka, liście i na koniec pąki kwiatów. I tak musi być też z elementarzem. Musi być zachowana ścieżka metodyczna w nauce matematyki i języka. A w tym elementarzu jest bałagan. Tu mamy luźno wrzucone różne treści, które oczywiście powinny być w pierwszej klasie, ale w oparciu o ten podręcznik nauczyciel nie jest w stanie oprzeć procesu uczenia.

Małe często sześcioletnie dziecko będzie musiało jakoś sobie z tym elementarzem radzić. Czy da radę i ma szanse na ogarnięcie tego chaosu?

Nie ogarnie. Oczywiście elementarze i książeczki dla dzieci powinny być kolorowe, ale pamiętajmy o tym, że od momentu kiedy dziecko idzie do szkoły zaczyna uczyć się czytania. Czyli trzeba wprowadzić prawidłowy cykl poszerzania pola widzenia. Jeżeli więc w książce mamy wielki leyout z nowoczesną szkołą, z dużą ilością elementów, to dorosły widzi wszystko, ale np. Ania zobaczy muszkę, Zosia zobaczy pojazd, każde dziecko będzie patrzeć na coś innego. Dziecko nie ma jeszcze oka przyzwyczajonego do widzenia w dwóch wymiarach.

Dorota Wellman przypominała o pięciolatkach, które płynnie posługują się laptopem i tabletem, a przy tym dostrzegają mnóstwo szczegółów. Zdarza się, że maluch radzi sobie lepiej niż niejeden dorosły. Jak tłumaczyła Dorota Dziamska:

dzieje się tak dlatego, że tam są ikonki i dziecko bawi się naciskaniem, dotykaniem i przesuwaniem kolejnych elementów. Dziecko samo opracowuje wtedy procedurę działania. Wszystko dzieje się i przekształca na oczach dziecka, a człowiek uczy się właśnie poprzez przekształcanie. Wymagałabym od autorów podręczników, żeby na jednej ze stron było kółko, na innej kreski lub inne figury, a później należałoby pokazać dzieciom jak z tych elementów zrobić kota. Ten podręcznik nie jest dynamiczny, mamy zastaną sytuacją, co więc robi nauczyciel. Zamyka książkę i sam robi lekcję.

Elementarz dla najmłodszych dzieci, które dopiero rozpoczynają naukę jest chaotyczny, infantylny i bardzo nierówny. Dziecko nie zna jeszcze wszystkich liter a nagle w podręczniku zaczynają pojawiać się dość trudne zadania do wykonania.

Zadania matematyczne są pełnymi zadaniami z treścią, a to jest niezgodne z metodyką nauczania. Dziecko, które biegle posługuje się komputerem poproszone o opisanie obrazka – powie jednym słowem- na obrazku jest konik, dom itd. Żeby rozwiązywać i rozumieć zadania matematyczne dziecko musi najpierw dobrze posługiwać się całymi zdaniami. Musi umieć wybrać dane z zadania i jeszcze musi postawić do nich pytanie. A tego już dzieci nie potrafią

—podkreśla Dziamska i pointuje:

W elementarzu potrzebujemy przygody, a tu wszystko jest zastałe.

MEN już otrąbiło wielki sukces. Plan został zrealizowany, nieważne jaki, ważne, że „darmowy elementarz” trafił do szkół. Premier Donald Tusk pochwalił się, że z „Naszego Elementarza” będzie korzystało 99,6 proc. szkół publicznych w Polsce. 100% normy — skądś to znamy.

ann/”Dzień Dobry TVN

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...