Rażące zaniedbania w czasie porodu Julii Bonk. Opinia biegłych jest miażdżąca dla lekarzy

Fot. YouTube
Fot. YouTube

Opinia biegłych jest miażdżąca dla opolskich lekarzy, którzy odbierali poród Julii Bonk, córki sztangisty Bartłomieja Bonka - informuje „Gazeta Wyborcza”.

Przed kilkoma dniami do sądu trafił akt oskarżenia przeciwko lekarce Hannie Ż. Dla opolskiej prokuratury decydująca była opinia wrocławskich biegłych z Katedry i Zakładu Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, bardzo niekorzystna dla całego zespołu odbierającego poród.

Już w pierwszych zdaniach biegli zaznaczyli, że kontynuowanie przez 45 minut drugiego porodu, bez wskazań wynikających z zapisu KTG, że stan dziecka jest dobry, było postępowaniem nieprawidłowym i niezgodnym z zasadami postępowania położniczego. Zaznaczyli, że podczas porodu zespół rejestrował jedynie akcję serca dziecka, bez akcji skurczowej macicy rodzącej

— czytamy na wyborcza.pl.

Zdaniem biegłych taki zapis nie nadawał się do interpretacji. Oprócz tego uznali, że jego jakość może nasuwać podejrzenie, że był on wykonany „dla stworzenia pozoru realizacji wymogu prowadzenia stałego zapisu KTG.

Specjaliści podkreślili, że brak jasnych informacji, co do stanu dzieci i ich bezpieczeństwa powinien być wystarczającym powodem do tego, by zdecydować o porodzie przez cesarskie cięcie.

— pisze gazeta.

Wytknęli również lekarzom, że nie uwzględnili stanu psychicznego matki, Barbary Bonk, oraz tego, że bliźniaki są wcześniakami.

Biegli wskazali na wyraźny związek pomiędzy śmiercią dziecka, a nieprawidłowo prowadzonym porodem.

Lekarka Hanna Ż. odrzuca oskarżenia i twierdzi, że „osłuchiwała akcję serca Julii oraz monitorowała czynności skurczowe macicy poprzez obserwację rodzącej”. Przekonuje również, że sala do przeprowadzenia cesarskiego cięcia była przygotowana, ale nie było takiej potrzeby.

Prokuratura nie dała wiary tym tłumaczeniom. Zdaniem śledczych „lekarka nie podjęła wszelkich możliwych czynności diagnostycznych (np. drugiego badania USG) celem ustalenia dobrostanu drugiego płodu, a prowadzone przez nią czynności nie były wystarczające”.

Za nieumyślne spowodowanie śmierci dziecka, lekarce grozi do pięciu lat więzienia.

Biegli z Wrocławia przygotowują również drugą opinię na potrzeby procesu cywilnego, jaki państwo Bonkowie wytoczyli szpitalowi ginekologiczno-położniczemu w Opolu żądając 2 mln zł odszkodowania. Z ich córek bliźniaczek przeżyła tylko Maja. Julia, która w wyniku błędu lekarzy urodziła się z ciężkim niedotleniem mózgu, zmarła w lutym tego roku.

bzm/wyborcza.pl

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...