Otwarte szampany, uśmiechy do kamer i obszerne wywiady w prorządowych gazetach. O czym mowa? O samozadowoleniu resortu oświaty przy okazji sukcesów polskich uczniów w testach PISA i w prestiżowym rankingu Pearsona.

To zasługa ich wysiłku i talentu, a także zmian, które dokonują się w polskiej edukacji. Takie wyniki pokazują, że warto działać mimo krytyki

— mówiła wówczas ministrzyca edukacji, Joanna Kluzik-Rostkowska.

I tak trwano w tym samouwielbieniu i upojeniu oszałamiającym sukcesem aż do ogłoszenia tegorocznych wyników z matury, którą oblał co trzeci abiturient. Niestety, szczególnie silny cios ministerstwu zadała królowa nauk - matematyka. Jak przekuć porażkę w sukces? Wydawałoby się, że tym razem jest to rzecz niemożliwa i trzeba będzie się zmierzyć z materializującą się krytyką. Tymczasem nic bardziej mylnego. Resort edukacji ma to do siebie, że pracują w nim dość kreatywne osobistości. Nieważne jak jest źle, zawsze potrafią znaleźć dla siebie bezpieczną platformę, ponieważ najlepiej radzą sobie w znajdowaniu „odpowiedzialnych za sytuację”. Minister Kluzik-Rostkowska również nie zawiodła i szybko dostarczyła społeczeństwu winnych na tacy. Proszę się nie sugerować ową tacą, nie jest to spisek kelnerów. W przypadku tegoż ministerstwa padło na NAUCZYCIELI KLAS I-III. Okazuje się, że słaba matura jest wynikiem złego nauczania w klasach I-III. A głównym powodem złego nauczania jest brak kierunkowego wykształcenia nauczycieli wczesnoszkolnych.

Prowadzimy właśnie badania kompetencji tych nauczycieli w zakresie matematyki. W sierpniu przedstawimy szczegółowe rekomendacje

— zapewnia Kluzik-Rostkowska.

Tak to łatwo i bez mrugnięcia powieką okrzyknęła nauczycieli winowajcami i zapowiedziała wyciągnięcie konsekwencji. Czy przy okazji zająknęła się chociażby, że w dobie reformy znacznie obniżono poziom z matematyki? Czy powiedziała, że w tandetnych jedynie słusznych podręcznikach przez cztery miesiące pierwszoklasiści poznają „aż” trzy cyferki? Czy zauważyła, że skoro dzisiaj są takie problemy z matematyką , to za kilka lat, po zreformowaniu systemu, będzie jeszcze gorzej? Ależ skąd! Przecież wówczas mogłoby się okazać, że winę za kiepskie przygotowanie dzieci do egzaminów oraz fatalny stan polskiej edukacji ponosi ministerstwo. Paradoksalnie ta sama ministra obdarza wielkim zaufaniem nauczycieli wczesnoszkolnych i to na ich barki scedowała odpowiedzialność za wyniki edukacyjnego eksperymentu, jakim jest reforma systemu szkolnictwa.

Cały ciężar sukcesu tej reformy przesunął się na nauczycieli. Przypominam, że nie mają oni obowiązku prowadzić 45-minutowych lekcji, nie muszą gnać z materiałem. Każdy sześciolatek ma otrzymać dowolną ilość czasu na to, by zaaklimatyzować się w szkole, może liczyć także na pomoc przy rozwiązywaniu zadań domowych w ramach zajęć świetlicowych

— cytuje Kluzik-Rostkowską „Rzeczpospolita”.

Teraz już wiadomo, na czym to zaufanie polega. W razie porażki, która jest nieunikniona, nie trzeba będzie długo szukać winnych. Reforma się nie udała? Ministerstwu jest przykro, ale zawiedli nauczyciele.

Pamiętam, że w podobnych momentach poprzednia szefowa resortu edukacji, Krystyna Szumilas, zwykle zrzucała odpowiedzialność na wychowawców przedszkolnych. Kogo wskaże jako winowajcę następny minister, któremu przyjdzie się zmierzyć z „sukcesami” zreformowanych uczniów? Jeszcze kilka etapów edukacyjnych do wyboru pozostało. Może trafi na nauczycieli klas IV-VI, a może na gimnazjum?

Zapewne wszystko zależy od tego, kim będzie następca Joanny Kluzik-Rostkowskiej. Bo o ile nauczyciel wczesnoszkolny ma być, według ministry, magistrem matematyki, to sam minister edukacji nie musi być nawet nauczycielem. Ministrem oświaty może zostać na przykład dziennikarz, bez najmniejszego doświadczenia edukacyjnego. Wystarczy, że ma dzieci w wieku szkolnym.

Przykre jest to, że winni zawsze są ci, którzy nadal walczą o porządną edukację. To właśnie nauczyciele sprzeciwiają się pomysłowi posłania zbyt wcześnie dzieci do szkoły. To metodycy wczesnoszkolni skrytykowali infantylny „rządowy podręcznik”. Wreszcie to oni, dzień po dniu starają się zrównoważyć błędne decyzje ministerstwa i zminimalizować straty, jakie ponoszą uczniowie. No ale jakiegoś kozła ofiarnego wypadało znaleźć, by zachować pozory panowania nad resortem. Dziś padło na nich. Ciekawe, jak podziękują za laurkę wystawioną im przez ministrę edukacji?