Gwiazdki z nieba, diamenty i dzieci – biznesy organizatora konkursu „Mała Miss i Mały Mister Polski”

Fot. freeimages.com
Fot. freeimages.com

Wykształcenie: instruktor rekreacji ruchowej, pracownik biurowy ze specjalizacją psychologiczno-socjologiczną, uzyskane tytuły: Miss Faktu – Najpiękniejsze piersi w Polsce („Fakt” 2010), Najpiękniejsze ciało w Polsce („Super Express” 2014). To kompetencje Doroty Kłębokowskiej, event director i administratorki fejsbukowej strony konkursu „Mała Miss i Mister Polski”, w którym mogą wziąć udział dzieci w wieku od 3 m-ca do 13 roku życia.

Na stronie przedsięwzięcia czytamy, że nie jest to zwyczajny konkurs piękności, lecz „jedyne w swoim rodzaju wydarzenie” mające na celu „promowanie ciekawych osobowości i dziecięcych talentów oraz działalność charytatywna na rzecz organizacji pomagającym dzieciom”. Wygląda prawie tak pięknie jak olśniewający biust osoby prowadzącej działania marketingowe na Facebooku. Niestety wystarczy przyjrzeć się bliżej zawartości strony tego konkursu i poznać historię organizującej go firmy, by stwierdzić, że rodzice powinni trzymać swoje dzieci jak najdalej od niego. I to nie tylko dlatego, że wbrew zapewnieniom twórców to konkurs piękności, nie talentów (3-miesięczne dzieci nie wykazują jeszcze bowiem żadnych zdolności), który – jak każdy inny konkurs tego rodzaju – uprzedmiotawia i seksualizuje dzieci, kształtuje u nich przekonanie, że wygląd jest najważniejszy, wywołuje niezdrową rywalizację, promuje konsumpcjonizm i materializm.

Patent na biznes

Właścicielem firmy Queenie Sp. z o.o., będącej organizatorem konkursu, jest Janusz Antosik. Na stronie konkursu można przeczytać, że jest fotografem o „ogromnym wieloletnim doświadczeniu”, ale nie ma na niej ani jednego zdjęcia jego autorstwa. Są natomiast ściągnięte z internetu, niepodpisane fotografie dzieci, choć przecież wypadałoby nie tylko pochwalić się swoimi umiejętnościami, ale przede wszystkim przestrzegać prawa i nie naruszać cudzej własności artystycznej. Zwłaszcza że pan Antosik potrafi zadbać o swoją własność i opatentować nazwę organizowanego przez siebie konkursu. A przynajmniej się stara, bo wychodzi mu to mniej więcej tak profesjonalnie jak podpisywanie cudzych zdjęć. Ze strony konkursu dowiadujemy się, że „nazwa Mała Miss i Mały Mister Polski jest chroniona przez Urząd Patentowy Rzeczpospolitej Polskiej” oraz że współorganizatorzy (organizujący wybory regionalne) muszą „wnieść opłatę licencyjną za używanie Znaków Towarowych oraz nazwy Mała Miss i Mały Mister Polski w roku 2014”. Tymczasem Urząd Patentowy nie chroni tej nazwy.

Niewątpliwie jednak organizator tego konkursu potrafi wymyślać nowe przedsięwzięcia. Do lutego 2014 roku jego firma, założona 12 miesięcy wcześniej, nosiła nazwę Capital Diamonds Sp. z o.o. i zajmowała się… sprzedażą diamentów inwestycyjnych. Strony internetowe tej działalności – capitaldiamonds.eu, capitaldiamonds.pl i capitaldiamonds.com.pl – nadal istnieją i wyglądają tak samo jak witryna konkursu piękności dla dzieci. Podobnie jak ona zawierają również niepodpisane materiały autorstwa kogoś innego oraz treści świadczące o braku profesjonalizmu. Na przykład w zakładce „Referencje” znajduje się link do forum internetowego (z trzema pozytywnymi wpisami o firmie), co jest śmieszne nie tylko samo w sobie, ale też dlatego, że to forum serwisu Money.pl, którego twórcy zastrzegają, że:

Wpisy na forum dyskusyjnym Money.pl stanowią wyraz osobistych opinii i poglądów ich autorów i nie powinien być traktowany jako rekomendacja kupna bądź sprzedaży papierów wartościowych. Money.pl nie ponosi za nie odpowiedzialności.

W zakładce „Media o nas” diamentowego biznesu również znajduje się link do forum internetowego, tym razem z negatywnymi wpisami, ale i tak „najpiękniejsza” jest oferta Capital Diamonds Sp. z o.o. Firma oferowała bowiem (chyba już nie oferuje – ze stron usunięto bowiem dane kontaktowe) diamenty inwestycyjne. Można było kupić je i mieć nadzieję na 15-20% zysku. Zysk miał być „gwarantowany”, do czego sprzedawcy zobowiązywali się „umową”. Ani słowa o ryzyku. Tymczasem na stronie Mennicy Polskiej – niewątpliwie stanowiącej rzetelne źródło informacji – można przeczytać, że „Należy mieć na uwadze, że lokowanie kapitału w brylanty wiąże się z ryzykiem inwestycyjnym. Ceny kamieni uzależnione są od aktualnych notowań. […] Rekomendujemy również, aby skorzystać z profesjonalnego doradztwa przed podjęciem ostatecznej decyzji”. Skojarzenie z firmą Amber Gold, również oferującą wysoki, „gwarantowany” zysk bez ryzyka, nasuwa się samo.

Gwiazdka z nieba i bezpłatna praca dzieci

Równie zachwycające jak zyski z inwestycji w diamenty są nagrody w konkursie piękności dla dzieci – korona i berło, sesja zdjęciowa, 5 egzemplarzy kalendarza na 2015 rok i… gwiazda z imieniem dziecka. Organizator zapewnia, że jedną z nagród jest „gwiazdka z nieba”. Taką samą „gwiazdkę”, a raczej kartkę „eleganckiego, czerpanego papieru papieru”, można było kupić kilka lat temu w serwisie Allegro (przy czym sprzedający szczerze dodawał, że zakup „nie znajduje odzwierciedlenia w naukowych spisach astronomicznych”, a „doradca gwiezdny nie ponosi odpowiedzialności w przypadku przydzielenia gwiazdy wraz z nazwą przez inne podmioty prawa prowadzące odrębne rejestry”).

Sprzedażą gwiazdek z nieba zajmowała się związana z Januszem Antosikiem agencja reklamowa „Astra” Sp. z o.o. (obecnie „Le Secret” Sp. z o.o.), która reaktywowała przedwczoraj swoją stronę internetową i zamieściła na niej ofertę nazywania gwiazd. Ceny? Od 119 zł za „gwiazdę niewidoczną” do 999 zł „gwiazdę 1 wielkości”. Witryna tego niewątpliwie bardzo oryginalnego przedsięwzięcia została opublikowana (na ok. dobę) w domenie yanus.eu, na której znajdowała się wcześniej (i znów się znajduje) strona domowa wspomnianej powyżej Doroty Kłębokowskiej.

Gwiazdka z nieba nie wyczerpuje jednak fantazji organizatorów, którzy przygotowali dla dzieci jeszcze więcej „nagród”. Jak czytamy w regulaminie (też zresztą stanowiącym w znacznej części kopię innych dokumentów tego rodzaju, tj. regulaminów konkursów piękności dla dorosłych), laureatki i laureaci w okresie Kadencji, a więc przez cały rok, są zobowiązani do „nieodpłatnego uczestniczenia w:

1. Sesjach fotograficznych do kalendarza charytatywnego„Dzieci dzieciom 2015” lub innych wydawnictw związanych z Konkursem.

2. Imprezach realizujących cele pożytku publicznego, wskazanych przez Organizatora lub podmiot upoważniony przez Organizatora,

3. Imprezach promocyjnych Sponsorów Konkursu.

4. Konferencjach prasowych, wywiadach radiowych i telewizyjnych promujących Laureatki i Konkurs.

5. Sesjach telewizyjnych i filmowych do programów promujących Laureatki lub Konkurs.”

oraz „Uczestniczenia za wynagrodzeniem na zlecenie i na warunkach wskazanych przez Organizatora w: pokazach mody, targach, koncertach, festiwalach, salonach, imprezach sportowych i kulturalnych w charakterze hostess, modelek, lub gości honorowych i gości specjalnych”.

Co prawda „terminy udziałów w wydarzeniach są odpowiednio wcześniej ustalane z Laureatką/Laureatem” (powinno być raczej z opiekunami prawnymi… z punktu widzenia prawa dzieci nie mają tu przecież nic do powiedzenia), ale nie wiadomo, w ilu takich sesjach, imprezach, konferencjach, wywiadach, pokazach mody, targach, koncertach etc. dzieci mają wziąć udział w ciągu roku. A co, jeśli kilkuletniemu dziecku już po paru tygodniach znudzi się ta zaspokajająca próżność rodziców i przynosząca zyski współorganizatorom i sponsorom „zabawa”? Regulamin tego nie rozstrzyga.

Prawa dziecka w show-biznesie

Polskie prawo natomiast nie rozstrzyga w sposób gwarantujący ochronę praw dziecka kwestii dysponowania dziecięcymi wizerunkami. Rodzice i prawni opiekunowie mają w tym względzie niemal zupełną wolność. Jedyne wizerunki, których nie mogą tworzyć, rozpowszechniać, sprzedawać etc., to obrazy pornograficzne. Poza tym mają prawo zaspokajać własną próżność i zarabiać na swoich dzieciach, zgłaszając je do konkursów piękności, agencji modelek czy aktorów, telewizyjnych programów reality TV (takich jak depczące prywatność dzieci programy „Superniania”, „Mały nie-poradnik” i niestety wiele innych) czy talent show (rozrywkowych widowisk, w których dzieci konkurują z dorosłymi, np. „Mam talent”), a sprytni przedsiębiorcy mają prawo wykorzystywać naiwność i chciwość rodziców i bogacić się na uprzedmiotawianiu i wyzyskiwaniu dzieci.

Odrębnym problemem związanym z konkursami piękności jest seksualizacja dzieci i wdrażanie ich do roli obiektu seksualnego. We Francji zabroniono w związku z tym organizowania konkursów piękności dla dzieci i młodszych nastolatek. W Polsce (i każdym innym kraju) powinno być tak samo. Chyba że prawodawcy chcą, by za kilka, kilkanaście lat tytuł „najpiękniejszych piersi w Polsce” (i może też „najpiękniejszego torsu w Polsce”) nosiło więcej osób, od maleńkości przyzwyczajanych do wdzięczenia się przed krytycznym wzrokiem jury i koncentrowania na własnym wyglądzie.

Anna Golus

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...