Jak kij włożony w mrowisko zadziałała na Ministerstwo Edukacji Narodowej i środowiska skupione wokół „Gazety Wyborczej” inicjatywa Fundacji Centrum Wspierania Inicjatyw dla Życia i Rodziny, polegająca na przyznawaniu szkołom certyfikatu „Szkoły Przyjaznej Rodzinie”.

Akcja cieszy się dużym powodzeniem i ciągle przybywa szkół, które chcą być wolne od ideologii gender i zobowiązują się do „niepropagowania treści szkodliwych dla dzieci, kwestionujących biologiczną oraz kulturową stabilność ról płciowych kobiet i mężczyzn”.

Główny atak poszedł z redakcji przy ulicy Czerskiej. „Gazeta Wyborcza” zarzuciła Fundacji Centrum Wspierania Inicjatyw dla Życia i Rodziny, że „sprzedaje” certyfikaty. 25 marca 2013 r. ukazał się artykuł pt. „Szkoły wolne od gender: kościelna fundacja sprzedaje certyfikaty. Patronem akcji jest abp. Hoser”.

Sam certyfikat jest niby darmowy, ale trzeba zapłacić za antygenderowe szkolenia. Ile dokładnie - nie udało nam się potwierdzić

— czytamy w artykule.

Zasady przyznawania certyfikatów postanowiło prześwietlić również MEN wysuwając zarzut „niejasnego system finansowania zajęć”. Resort domaga się w tej sprawie wyjaśnień od kuratora mazowieckiego i zapowiada kontrole.

Z jakich pieniędzy szkoły chcą finansować kościelne certyfikaty?

— pyta minister Joanna Kluzik-Rostkowska.

Według dochodzących do MEN informacji szkoła musi korzystać z odpłatnych programów prorodzinnych rekomendowanych przez Centrum. Musi też uczestniczyć w kosztach przeprowadzenia programu w placówce. Dodatkowo zobowiązuje się w ciągu jednego roku szkolnego do realizacji przynajmniej trzech odpłatnych warsztatów dla uczniów, rodziców uczniów i nauczycieli

— pisze rzeczniczka MEN Joanna Dębek, cytowana w „Gazecie Wyborczej”.

Jednak zarówno „Gazeta Wyborcza”, jak i MEN mijają się z prawdą.

Za certyfikat nie trzeba nic płacić

— podkreśla w rozmowie z portalem wPolityce.pl / wSumie.pl Jacek Sapa, prezes Centrum Wspierania Inicjatyw dla Życia i Rodziny.

Jak dodaje, nie byłoby to również możliwe chociażby z tego powodu, że fundacja nie prowadzi działalności gospodarczej.

Szkoły już realizują programy, które zawierają te treści, na których nam wspólnie zależy. I to jest wystarczający powód do otrzymania certyfikatu „Szkoły Przyjaznej Rodzinie”

— wyjaśnia.

W przypadku, gdy szkoła chciałaby uczestniczyć w innych ponadstandardowych szkoleniach czy zajęciach związanych np. z profilaktyką prozdrowotną, fundacja pomaga w znalezieniu odpowiednich osób i skontaktowaniu się z nimi. Jednak opłaty za przeprowadzenie takich programów nie trafiają do fundacji, ale bezpośrednio do tych, którzy się tym zajmują.

Chcemy umożliwić nauczycielom, rodzicom czy uczniom korzystanie z dobrych programów, które spełniają najwyższe standardy i są transparentne. Bo proszę pamiętać, że programy, które rzeczywiście wzbudzają kontrowersje, są zwykle tak organizowane, że nie mogą w nich uczestniczyć ani nauczyciele, ani tym bardziej rodzice -

tłumaczy prezes Sapa.

Zdaniem prezesa Fundacji Centrum Wspierania Inicjatyw dla Życia i Rodziny troska minister edukacji w przypadku „Szkoły Przyjaznej Rodzinie” jest fałszywa. Gdy pojawił się deprawujący dzieci program „Równościowe Przedszkole” i rodzice domagali się od MEN interwencji, resort odpowiedział, że ten obszar funkcjonowania placówek oświatowych nie leży w gestii ministerstwa, ale samorządu.

Natomiast teraz ministerstwo twierdzi, że dmucha na zimne, a przecież doskonale wie, że po pierwsze nie ma kompetencji, a po drugie program spełnia wszystkie wymogi określone w konstytucji i ustawie oświatowej.

— podkreśla prezes Sapa.

Nie wgłębiając się zbytnio w samą kwestię gender” - jak to ujęła „Gazeta Wyborcza” - zastanawiać może determinacja, z jaką dziennikarze tej gazety próbują ustalić, po ile Fundacja Centrum Wspierania Inicjatyw dla Życia i Rodziny „sprzedaje” swoje certyfikaty. Jak widać, wysiłki te są z góry skazane na porażkę, ale przecież nie o prawdę tu chodzi.

Z pewnością nie bez znaczenia jest fakt, że właśnie Agora, wydawca „Gazety Wyborczej”, jest współorganizatorem innego programu - „Szkoła z klasą 2.0”, za który szkoły rzeczywiście muszą zapłacić tzw. wpisowe w wysokości 180 zł.

W punkcie czwartym regulaminu, zatytułowanym „Rekrutacja do programu” czytamy:

Warunkiem udziału szkoły w Programie jest dokonanie jednorazowej opłaty wpisowej do Programu. Szkoła staje się Uczestnikiem Programu, w momencie zaksięgowania opłaty. Jednorazowa opłata wpisowa za udział szkoły w edycji 2013/2014 Programu wynosi 180 PLN brutto. Opłata jest stała dla każdej szkoły i niezależna od liczby nauczycieli, którzy zgłoszą się do Programu. Opłaty należy dokonać w momencie zgłaszania szkoły do Programu. Opłata wpisowa nie podlega zwrotowi, również w przypadku rezygnacji z udziału w Programie.

Mało tego, patronat nad programem „Szkoła z klasą 2.0” objął resort edukacji. Wszystko więc wskazuje na to, że dziennikarze „Gazety Wyborczej” inne inicjatywy kierowane do szkół oceniają przez własny pryzmat. A co się tyczy MEN - nie pierwszy raz jest ślepe na jedno oko, oczywiście na to lewe.

I tak nie dość, że program „Szkoła Przyjazna Rodzinie” uderza w ideologię gender, której forpocztą stała się właśnie „Gazeta Wyborcza”, to jeszcze patronuje mu arcybiskup warszawsko-praski Henryk Hoser, duchowny, który za swoją nieugiętą postawę w sprawach życia poczętego i wobec wrogiej rodzinie ideologii jest wprost nienawidzony przez środowiska lewicowo-liberalne. Na dodatek certyfikat jest całkiem za darmo. A to redaktorom z Czerskiej nie mieści się w głowie!

bzm