Warszawski teatr Syrena przygotował musical „Starzyński”, widowisko, które już przed premierą wzbudzało wiele pytań i emocji. Po obejrzeniu przedstawienia te pytania są nadal aktualne, a emocje – w miarę, jak coraz więcej Warszawiaków, utożsamiających się z bohaterskim Prezydentem Stolicy spektakl zobaczy – będą, o czym jestem przekonany, rosły.
To wielki plus dla twórcy spektaklu Konrada Imieli, który pochylając się nad losem jednostki uwikłanej w różne meandry minionej epoki, poprzez losy Starzyńskiego stara się pokazać widzom polską teraźniejszość oraz spojrzeć w przyszłość. Ta ocena nie zwalnia jednak z obowiązku wskazania szeregu dziwnych (wg mnie zdecydowanie błędnych) interpretacji, dotyczących różnych fragmentów życia tytułowego bohatera. Wynikają one (przynajmniej częściowo) z odwołania się przez reżysera do książki Grzegorza Piątka pt. „Starzyński. Prezydent z pomnika”.
Autor tego niewątpliwie interesującego opracowania zdecydowanie nie lubi i nie szanuje obozu piłsudczyków i sanacji oraz negatywnie ocenia cały okres dwudziestolecia międzywojennego. Takie stanowisko wyraźnie rzutuje na przedstawienie sylwetki Stefana Starzyńskiego, który był z tym środowiskiem związany, a jako żołnierz I Brygady Legionów, przez całe życie podkreślał swoje przywiązanie i zaufanie do Marszałka Piłsudskiego.
Grzegorz Piątek „miota się” pomiędzy przypisywaniem Starzyńskiemu wszystkich patologii obozu rządzącego (łącznie z nigdy niepotwierdzonymi podejrzeniami o korupcję, sympatyzowaniem z niemieckim nacjonalizmem, karierowiczostwem, prowadzącym do niesprawiedliwej oceny współpracownikiem i niewyjaśnionych dwuznaczności w życiu osobistym), a pomnikową postacią Prezydenta, na którą po bohaterskiej obronie Warszawy we wrześniu 1939 wynieśli go Polacy. Ten bardzo subiektywny, a w mojej ocenie nieprawdziwy obraz Stefana Starzyńskiego został w znacznym stopniu uwypuklony przez reżysera, co niewątpliwie wpłynęło na jakość całego przedstawienia.
Przechodząc do szczegółów:
— pokazanie Starzyńskiego jako człowieka na granicy załamania psychicznego, nie potrafiącego odnaleźć się po klęsce wrześniowej, nie znajduje żadnego uzasadnienia we wspomnieniach jego współpracowników i w badaniach historyków;
— wyciągnięcie, bez poważnego komentarza tzw. „afery drożdżowej” sugeruje nieuczciwość Starzyńskiego w sprawach finansowych, co w świetle dowodów jest zdecydowanie obrazem nieprawdziwym;
— przedstawienie pierwszego, nieudanego małżeństwa jako najważniejszego wydarzenia w życiu osobistym, to obraz wyjątkowo fałszywy, szczególnie w kontekście uczuć, jakie łączyły go z drugą żoną Pauliną;
—rozbudowanie wątków dotyczących roli, jaką w życiu bohatera spektaklu odgrywał znany dziennikarz polityczny Władysław Studnicki jest co najmniej kontrowersyjne;
—na koniec przedstawienie postaci Stanisława Lorenca, bardziej przypominającego Stańczyka, niż wybitnego historyka, urzędnika odgrywającego znaczącą rolę w ostatnim okresie działalności Prezydenta Warszawy, jest z gruntu rzeczy fałszywe i niesprawiedliwe.
Wymieniwszy powyższe słabości przedstawienia trzeba też wspomnieć o jego zaletach, których jest znacznie więcej i które wpływają na pozytywną ocenę całości:
—pokazana postać Stefana Starzyńskiego (notabene świetnie zagranego przez Stanisława Glapińskiego) wypada pozytywnie i mimo „odbrązowienia” (co wg mnie nie jest wadą) uzasadnia postawienie go w przyszłości na pomnikach;
—bardzo pięknie prezentuje się historia warszawskiej Syrenki (świetnie zagrana przez Julię Bielińską i dodatkowo zyskująca przez błyskotliwie wyśpiewaną balladę);
—pozytywnie wyróżnia się postać Ludwiki Nitschowej, której osobowość jako artystki i depozytariuszki pamięci o Starzyńskim ciekawie zaprezentowała Marta Walesiak – Łabędzka;
—ciekawie zostały odegrane, przez Beatrycze Łukaszewską i Michała Konarskiego, role rodziców prezydent oraz postaci drugoplanowych.
Na podkreślenie zasługuje ekspresyjna, dobrze dopasowana do klimatu przedstawienia muzyka i świadomie ascetyczna scenografia, której znaczącym elementem jest ważka ze znanego obrazu Mehoffera.
Jako człowiek wychowany na polskim romantyzmie za bardzo ciekawy i momentami chwytający za serce, uważam motyw z „Dziadów” Mickiewicza, który jest symbolem ponadczasowości ludzkiego losu.
Pisząc o spektaklu „Starzyński”, chciałbym zastrzec wszystkim krytykom mojej oceny, że:
—nie jestem profesjonalnym krytykiem teatralnym i literackim, a powyższy felieton jest moim pierwszym i mam nadzieję ostatnim „dziełem” w tym zakresie;
—jako krewny Prezydenta Stefana Starzyńskiego przez wiele lat miałem zaszczyt spotykania się z Haliną Starzyńską (zmarłą w roku 2000 w wieku 100 lat), jego cioteczną siostrą i szwagierką (małżeństwo Haliny i Romana Starzyńskich, ze względu na tak bliskie pokrewieństwo zostało zawarte za indultem papieskim) oraz uczestniczyłem w wielu uroczystościach związanych ze Stefanem Starzyńskim, co sprawia, że moje spojrzenie na tę postać, a tym samym na przedstawienie, za które w imieniu rodziny Prezydenta bardzo gorąco dziękuję p. Konradowi Imieli, aktorom, twórcom i wykonawcom muzyki, scenografowi i dyrekcji Teatru Syrena, jest zdecydowanie subiektywne.
Uważam, że próba „odbrązowienia”, postawionego przez społeczeństwo na pomniku historii, prezydenta Stefana Starzyńskiego w niczym nie umniejsza jego postaci, a jedynie przypomina, jak pisał Jan Lechoń „pana niskiego w czarnym meloniku” który „gdy miasto było pochodnią czerwoną, / Powiedział: „Nie ustąpię. Niech te domy płoną, / Niech dumne moje dzieła na proch się rozpękną! / I cóż że z marzeń moich wszystkich rośnie cmentarz / Ale ty, co tu przyjdziesz kiedyś, zapamiętasz,/ Że jest coś piękniejszego niźli murów piękno”.
Za to wszystkim, którzy mieli udział w tym dziele należą się wyrazy uznania.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/kultura/755057-musical-starzynski-paszkwil-czy-poszukiwanie-prawdy
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.