Kultura nie jest tylko elementem estetyki, sposobem spędzania wolnego czasu. Odgrywa bardzo ważną rolę w procesie kształtowania człowieka. Daje sprawczość działania, realizację celów, co równa ją w warstwie z innymi obszarami jak dyplomacja, gospodarka, populacja czy siły zbrojne.
Kilka dni temu wielkim spektaklem na stadionie San Siro rozpoczęły się zimowe igrzyska olimpijskie Milano-Cortina. Nie o sport jednak chodzi… Piątkowe widowisko inauguracyjne miało jeden przekaz: Świecie – patrz, jak wielkie są Włochy. MY stworzyliśmy zapis nutowy. MY mamy najwspanialszych kompozytorów. MY dajemy światu piękno: w naturze, sztuce, kuchni, modzie – zarówno tej wielkiej, jak codziennej. MY uczymy wszystkich harmonii. MY, nawet rozwijając się, szanujemy tradycje. MY rozpalamy znicz olimpijski przy dźwiękach „Nessun dorma” w wykonaniu Andrei Bocellego. Tylko MY mogliśmy przygotować tak wspaniałe wydarzenie, spajające wiele miejsc i tysiące ludzi.
Drugi obraz: Wenecja. Równocześnie z inauguracją igrzysk sportowych w Mediolanie, Serenissima rozpoczynała własne igrzyska: radości, zabawy, masek, kostiumów, muzyki, tańca. Po Canale Grande płynęły wspaniale udekorowane łodzie i gondole, unosząc na falach laguny prawie postacie jak z Goldiniego. Widowisko nie tylko obserwują, ale w nim uczestniczą dziesiątki czy setki tysięcy turystów, przybywających z całego świata. W czasie karnawału prawie nie spotyka się w Wenecji „zwykłych”, czyli nieprzebranych ludzi. Trzeba mieć chociaż maskę, wachlarz czy kapelusz. Żeby było ładnie, starannie, kolorowo. Bo taka jest tamtejsza tradycja i kultura.
Odbywające się w dniu patrona Mediolanu Świętego Ambrożego rozpoczęcie sezonu operowego w La Scali to kolejne wydarzenie, którym żyją całe Włochy. Zapowiadane we wszystkich mediach, jest pokazem i przekazem na cały świat wszystkiego, co Włosi potrafią najlepiej: splendoru. Po czerwonym dywanie na premierę podążają najważniejsze osobistości świata polityki, kultury, biznesu… Aby – jak każe tradycja – cieszyć się i czerpać ze sztuki. Tak też jest w sezonie letnim w Veronie, kiedy przez kilka miesięcy w antycznej Arena di Verona prezentowane są arcydzieła opery włoskiej. W ubiegłym roku 48 spektakli obejrzało łącznie ponad 400 tys. widzów, w większości turystów zagranicznych.
Kolejnym obrazem jest Austria. Salzburg przez cały rok rozbrzmiewa muzyką Mozarta, wykonywaną na tysiącach koncertów, a turyści – od miejsc najbardziej luksusowych po stacje benzynowe raczą się marcepanowymi czekoladkami i likierem z wizerunkiem kompozytora. Wiedeń przyciąga niezliczonymi wystawami i wszechobecnymi – nawet na pływających po Dunaju statkach – walcami Straussa. Zakup biletu na Koncert Noworoczny w Filharmonii Wiedeńskiej, niezależnie od ceny graniczy z cudem, a bal w Operze pozostaje sferze westchnień i marzeń. Do Sachera czeka się w długiej kolejce, żeby czekoladowy torcik zjeść siedząc na pluszowych kanapach, wśród luster i kryształów. Bo taką tradycję i kulturę potrafili stworzyć.
W Warszawie kawę w legendarnym Hotelu Bristol, gdzie śpiewał Kiepura, można wypić jedynie do 19, o czym przypomina obrażona trochę obsługa.
Podróżując na północ docieramy nad Wisłę. Warszawa, otoczona barierkami odgradzającymi od rozkopanych ulic Filharmonia Narodowa i ostatni dzień Międzynarodowego Konkursu Chopinowskiego. We foyer kłębi się tłum publiczności i pianistów oczekujących na ogłoszenie wyników. Trudno rozpoznać ogromną rangę wydarzenia po strojach i zachowaniach ludzi wyczerpanych wielogodzinnym oczekiwaniem, co znakomicie w kilku słowach podsumowała prof. Lidia Grychtołówna. Następnego dnia gala finałowa i koncert laureatów w Teatrze Wielkim Opery Narodowej. Też przybywają znamienici goście, tyle że – inaczej niż w Austrii czy Włoszech - niektórzy bardzo chcą „się pokazać”, niektórzy zaś wydają się dość zagubieni. Nie widać ani radości, ani - przede wszystkim - dumy.
Można przytaczać tysiące przykładów: spektakli teatralnych, koncertów, wystaw, gdzie spotyka się osoby w dresach czy rozciągniętych swetrach, raczące się na widowni (sic!) napojami z plastikowych, prztykających butelek. Ostatnio, właśnie w Operze warszawskiej jegomość spożywał kebaba (sic!) z reklamówki. Kawę w legendarnym Hotelu Bristol, gdzie śpiewał Kiepura, można wypić jedynie do 19, o czym przypomina obrażona trochę obsługa. W takich momentach i takich sytuacjach chciałoby się przytoczyć słowa Marii Dąbrowskiej włożone w usta Barbary Niechcic „Jak my żeśmy wszyscy schamieli!”
Fryderyk Chopin jest okrutnym i najbardziej widocznym przykładem zaniedbań, choć to nasza największa i najbardziej rozpoznawalna na świecie marka.
Przywołuję te przykłady, by pokazać, że kultura nie jest tylko elementem estetyki, sposobem spędzania wolnego czasu czy spotkań towarzyskich. Odgrywa bardzo ważną rolę w procesie kształtowania człowieka. Nade wszystko jednak, jako tzw. soft power, skutecznie kształtuje wizerunek Państwa, jego markę i pozycję międzynarodową, buduje jego atrakcyjność. Daje sprawczość działania, realizację celów, co równa ją w warstwie z innymi stosowanymi obszarami jak dyplomacja, gospodarka, populacja czy siły zbrojne. A my, niestety, nie potrafimy być w tym równie skuteczni, jak przywołani Włosi czy Austriacy. Bardzo często podejmowane są działania najprostsze, przygotowane w oparciu o utarte schematy, które sprawdziły się „kiedyś” i „komuś”. Te działania służą realizacji doraźnej, politycznej korzyści dla dysponentów funduszy i wielokroć zależą od osobistych upodobań dysydentów, a nierzadko też bywają leczeniem ich kompleksów. Fryderyk Chopin jest tego okrutnym i najbardziej widocznym przykładem, choć to nasza największa i najbardziej rozpoznawalna na świecie marka. Nie wiem, czy brak chęci, umiejętności, czy pomysłu na długoplanowe działanie powoduje ograniczenia zasięgów zarówno działalności koncertowej, jak wizerunkowej. Można oczywiście dworować sobie z rozmaitych sond ulicznych, ankiet czy kanałów internetowych prowadzących różne (nie tylko prześmiewcze) badania opinii, ale smutno się robi, gdy ludziom, nie tylko młodym, nazwiska Chopin czy Mickiewicz kojarzą się wyłącznie z wódką, o Moniuszce nie słyszeli, albo mylą z Kościuszką. Najgorsze jest to, że takim odpowiedziom na pytania nie towarzyszy zażenowanie czy wstyd, a śmiech i zadowolenie z siebie. Nie jest problemem błąd, tylko brak refleksji.
Dla refleksji właśnie podejmuję ten temat. Pewnie błędem naszego pokolenia było zachłystywanie się najdrobniejszymi przejawami „wolności”, promowanie przez większość (lub niedostateczne sprzeciwianie się przez niektórych) haseł typu „róbta co chceta” i w imię nie nakładania na młodych ograniczeń, w których my wyrastaliśmy, odpuszczenie dbałości o pewne formy, od których kultura się rozpoczyna. Choć przykłady można by mnożyć, te słowa nie mają być krytyką, tylko wyrazem żalu wobec traconych szans, wobec marnowania naszego ogromnego dorobku, naszych wspaniałych zwyczajów i tradycji. A przecież kultura dla wszystkich jest tematem bezpiecznym, ponadpartyjny, łączącym różne środowiska. Jest polem do spotkań, także międzypokoleniowego dialogu, budowy wizerunku . Właśnie teraz jest czas, aby stała się priorytetem, bo bez niej będziemy wyłącznie klakierami dla organizatorów średnio ambitnych wydarzeń i łatwym polem do manipulacji. A skoro nie potrafimy sami, a w tylu innych – nie zawsze właściwych sprawach – wzorujemy się na tzw. Europie, to choć marketingu patriotycznego i kulturalnego uczmy się od Austriaków i Włochów.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/kultura/753084-kultura-w-sluzbie-narodu
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.