Serio? Spirytystyczny Black Week in November czy raczej jakaś fantazja w stylu Wyspiańskiego przed kolejnym marszem spiskowców ze Szkoły Podchorążych na Belweder koło ambasady rosyjskiej przez Łazienki Królewskie, siedzibę ostatniego polskiego króla? Nie, to się wydarzyło.
Na tysiąclecie koronacji Bolesława Chrobrego na króla Polski, a tym samym tysiąclecie prawdziwego Królestwa Polskiego (nie tego z łaski cara i innych zaborców), Państwowy Instytut Wydawniczy podjął imponujący plan wydania nowego pocztu władców Polski obejmującego 42 tomy, a przedstawiającego sylwetki królów i książąt od Mieszka I do Stanisława Augusta Poniatowskiego. Większość tomów ma być specjalnie napisana przez wybitnych historyków, znawców średniowiecza i epoki nowożytnej, i wydana w ciągu najbliższych siedmiu lat. Już w tej chwili wyszły dwa tomy poświęcone, jakby inaczej, Bolesławowi Chrobremu i Ludwikowi Węgierskiemu.
Uroczystą inaugurację tego przedsięwzięcia urządzono nie byle gdzie, bo w Pałacu na Wodzie w Łazienkach Królewskich. Kilkukrotnie zapraszany przez panią Magdalenę z działu promocji PIW-u nie mogłem odmówić. Na wyznaczoną porę w listopadowy wieczór zdążyłem nie bez trudu. Miasto przyłączone do Królewskich Łazienek dusiło się w korkach i remontach. Po drodze w alejkach parku czas się jednak zatrzymał, panował już zmrok ledwie rozświetlony dalekimi światłami jak za Króla Stasia. Po drodze dogoniłem również spóźnioną parę. Wystarczyło hasło PIW. Nieznajomy odezwał się „tres faciunt collegium”. Wyobraziłem sobie, że to hasło spisku stosowne do tego miejsca między Pałacem a Belwederem. Na wieży pałacowej kuranty wybiły szóstą, choć było już później. Tu czas cofał się przynajmniej o kwadrans, by dać czas spiskowcom na ich czyn.
Uroczyste otwarcie
Do Pałacu weszliśmy jako jedni z ostatnich gości, wszystko było już przygotowane. Na sali balowej zebrała się liczna publiczność, środowisko historyków, czynniki urzędowe, przedstawiciele mediów. Wkrótce wyjaśniło się, że mój Nieznajomy, który na parkowych ścieżkach rzucał hasło „tres..”, tu już powinien zmienić je na „quattuor faciunt collegium”, gdyż okazało się, że wchodzi on w skład Rady Naukowej owego przedsięwzięcia, składającej się z czterech profesorów historii starszej i nowszej. Nastąpiła uroczysta prezentacja tej śmiałej inicjatywy, jaką będzie niewątpliwie projekt wydawniczy, mający przedstawić całe dzieje polskiego królestwa w osobach poszczególnych władców. Uroczystość rozpoczęto od odczytania listu prezydenta Karola Nawrockiego, który docenił wagę tego przedsięwzięcia i życzył pomyślności w jego wykonaniu. Wystąpił następnie wiceminister obecnego MKiDN z zapewnieniem dalszego wsparcia projektu, zapewne, jak można wierzyć, nie tylko słownego. Można się więc spodziewać „siedmiu lat tłustych” dla wydawnictwa, które podjęło się długotrwałego dzieła. Inicjatorem całego projektu jest historyk i redaktor zarazem Michał Karpowicz, a nad całością ma czuwać wydawniczo dyrektor PIW Łukasz Michalski. Oni też bardziej już szczegółowo zapowiedzieli gotowy już plan wydawniczy z katalogiem kolejnych tomów i ich autorów. Dwóch pierwszych przedstawiło pokrótce dwa pierwsze tomy o Bolesławie Chrobrym i Ludwiku Węgierskim. Uroczystość oficjalna zakończyła się częścią artystyczną, aktorzy odczytali, a może i odegrali teksty pierwszych kronikarzy i historyków Galla Anonima, Kadłubka i Długosza, a kwartet wiolinowy czterech pań artystek wprowadził publiczność w muzyczną atmosferę epoki ostatniego króla.
Finis Poloniae?
Po zakończeniu części oficjalnej na Sali Balowej nastąpiła część towarzyska. Nie, nie było obiadu czwartkowego, co najwyżej wtorkowy podwieczorek przy lampce wina (tego jeszcze nie zabroniono w b. siedzibie królewskiej) W nowym salonie warszawskim przygrywały wspomniane muzy. Może pod takim wpływem można było sobie wyobrazić wiele scen związanych zarówno z taką okazją i z samym tym miejscem, ale z innymi czasami i innymi zupełnie okolicznościami. Stanisław Wyspiański był w Łazienkach jesienią 1898 roku i zapewne wtedy, spacerując po parku zobaczył sceny Nocy listopadowej rozgrywające się w parkowej przestrzeni między Szkołą Podchorążych, Pałacem a wznoszącym się w górze Belwederem. Młodzi spiskowcy przeszli tę drogę pełni wahań, czy wystarczy zabić namiestnika carskiego, by ocalić Polskę.
Trzydzieści pięć lat wcześniej, a równo 230 lat temu, również w końcu listopada ostatni król Polski Stanisław August Poniatowski podpisał akt abdykacji. Przestał być królem Polski, stał się królem Targowicy, królem zdrady, który przypieczętował zgon Polski jako państwa liczącego sobie niebagatelnych osiem wieków. Podobno jego życie ocalił Kościuszko, zatrzymując druk pełnej listy zdrajców w gazecie powstańczej; w ten sposób zginęli tylko niektórzy z nich. Podobno chciał później sprzedać Łazienki Prusakom. Wiem, wiem, są pewne inne okoliczności, niuanse, król właśnie jako założyciel Łazienek, mecenas kultury i sztuki, gościnny dla elity władca na czwartkowych obiadach. Nawet w PRL odbywały się spory historyków (i czytelników) o postać Stanisława Augusta, co zresztą było nawet zrozumiałe w ‘priwislanskim kraju’ zarządzanym przez nowych jurgieltników i zauszników Moskwy, gdzie w sąsiedztwie Łazienek Królewskich panowała (i panuje) nad okolicą wszechwładna Ambasada Rosyjska.
Katabaza Królestwa czyli zejście do podziemi
Następne pokolenia nie chciały się pogodzić z upadkiem swojego, wiekowego przecież kraju. Godziły się nawet – tak, tu trzeba powtórzyć tę patetyczną może frazę – na złożenie ofiary własnego życia na ołtarzu ojczyzny. Bo tym były kolejne bunty, zrywy, konspiracja, powstania, to była walka nie tylko polityczna, to także walka o wspólnotę narodową, wyznaniową i kulturową, walka o własne dusze, o to kim mamy być i kim zostać. Nieustanna walka trwała przez cały następny wiek, Wielką Wojnę aż do 1920 roku. Po kampanii napoleońskiej konspiracja Towarzystwa Patriotycznego z Walerianem Łukasińskim na czele, tajnym więźniem przez 31 lat w Szlisselburgu, w sumie 46 lat w więzieniach rosyjskich; później Filomaci, Filareci, Promieniści pędzeni na Sybir, spiski koronacyjne, których może nie było (odbyły się może tylko w wyobraźni Słowackiego), wreszcie belwederscy spiskowcy, którzy rozpoczęli Powstanie Listopadowe. Nowe pokolenia, przedstawiciele nowych już polskich społeczności chciały czy też musiały odkupić winy przodków, kimkolwiek oni byli?
Zatem idylliczny park łazienkowski z jego Pałacem na Wodzie, Teatrem na Wyspie, gdzie można by odegrać z pamięci niejedną z tych scen historycznych, często już ujętych literacko, podobnie jak sentymentalne zakątki i budowle parkowe, drzewa które mogą pamiętać Króla Stasia, to wszystko, co dziś się nasuwa każdemu gościowi odwiedzającemu te miejsca, kryje także dramaty, śmiało można rzec, narodowe, które czas, zapomnienie i obojętność może zacierać, osłabiać, usuwać, co jest właśnie w guście tej nowoczesnej, indyferentnej epoki. Tworzyć sentymentalną scenerię i scenografię. Ale jeśli nawet całe Łazienki to też rodzaj teatru, to odgrywa się w nim jednak dramat wielu czasów i pokoleń, przede wszystkim czasów zaborów, po historycznych przełomach aż do czasów PRL, bo czym był wtedy Belweder podległy sąsiedniej ambasadzie jak za czasów Wielkiego Księcia Konstantego?
Rozmowy zmarłych
Inicjatywa PIW to nie tylko wywoływanie litery i ducha dawnych władców, to zatem niemal wywoływanie ich duchów; to może teatr polskich dziejów w stylu Wyspiańskiego, a może to wezwanie ich na sędziów upadającej Rzeczpospolitej, także tej obecnej. Można sobie wyobrazić ich spotkanie i obrady na temat losów Rzeczpospolitej, te powracające wciąż pytania i refleksje na temat jej upadku. Jakaś nowa ‘odprawa posłów polskich’ czy nowe ‘Wyzwolenie’ jak u Wyspiańskiego, choć nie jak ‘Nowe wyzwolenie’ Witkacego. W przestrzeni parku łazienkowskiego, który pozostał nam jako jedyny spadek królewski, można zobaczyć tych właśnie przypominanych władców, którzy prowadzą ze sobą rozmowy i spory o racje i pożytek kraju i państwa. Nie jest to wcale pomysł oryginalny. Biskup Krasicki, współczesny i przytomny królowi w swych Rozmowach zmarłych, napisanych według dawnej tradycji, umieścił na początku dialog „Między Bolesławem Chrobrym a Kazimierzem Wielkim, królami polskimi”. Zaczyna się on od takiej kwestii Bolesława: „Nie spodziewałem się takiej niewdzięczności następców, iżby na moje wielkie dzieła nie mieli względu…” Cóż mógłby na to odrzec Stanisław August, co miałby w ogóle powiedzieć? Czy taka symboliczna dla nas rozmowa o początku i końcu polskiego królestwa na tysiąclecie jego inauguracji mogłaby się w ogóle odbyć? Czy zapadłaby tylko cisza i milczenie?
Poczet władców Polski: tom II: Andrzej Pleszczyński, Bolesław Chrobry; tom XXIII: Stanisław A. Sroka, Ludwik Węgierski, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2025
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/kultura/746945-exlibris-listopadowy-z-duchami-krolow-w-lazienkach-krolewski
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.