88 letni Clint Eastwood nie tylko nie zwalnia tempa jako artysta. Zdumiewająco energiczna żywa legenda kina, niezniszczalny Brudny Harry, który pracuje w filmie już 70 lat stał się również sumieniem Ameryki. To moralista, ale zupełnie inny niż Steven Spielberg, będący w ostatnich latach na przemian wielkim dzieckiem ( „Player One”) i „rabinem” przemawiającym w imieniu przechodzącego do świata dinozaurów lewicowego liberalizmu („Czwarta władza”).
Clint Eastwood stał się prorokiem dla Ameryki patriotycznej. Jego ostatnie reżyserskie osiągnięcia („Snajper” 2015, „Sully” 2016) to filmy o cnocie męstwa. Jasne, że Eastwood całą karierę celował w wizerunek szlachetnego twardziela (seria o inspektorze Harrym Callahanie) i antysystemowego mściciela ( człowiek bez imienia w „dolarowej trylogii” Sergio Leone i kolejne jego mutacje w westernach), jednak dopiero w dojrzałym wieku postanowił nadać swoim poszukiwaniom głębszy wymiar. Nie zapominajmy, że Eastwood to wyjątkowo niejednoznaczna postać.
To będący po prawej stronie amerykańskiej sceny politycznej, zdeklarowany libertarianin opowiadający się za legalizacja małżeństw homoseksualnych i legalną aborcją. Przeciwnik amerykańskim wojen w Wietnamie, Afganistanie i Iraku ( libertarianie walczą z wizerunkiem USA jako światowego policjanta), który był rozszarpywany przez lewicę za „ultrapatriotyczną” laurkę dla amerykańskiego snajpera Chrisa Kyle’a, który chwalił się zastrzeleniem w Iraku 255 osób. Jego film nazwano wręcz „faszystkowskim”. Eastwood z ataków sobie wiele nie robi, skoro wrócił kolejnym tak jednoznacznym ideologicznie filmem.
21 sierpnia 2015 roku mógł się zapisać jako jedna z kolejnych mrocznych dat w europejskiej wojnie z terroryzmem. W pociągu jadącym na linii Amsterdam-Paryż Marokańczyk Ajub El Khazzani postanowił pokazać karabinami siłę gniewu Allaha. Zdążył postrzelić jednego Francuza. Natknął się na trzech Amerykanów, którzy zwiedzali Europę. Dwóch z nich było amerykańskimi żołnierzami. Spencer Stone, Alek Skarlatos i Anthony Sadler, oraz Brytyjczyk, Chris Norman powalili dżihadystę na ziemię ( jeden został ranny), dzięki czemu uratowali życie setek pasażerów. Zostali później za to odznaczeni Legią Honorową przez prezydenta Francoisa Hollande.
Spencer, Alek i Anthony nie byli przypadkowymi pasażerami feralnego kursu. Znają się od dzieciństwa. Byli uczniami Freedom Christian School w kalifornijskim Fair Oaks. Tam rozrabiali. Tam lądowali razem na dywaniku u dyrektora. Tam zbudowali najmocniejszy fundament swojej przyjaźni. Anthony w przeciwieństwie do przyjaciół żołnierzy budował karierę w college’u. Nie uciekł jednak od przemocy. Nie uciekł od widma śmierci i krwi. Los pchnął go heroicznego czynu u boku przyjaciół z armii Stanów Zjednoczonych. W pociągu wyruszającym o 15:17 do Paryża.
„15:17 do Paryża” jest suplementem do „Snajpera”. Oparty na książce „The 15:17 to Paris: The True Story of a Terrorist, a Train, and Three American Heroes” dramat, nie jest obrazem artystycznie spełnionym jak najbardziej dochodowy (ponad pół miliarda dolarów wpływów) film w karierze czterokrotnego zdobywcy Oscara. Amerykańscy krytycy byli dla niego bezlitośni, co spowodowało, że Polsce nie wszedł nawet do kin. Jest to specyficzne dzieło. Najbardziej „dokumentalne” z filmów Eastwooda. Pozbawione typowego dla jego wojennego dyptyku „Sztandar chwały/Listy z Iwo Jimy” patosu i dramatyzmu. Ja jednak je „kupuje”. To solidna rekonstrukcja wydarzeń, które służą Eastwoodowi do kolejnego podkreślenia ważnych dla niego wartości.
Eastwood postanowił w każdym wymiarze oddać hołd trójce heroicznych Amerykanów. Obsadził ich w głównych rolach. Również na drugim planie zrezygnował ze znanych aktorskich twarzy. Alek, Spencer i Anthony wywiązali się z zadania zaskakująco dobrze. Jasne, że nie tworzą żadnych wielkich kreacji aktorskich. No, ale przecież nawet dla profesjonalnego aktora zagranie samego siebie jest szalenie trudnym zadaniem. Oni musieli oddać na ekranie własne przeżycia i emocje, zarówno, gdy beztrosko imprezowali w holenderskim klubie czy odkrywali uroki Wenecji i Rzymu, jak i wtedy, gdy stanęli twarzą w twarz ze śmiercią.
To film o zwykłych ludziach, którzy robią niezwykłe rzeczy. Wiele takich powstało, ale dopiero weteran Eastwood zdecydował się na tak bliską realizmu formę. Reżyser przekonuje, że przyglądał się wielu młodym aktorom, których widział w rolach heroicznych Amerykanów. Obserwując Alka, Spencera i Anthony’ego uznał, że sami powinni się zagrać. Byli sceptyczni. No, ale czy można kwestionować zmysł filmowy samego Clinta Eastwooda? W jednym z wywiadów reżyser zapewniał, że na planie okazało się, iż mają naturalny talent aktorski. Ponowne przeżycie wydarzeń z 2015 roku miało dla nich oczyszczających efekt.
„Ten film, to hołd złożony zwykłemu człowiekowi. Opowieść o młodych mężczyznach na wycieczce, którzy, kiedy w pociągu pojawia się terrorysta, wkraczają do akcji ratując setki ludzkich istnień”- mówi Eastwood. „15:17 do Paryża” jest przede wszystkim rekonstrukcją wydarzeń z tamtych dni. Rekonstrukcją nie tak spektakularną jak odtworzenie innych znanych masakr z użyciem broni czy terrorystycznych ataków („Słoń” Van Santa, „Lot 93” Greeengrassa). Dlaczego nie jest spektakularna?
Bo dzięki heroizmowi trójki przyjaciół do masakry nie doszło. Jeden postrzelony Francuz i raniony nożem Spencer to cena za uratowanie kilkuset pasażerów zaatakowanego pociągu. Eastwood nie przez przypadek naświetla kilka konkretnych wydarzeń z życia bohaterów. Poczucie silnej przyjaźni z dzieciństwa, której nie zniszczyła rozłąka. Pokonanie słabości własnego ciała po beznadziejnej z pozoru decyzji o wstąpieniu do wojska. Wszystko to prowadziło do tej jednej chwili 21 sierpnia 2015 roku, gdy bezbronni chłopcy z Kalifornii rzucili się z gołymi pięściami na uzbrojonego po zęby islamskiego fanatyka.
Abstrahując już od tego, że znów to nielubiani nad Sekwaną Amerykanie ratują francuskie życia, Eastwood mówi nam dobitnie: jeżeli sami nie weźmiemy sprawy w swoje ręce to zginiemy. Do tego potrzebne jest pielęgnowanie cnoty męstwa i odwaga. Właśnie tego brakuje naszej bezzębnej cywilizacji.
4/6
„15:17 do Paryża”, reż: Clint Eastwood, dystr: Galapagos
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/kultura/400978-1517-do-paryza-eastwood-znow-celebruje-cnote-mestwa