Dziwi mnie, że Sofia Coppola dostała za „Na pokuszenie” nagrodę za reżyserię w Cannes. Dlaczego? Film jest reżysersko niespełniony. Jest niezamierzenie pęknięty na dwie różne stylistycznie części. Ostatecznie nie wybrzmiewa w nim najważniejszy morał, mówiący, że wodzenie na pokuszenie może zniszczyć zarówno ofiarę jak i kusiciela.
Wojna secesyjna. Południe USA. Irlandzki najemnik walczący po stronie Unii John McBurney (Colin Farrell) zostaje znaleziony w lesie przez uczennicę pobliskiej żeńskiej szkoły. Uczy się w niej zaledwie kilka dziewcząt. Usytuowana w odziedziczonej posiadłości Marthy ( Nicole Kidman), przypomina sielskie miejsce. To wyspa normalności w skąpanej w bratobójczej wojnie młodej Ameryce. Pojawienie się rannego żołnierza wrogiej armii początkowo przeraża kobiety. Pozwalają jednak mężczyźnie pozostać w ukryciu, dopóki nie wyleczy się z ran. Decyzję tłumaczą chrześcijańskim miłosierdziem. Kryje się jednak za nią coś więcej. O ile najmłodsze dziewczynki są po prostu ciekawe obecności przybysza, o tyle w dorosłych kobietach wyzwala on najskrytsze i wstydliwie skrywane namiętności. Szczególnie w sfrustrowanej nauczycielce Edwinie (Kirsten Dunst), co budzi zazdrość kostycznej i surowej Marthy.
W 1971 roku w ekranizacji powieści Thomasa Cullinana rolę Johna zagrał Clint Eastwood. Nie był to typowy film duetu Don Siegel/Eastwood, który zrealizował m.in. „Brudnego Harry’ego”, ale wpisywał się w sensacyjny klimat ich kina. Sofia Coppola poszła inną drogą i nakręciła klasyczny psychologiczny thriller. Rzeczywiście jego pierwsza część sprawdza się jako klimatyczne, klaustrofobiczne i bardzo eleganckie kino. Coppola bawi się tematyką kuszenia. Jest subtelnie zabawna i reżysersko pewna siebie.
Kto kogo kusi w domu? Czy opuszczone przez mężczyzn, niespełnione seksualnie niewiasty czy może sprytny dezerter, przekonany, że urokiem osobistym uwił sobie wygodne gniazdo z dala od frontu? Coppola leniwie i powoli, ale konsekwentnie prowadzi widza w psychologicznej grze między bohaterami. Kidman mimo unieruchomionej przez operacje plastyczne twarzy buzuje od sprzecznych emocji. Farrell zamiast irytować spojrzeniem opuszczonego pieska jest niejednoznaczny, zaś Dunst budzi litość jako zamknięta w klatce, pragnąca przygód kobieta. W momencie, gdy wszystkie emocje zostają doprowadzone na krawędź ( dosłownie), Coppola robi stylistyczną woltę i zamienia film w pospolity dreszczowiec. Ba, jest tu nawet pościg i wymachiwanie bronią!
Nagle okazuje się, że umęczony Farrell nie jest uroczym Eastwoodem, a Kidman raczej śmieszy niż straszy jako wyrachowana pani domu. Wszyscy bohaterowie przekraczają moralny rubikon, a ja nie wierzę w ich motywacje i tragiczne przecież w skutkach wybory. Ostatecznie zamiast przypowieści o wojnie płci i wyuzdanej grze prowadzonej w purytańskim domu dostajemy prostą opowieść o zbrodni.
Coppola chciała zrobić film o kastracji. Nie, nie kastracji mężczyzny. To mógł być film o kastracji duszy. Mógł, bo Coppola kończy go tam, gdzie mogła najwięcej powiedzieć o upadku człowieczeństwa Męska wojna potrafi zbrukać najczystszą kobiecą krainę? Reżyserkę „Między słowami” stać na więcej niż taki banał.
3,5/6
„Na pokuszenie”, reż: Sofia Coppola, dystr: UIP
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/kultura/355822-na-pokuszenie-nie-wodzcie-sie-na-pokuszenie-recenzja