Nietrudno zauważyć, nie wdając się już w szczegóły, że głównym wątkiem tego przedstawienia jest atak na Kościół w Polsce, duchowieństwo, w tym na postać Jana Pawła II, na wartości i symbole chrześcijańskie. To jest już oczywiście banalne i przewidywalne w środowiskach lewacko-liberalnych, wyznających ideologię LGBT, gender, feminizm, promocję mniejszości seksualnych. Przewidywalne, ale nie w tak obłędnym natężeniu, jak w tym przedstawieniu, i pod prowokacyjnym pretekstem wywołania dyskusji o przypadkach pedofilii w Kościele. Czy rzeczywiście o pedofilię tu chodzi? Czy będzie także dyskusja o pedofilii w środowiskach homoseksualnych, gdzie jest ona raczej większym problemem. W tej ideologii każdy pretekst jest dobry, by zwalczać chrześcijaństwo, w szczególności katolicyzm (bo jednak nie islam czy judaizm, jak się okazuje), co jest u nas raczej spóźnionym naśladownictwem, zdradzającym kompleks nienadążania za wyzwolonymi elitami Zachodu. Dziś tym bardziej żałosnym, że Europa i w ogóle Zachód ma zupełnie inne, poważniejsze problemy.
Nie wiem, czy twórcy tego nieszczęsnego przedstawienia są świadomi tego, że kontynuują na swój sposób walkę z Kościołem i religią w Polsce, prowadzoną wcześniej przez władze komunistyczne PRL. Tamte represje były odgórne i zewnętrzne wobec społeczeństwa, te są oddolne, działające od wewnątrz na społeczeństwo, ale jedne i drugie mają charakter ideologicznego nacisku, dążą do wyrugowania wiary religijnej, decydującego wpływu na psychikę ludzką, przetworzenia człowieka w duchu jakiegoś znów „nowego człowieka”. Dlatego szkoda dyskutować o sztuce, artystach i wolności, bo to kolejna pułapka, a przedstawienia podobne mają charakter rewolucyjny i polityczny, są manifestacjami, zbiorową rewoltą jeszcze w ramach teatrów, ale stają się przecież przedłużeniem demonstracji ulicznych. Nawet poetyka takich przedstawień to rodzaj uproszczonego, krzykliwego plakatu politycznego wzywającego do akcji i zbiorowej mobilizacji, wypisz, wymaluj, jak w zamierzchłym socrealizmie lat 40. i 50. w PRL. Tyle tylko, że wtedy był to nakaz władz komunistycznych, płynący z Moskwy, teraz to niby spontaniczne, acz powtarzane już do znudzenia i zupełnie tendencyjne, ilustrujące parę prostych tez ideologicznych, działanie „twórcze”, importowane, jak zaznaczyłem, z Zachodu, głównie z Niemiec. Trudno też poważnie traktować bełkot twórców w rodzaju chorwackiego reżysera, bo to wypowiedzi, w których nie należy doszukiwać się jakiegoś sensu, lecz trzeba widzieć w nich narzędzie politycznej i kulturowej walki. O co?
Skoro była mowa o PRL, to trzeba ze wstydem przyznać, że mimo represyjnego systemu politycznego, powstał wtedy o wiele lepszy teatr (oczywiście po upadku socrealizmu) niż po 1989 roku, w czasach wolności i niepodległości III RP. Wystarczy przypomnieć przedstawienia takich reżyserów jak Swinarski, Dejmek, Axer, Grzegorzewski, Prus i wielu innych, którzy byli także dyrektorami i stworzyli wybitne zespoły aktorskie. Powstały wtedy także teatry eksperymentalne i awangardowe Grotowskiego, Kantora czy Tomaszewskiego, a także ambitne i kontestacyjne teatry studenckie. Były też reinterpretacje klasyki polskiej, takie choćby daleko idące jak Grotowskiego, czy bardziej powierzchowne, liczące na poklask, Hanuszkiewicza, ale nie pozwalano sobie jednak na grafomańskie i pasożytnicze nicowanie literatury teatralnej.
Zygmunt Hübner, który jest patronem Teatru Powszechnego, człowiek, który stworzył wiele wybitnych zespołów teatralnych, na pewno nie dopuściłby do powstania takiego przedstawienia jak obecna „Klątwa”. Teatr dzisiejszy często żeruje na dawniejszej literaturze, udając, że twórczo ją odczytuje i współcześnie reinterpretuje, rekonstruuje, dekonstruuje, a w końcu unicestwia. W tym wypadku autorzy przedstawienia „Klątwa” wykorzystali strzępy dramatu Wyspiańskiego do jakiejś własnej, aktualnej publicystyki teatralnej, zamiast napisać sobie własny scenariusz teatralny. W podobnych przypadkach chodzi nie tylko o wykorzystanie jakichś utworów literackich, ale często o ich ośmieszenie i skompromitowanie treści, które przedstawiają. Trudno oprzeć się wrażeniu, że podobne przedstawienia są nie tylko dowodem jakiejś impotencji twórczej, braku myśli, planu i pozytywnego celu działania, ale też zupełnej niefrasobliwości i braku świadomości, co wyniknie z takiej działalności. Nie zdają sobie sprawy, że sami dokonują zamachu na teatr przy pomocy wątpliwej ideologii, agresywnych środków, prowokacji i manipulacji. Nie zdają sobie też chyba sprawy, że sami podważają zaufanie widzów do teatru, pogrążają to, co można nazwać sztuką teatru, ograniczają aktorską kreacyjność. Niszczą komunikację z widzem, choć o to podobna teraz tak zabiegają. Nie zdają sobie sprawy, że już zniszczyli lub przewrotnie odwrócili pojęcia i wartości, do których tak chętnie się przyznają: dialog, dyskusja, porozumienie, ponieważ w ich ustach one już nic nie znaczą, nie istnieją. Taki teatr zdominował teraz polskie sceny i spustoszył widownie, choćby wiwatowały tam grupy nie wiadomo jakich zapaleńców. Przedstawienie takie jak „Klątwa” przypomina bardziej jakieś czarne msze lub organizację parateatralnej ideologicznej sekty niż teatr, który dotąd znaliśmy.
Szkoda, że nie słychać w tej sprawie krytycznych głosów teatralnego środowiska. Kiedyś umiało się ono zachować jak trzeba. W stanie wojennym ogłosiło bojkot telewizji PRL, a nielicznych aktorów, którzy się z niego wyłamywali, publiczność wyklaskiwała ze sceny. Niedawno aktorzy Teatru Starego w Krakowie odmówili udziału w przedstawieniu wg „Nieboskiej Komedii” Krasińskiego w reżyserii tego samego chorwackiego reżysera, który chciał wtedy przy użyciu jednego z naszych wybitnych poetów wypuścić teatralną fałszywkę o odwiecznym polskim antysemityzmie. Dziś wielu przedstawicieli środowiska teatralnego umywa w tej sytuacji ręce i nabiera wody w usta, uznając, że to deszcz pada, a nie że plują ze sceny. A ci najbardziej znani, którzy postanowili porzucić teatralne (i filmowe) role i przemówić własnym głosem, prowadzą dziś własne dziwne wojny z wiatrakami. Dla sławy, dla wszystko jedno jakiej sławy, i dla miłego grosza.
Drukujesz tylko jedną stronę artykułu. Aby wydrukować wszystkie strony, kliknij w przycisk "Drukuj" znajdujący się na początku artykułu.
Nietrudno zauważyć, nie wdając się już w szczegóły, że głównym wątkiem tego przedstawienia jest atak na Kościół w Polsce, duchowieństwo, w tym na postać Jana Pawła II, na wartości i symbole chrześcijańskie. To jest już oczywiście banalne i przewidywalne w środowiskach lewacko-liberalnych, wyznających ideologię LGBT, gender, feminizm, promocję mniejszości seksualnych. Przewidywalne, ale nie w tak obłędnym natężeniu, jak w tym przedstawieniu, i pod prowokacyjnym pretekstem wywołania dyskusji o przypadkach pedofilii w Kościele. Czy rzeczywiście o pedofilię tu chodzi? Czy będzie także dyskusja o pedofilii w środowiskach homoseksualnych, gdzie jest ona raczej większym problemem. W tej ideologii każdy pretekst jest dobry, by zwalczać chrześcijaństwo, w szczególności katolicyzm (bo jednak nie islam czy judaizm, jak się okazuje), co jest u nas raczej spóźnionym naśladownictwem, zdradzającym kompleks nienadążania za wyzwolonymi elitami Zachodu. Dziś tym bardziej żałosnym, że Europa i w ogóle Zachód ma zupełnie inne, poważniejsze problemy.
Nie wiem, czy twórcy tego nieszczęsnego przedstawienia są świadomi tego, że kontynuują na swój sposób walkę z Kościołem i religią w Polsce, prowadzoną wcześniej przez władze komunistyczne PRL. Tamte represje były odgórne i zewnętrzne wobec społeczeństwa, te są oddolne, działające od wewnątrz na społeczeństwo, ale jedne i drugie mają charakter ideologicznego nacisku, dążą do wyrugowania wiary religijnej, decydującego wpływu na psychikę ludzką, przetworzenia człowieka w duchu jakiegoś znów „nowego człowieka”. Dlatego szkoda dyskutować o sztuce, artystach i wolności, bo to kolejna pułapka, a przedstawienia podobne mają charakter rewolucyjny i polityczny, są manifestacjami, zbiorową rewoltą jeszcze w ramach teatrów, ale stają się przecież przedłużeniem demonstracji ulicznych. Nawet poetyka takich przedstawień to rodzaj uproszczonego, krzykliwego plakatu politycznego wzywającego do akcji i zbiorowej mobilizacji, wypisz, wymaluj, jak w zamierzchłym socrealizmie lat 40. i 50. w PRL. Tyle tylko, że wtedy był to nakaz władz komunistycznych, płynący z Moskwy, teraz to niby spontaniczne, acz powtarzane już do znudzenia i zupełnie tendencyjne, ilustrujące parę prostych tez ideologicznych, działanie „twórcze”, importowane, jak zaznaczyłem, z Zachodu, głównie z Niemiec. Trudno też poważnie traktować bełkot twórców w rodzaju chorwackiego reżysera, bo to wypowiedzi, w których nie należy doszukiwać się jakiegoś sensu, lecz trzeba widzieć w nich narzędzie politycznej i kulturowej walki. O co?
Skoro była mowa o PRL, to trzeba ze wstydem przyznać, że mimo represyjnego systemu politycznego, powstał wtedy o wiele lepszy teatr (oczywiście po upadku socrealizmu) niż po 1989 roku, w czasach wolności i niepodległości III RP. Wystarczy przypomnieć przedstawienia takich reżyserów jak Swinarski, Dejmek, Axer, Grzegorzewski, Prus i wielu innych, którzy byli także dyrektorami i stworzyli wybitne zespoły aktorskie. Powstały wtedy także teatry eksperymentalne i awangardowe Grotowskiego, Kantora czy Tomaszewskiego, a także ambitne i kontestacyjne teatry studenckie. Były też reinterpretacje klasyki polskiej, takie choćby daleko idące jak Grotowskiego, czy bardziej powierzchowne, liczące na poklask, Hanuszkiewicza, ale nie pozwalano sobie jednak na grafomańskie i pasożytnicze nicowanie literatury teatralnej.
Zygmunt Hübner, który jest patronem Teatru Powszechnego, człowiek, który stworzył wiele wybitnych zespołów teatralnych, na pewno nie dopuściłby do powstania takiego przedstawienia jak obecna „Klątwa”. Teatr dzisiejszy często żeruje na dawniejszej literaturze, udając, że twórczo ją odczytuje i współcześnie reinterpretuje, rekonstruuje, dekonstruuje, a w końcu unicestwia. W tym wypadku autorzy przedstawienia „Klątwa” wykorzystali strzępy dramatu Wyspiańskiego do jakiejś własnej, aktualnej publicystyki teatralnej, zamiast napisać sobie własny scenariusz teatralny. W podobnych przypadkach chodzi nie tylko o wykorzystanie jakichś utworów literackich, ale często o ich ośmieszenie i skompromitowanie treści, które przedstawiają. Trudno oprzeć się wrażeniu, że podobne przedstawienia są nie tylko dowodem jakiejś impotencji twórczej, braku myśli, planu i pozytywnego celu działania, ale też zupełnej niefrasobliwości i braku świadomości, co wyniknie z takiej działalności. Nie zdają sobie sprawy, że sami dokonują zamachu na teatr przy pomocy wątpliwej ideologii, agresywnych środków, prowokacji i manipulacji. Nie zdają sobie też chyba sprawy, że sami podważają zaufanie widzów do teatru, pogrążają to, co można nazwać sztuką teatru, ograniczają aktorską kreacyjność. Niszczą komunikację z widzem, choć o to podobna teraz tak zabiegają. Nie zdają sobie sprawy, że już zniszczyli lub przewrotnie odwrócili pojęcia i wartości, do których tak chętnie się przyznają: dialog, dyskusja, porozumienie, ponieważ w ich ustach one już nic nie znaczą, nie istnieją. Taki teatr zdominował teraz polskie sceny i spustoszył widownie, choćby wiwatowały tam grupy nie wiadomo jakich zapaleńców. Przedstawienie takie jak „Klątwa” przypomina bardziej jakieś czarne msze lub organizację parateatralnej ideologicznej sekty niż teatr, który dotąd znaliśmy.
Szkoda, że nie słychać w tej sprawie krytycznych głosów teatralnego środowiska. Kiedyś umiało się ono zachować jak trzeba. W stanie wojennym ogłosiło bojkot telewizji PRL, a nielicznych aktorów, którzy się z niego wyłamywali, publiczność wyklaskiwała ze sceny. Niedawno aktorzy Teatru Starego w Krakowie odmówili udziału w przedstawieniu wg „Nieboskiej Komedii” Krasińskiego w reżyserii tego samego chorwackiego reżysera, który chciał wtedy przy użyciu jednego z naszych wybitnych poetów wypuścić teatralną fałszywkę o odwiecznym polskim antysemityzmie. Dziś wielu przedstawicieli środowiska teatralnego umywa w tej sytuacji ręce i nabiera wody w usta, uznając, że to deszcz pada, a nie że plują ze sceny. A ci najbardziej znani, którzy postanowili porzucić teatralne (i filmowe) role i przemówić własnym głosem, prowadzą dziś własne dziwne wojny z wiatrakami. Dla sławy, dla wszystko jedno jakiej sławy, i dla miłego grosza.
Strona 2 z 2
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/kultura/331744-tonacy-teatr-brzydko-sie-chwyta-prowokatorzy-i-skandalisci-musza-zrozumiec-ze-ta-bron-jest-obosieczna?strona=2
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.