Błyskotliwy, autoironiczny scenariusz, krwiste postacie, świetne tempo akcji i, co najistotniejsze, doskonała satyra na świat teatru. Pilotażowy odcinek „Artystów” pokazuje, że potrafimy robić seriale na wyśrubowanym światowym poziomie.

Od pierwszych minut pierwszego odcinka „Artystów” widać, że stoi za nim teatralny duet Monika Strzępka/ Paweł Demirski. W takich „środowiskowych” produkcjach szalenie istotna jest wiarygodność opowiadanej historii i realizm świata, do którego na co dzień widzowie nie mają wstępu. Dlatego właśnie kochamy gangsterskie filmy Scorsese, że zrobione są przez chłopaka z Małej Italii, który oddychał światem pokazywanym na ekranie, a nie doświadczał tego świata z książek. Nie inaczej jest w przypadku serialu, który oddaje specyfikę polskiego, utrzymywanego z pieniędzy podatnika teatru nie mniej błyskotliwie niż osadzony na Broadwayu Oscarowy „Birdman” Alejandro Gonzáleza Iñárritu.

Artyści” opowiadają o Teatrze Popularnym mieszczącym się w Pałacu Kultury i Nauki, którego dyrektor popełnia samobójstwo. Na jego miejsce przychodzi z prowincji, młody i ambitny dyrektor, grany przez charyzmatycznego Marcina Czarnika. Już pierwszy dzień w nowej pracy przyprawia nowego dyrektora o wielki ból głowy. Absurdalna biurokracja, nieufność aktorów, którzy szybko jednak szukają sposobu jak wkupić się w łaski nowego szefa, wredni recenzenci szwendający się za kulisami, i w końcu napuszone gwiazdy rządzące de facto teatrem. Jak przetrwać w takiej dżungli?

„Artyści” to kawał kapitalnej satyry na środowisko artystów. Satyrę autoironiczną i (zaznaczam, że to recenzja po pierwszym odcinku) niewyrachowaną. Momentami można mieć wrażenie, że gdzieś powrócił duch Stanisława Barei, który potrafił uwypuklać absurdy codziennego życia Polaków, wyśmiać specyficzne dla Polski układy i układziki. A przecież wiele z PRL zostało przeniesione do III RP. W „Artystach” kasowana jest pieczołowicie przygotowywana przez nowego dyrektora premiera Szekspira przez… spalony most w Warszawie. Władza musi dać przecież pieniądze z funduszu na kulturę na naprawę dróg. Mam wręcz wrażanie, że motyw ten powstał, by wykpić znaną z niespecjalnej miłości do kultury władzę w stolicy. Dostaje się też głaskanym przez całe środowisko teatralnym grafomańskim modernistom, którzy bez poczucia żenady uwspółcześniają każdą klasykę, kreując się na kieszonkowe wersje Hanuszkiewicza. Motyw z bełkotliwą hipohopową wersją „Natrętów” Bielawskiego z Karolakiem w głównej roli to autoironia w najlepszym wydaniu.

Dobry scenariusz można poznać nie tylko po sprawnie poprowadzonej głównej intrydze, ale również iskrzących pobocznych wątkach i zapadających w pamięci epizodycznych postaciach. Ewa Dałkowska w roli sprzątaczki rozmawiającej z duchami aktorów mieszkającymi w teatrze czy cyniczny portier w wykonaniu Edwarda Linde Lubaszenko mogą stać się postaciami kultowymi. Tak jak cały serial, jeżeli jakość pilotowego odcinka zostanie dociągnięta do końca serii. Odnoszę jednak wrażenie, że z każdym kolejnym epizodem może być jeszcze lepiej.

Premiera „Artystów” 5 września 2016 roku na antenie TVP2.