"Rycerz Pucharów". Filmowy teolog przyrody o pustce hedonizmu. RECENZJA

„Rycerz Pucharów”,  reż. Terrence Malick,  dystr. Monolith
„Rycerz Pucharów”, reż. Terrence Malick, dystr. Monolith

Terrence Malick jest absolutnym wyjątkiem we współczesnej kinematografii. To reżyser ekscentryczny (od kilku dekad nie udziela wywiadów ani nie pojawia się publicznie) i chodzi wyłącznie wytyczoną przez siebie drogą. Zupełnie różną od współczesnych trendów zarówno artystycznych, jak i ideologicznych. Wypracował własny język filmowy. Niepodrabialny, trudny i wymagający od widza wielkiego skupienia podczas seansu.

W czasie mody na laicyzm robi kino głęboko chrześcijańskie, choć zupełnie różne od twórczości Tarkowskiego, Bressona, a już na pewno twórców kiczowatych „christianmovies”. Za małe gaże chcą z nim pracować największe gwiazdy, które często są przez niego wycinane z ostatecznego montażu filmu. Potrafi rozkochać w sobie krytyków i branżę filmową, czego dowodem jest Złota Palma za „Drzewo życia”, i wzbudzić szczerą niechęć, co się zdarzyło po wygwizdanym w Berlinie „Rycerzu pucharów”. Właśnie dlatego film wychodzi u nas od razu na DVD. Szkoda, że tego wizualnego cacka ze zdjęciami trzykrotnego zdobywcy Oscara Emmanuela Lubezkiego nie mogliśmy zobaczyć na wielkim ekranie.

Ostatni film Malicka to dowód, że amerykański reżyser jest jednym z najbardziej niezrozumianych współczesnych artystów. Jestem jednak przekonany, że ten film otrzyma kiedyś godne miejsce w historii kina. Zasługuje na to. To kolejne wybitne dzieło krytykujące pustkę dzisiejszej cywilizacji. Po własnej interpretacji Księgi Hioba („Drzewo życia”) i pięknym „ukąszeniu” Pieśni nad Pieśniami („Wątpliwości”) niepokorny reżyser opowiada o nicości hedonizmu uosobionego przez plastikowy Hollywood. Jest to miejsce, które Malick odrzucił. Rick (Christian Bale) jest odnoszącym sukcesy zawodowe scenarzystą. Jeździ szybkimi samochodami, upaja się narkotykami, alkoholem i przygodnym seksem z modelkami. Jego życie jest jednak pozbawione znaczenia. Nie potrafi ułożyć sobie relacji z ojcem (Brian Dennehy), żoną ani w kolejnych związkach. Ufa tylko bratu (Wes Bentley), który próbuje go wyciągnąć z bagna Los Angeles. Jego życie przepełnia chaos, śmierć i nienawiść do siebie samego.

Ten film to jeden wielki szkic szeptanych dialogów, modlitw, które tworzą coś na kształt duchowego pamiętnika. Rick podobnie jak inni bohaterowie filmów Malicka od czasu wybitnej wojennej „Cienkiej czerwonej linii”, którą po 20 latach niespodziewanie wrócił do kina, szuka Boga. Ale tego chrześcijańskiego. Boga kochającego i karzącego. Wymagającego pokuty za popełnione grzechy. Malick jest surowy wobec współczesnego hedonizmu uosobionego przez postać graną przez samczego Antonia Banderasa, ale również wykluczającą potomstwo kobietę sukcesu o twarzy Cate Blanchett.

Możliwe, że z tego powodu film znienawidziły feministki, dla których obraz cierpiącej z powodu wykluczenia potomstwa „wyzwolonej kobiety” jest zbyt drażliwy. Malick nic sobie jednak z poprawności politycznej nie robi. Jego poetyckie, symboliczne kino ociera o Felliniego z czasów „8 i ½”, ale jest o wiele bardziej alegoryczne. To już kolejny z rzędu film amerykańskiego outsidera, w którym ważną rolę odgrywa nauczający o cierpieniu ksiądz (Armin Mueller-Stahl), będący przeciwwagą choćby dla kochanki Ricka (Natalie Portman), która dokonuje aborcji. Nie przez przypadek kilka razy w filmie słyszymy „Exodus” Wojciecha Kilara, który dopełnia kazanie (ach jak lewica nie lubi tego w kinie!) Malicka.

Choć tytuł filmu jest zaczerpnięty z wizerunku na jednej z kart tarota, trudno odczytywać wizję Malicka jak newage’owy bełkot, co próbowali zrobić niektórzy domorośli interpretatorzy religijnych filmów.Owszem Malick jest zafiksowany na punkcie ewolucji i dbania o środowisko naturalne. Niemniej jednak amerykański filmowiec to jedyny obecnie teolog przyrody w światowym kinie, co pewnie spodobałoby się papieżowi Franciszkowi. Jest to teolog wciąż niezrozumiany i nieodkryty. Spróbujcie za nim podążyć mimo trudów, jakie zadaje widzowi. Śpieszmy się doceniać takich filmowców. W gąszczu komercji i tandety za szybko odchodzą.

5/6

Film dostępny na VOD ( m.in cineman.pl) i DVD

„Rycerz Pucharów”, reż. Terrence Malick, dystr. Monolith

Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...