"Boska Florence". Słodko-gorzka historia ze świetnym klimatem i rewelacyjną rolą Meryl Streep. RECENZJA

YT
YT

Boska Florence” (reż. Stephen Frears) jest kolejnym dowodem, że prawdziwa historia „najgorszej śpiewaczki świata”, która dzięki odziedziczonej fortunie robi karierę - na przekór okolicznościom i swojemu beztalenciu - nie po raz pierwszy inspiruje twórców. W Polsce fani perypetii Florence Jenkins znają jej postać z występów Krystyny Jandy (Teatr Telewizji, Och-Teatr), a całkiem niedawno dość głośno było o filmie „Niesamowita Marguerite”.

WIĘCEJ: „Niesamowita Marguerite”. Najgorsza śpiewaczka świata wchodzi na salony. RECENZJA

Tym razem opowieść o Jenkins, która na ekrany polskich kin trafi w piątek, to bardzo klimatyczny, a przy tym kameralny, wręcz prosty film, co w tym przypadku okazuje się dużą zaletą. Zabawna (a przy tym równocześnie smutna) historia śpiewaczki staje się doskonałym polem do popisu dla talentu Meryl Streep. Choćby dla jej zmagań z samą sobą i otaczającym światem warto zajrzeć do kina.

Dobrym wyborem było również obsadzenie Hugh Granta w roli St. Clair Bayfielda. Aktor znany z pociesznych ról w romantycznych komediach odnajduje się w „Boskiej Florence” jako mąż, kamerdyner i organizator życia głównej bohaterki. Dba o to, by złota klatka, w której znajduje się Jenkins nie zetknęła się z rzeczywistością i prawdziwą oceną jej możliwości. Do czasu… Warto wyróżnić również postać odgrywaną przez Simona Helberga, który szerszej publiczności przedstawił się niemal wyłącznie w „Teorii wielkiego podrywu”. Tym razem pojawia się jako Cosmé McMoon - przezabawny pianista, który przygrywa do śpiewu Jenkins przekonanej o swoim talencie.

Boska Florence” to momentami bardzo wesoła, wręcz kabaretowa historia (świetne dialogi!), choć po prawdzie to raczej słodko-gorzki film o wykreowanym świecie, spełnianiu marzeń za wszelką cenę i roli muzyki w życiu człowieka. Jedni zachwycą się aktorskimi popisami duetu Streep-Grant, inni odnajdą w historii Jenkins po prostu interesującą opowieść na sobotni wieczór, jeszcze inni mogą zakochać się w klimacie Nowego Jorku lat 40.

Tak czy owak - warto zobaczyć. Dobre, spokojne, klimatyczne, ciepłe kino. Tylko tyle i aż tyle.

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...