Po co piszę recenzję filmu, którego głównym przesłaniem jest złamanie wszelkich norm poprawności politycznej ( jest tu nawet gejowski seks nienawidzących się Araba i Żyda) , szokowanie liczbą „fucków” i obrazową seksualnością? Tylko po to by popkulturalne nieuki nie puszczały na pokaz swoich dzieci. Ja na seansie filmu dozwolonego w USA od 18 lat widziałem nieletnich.

Seth Rogen, James Franco, Jonah Hill, Danny McBride, Michael Cera, Craig Robinson, Evan Goldberg - kinomani znają dobrze nazwiska tych ziomów, którzy co roku raczą nas takimi komediami jak „To już jest koniec”, „Supersamiec”, „Sąsiedzi” czy „Wywiad ze słońcem narodu”. Teraz zaprzęgając na pokład Salmę Hayek i Edwarda Nortona opowiadają o świecie produktów spożywczych dostępnych w supermarkecie. Nie wiem czy wiecie, ale parówki, musztardy, chipsy, banany i nawet papier toaletowy żyją, i rozmawiać z nimi można dopiero po wpakowaniu w siebie sporej dawki heroiny. Inaczej my - bogowie - nie widzimy ich cierpienia i kupując je, dajemy im nadzieję na podróż do raju.

Cóż, produkty te nie wiedzą, że ich rajem jest nasza paszcza, do której trafiają po tym jak doświadczą na sobie magii obieraczki do warzyw, noży, patelni, maszynek do mięsa i całego arsenału narzędzi tortur, które w swoim arsenale chętnie zobaczyliby mieszkańcy farmy w „Teksańskiej masakrze piłą łańcuchową”. W końcu jedna marząca o sparowaniu z bułką (Kirsten Wilig) parówka ( Seth Rogen), zdaje sobie sprawę z religijnego opium, jakim jest zatruty świat jego spożywczych ziomów. Wraz z kilkoma innymi śmiałkami ( w ekipie jest m.in Żyd, Arab, Meksykanka Taco o lesbijskich skłonnościach) zamierza w nocy przedrzeć się przez świat marketu ( z dzielnicami włoskimi, azjatyckimi i krainą lodu za lodówkami) by poznać prawdę o swoim losie.

Rogen ze spółką nie udają, że chcą zrobić satyrę na poziomie South Park - równie niepoprawnego i szokującego, ale przemyślanego show dwójki zdeklarowanych libertarian. „Sausage Party”, w przeciwieństwie do świetnego autoironicznego „To już jest koniec” tych samych twórców, to jeden wielki, niesmaczny żart najaranych trawą kumpli o seksie analnym, oralnym, grupowym, podlany wszystkimi możliwymi ludzkimi wydzielinami. Trzeba nadmienić, że twórcy to Żydzi więc mają prawo stworzyć postać Hitlera, który chce eksterminować juice (sok), którego wymowa brzmi jak Jews (Żydzi). Mogą pokazać też analny seks między psioczącymi na siebie Żydami i Arabami. Nie zostaną oskarżeni o antysemityzm. Na ich miejscy bałbym się jednak zemsty ISIS.

Chłopaki mają też ambicję by wprowadzić do swojej animacji wątek ideologiczny. Oto świat jest zatruty religijnym fanatyzmem, iluzją powszechnego szczęścia po dostaniu się do raju. Co jest na niego odpowiedzią? Rewolucja mordująca „bogów” i jedna wielka seksualna orgia wszystkich ze wszystkimi. No i również „prawo do swojego ciała”. A więc jednym słowem, hipisi są wciąż żywi i robią filmy. Są przy tym o wiele głupsi, niż ich rodzice taplający się w błocie Woodstock i nagrywający nieśmiertelną muzykę tudzież jak beatnicy piszący ponadczasowe książki. To pokazuje tylko upadek ich ideologii.

Niemniej jednak „Sausage party” jest animacją, na swój perwersyjny sposób, zabawną. Polecam wyłącznie osobom tolerancyjnym na najbardziej prostackie poczucie humoru, i przestrzegam niedouczonych rodziców: ten film naprawdę nie jest dla dzieci, mimo, że jest animacją. Siedząc na sali kinowej odezwał się we mnie cenzor, który z miną Patrica Batemana z „American Psycho” miał pożenić z ostrzem (oczywiście tylko pióra) idiotów, którzy widząc słowo „animacja” automatycznie myślą o Disneyu.

3/6

„Sausage Party”, reż: Conrad Vernon, Greg Tiernan, dystr: UIP