"Warcraft. Początek. Sztuka wojny sztuką marketingu. Recenzja

„Warcraft. Początek”, reż: Duncan Jones, dystr: UIP
„Warcraft. Początek”, reż: Duncan Jones, dystr: UIP

Przeniesienie kultowej gry na kinowy ekran zawsze stanowi nie lada wyzwanie. Krok ten może reanimować znaną markę, albo odmienić dotychczasowy odbiór fanów. Jest to chyba dość ryzykowne przedsięwzięcie, gdyż wciąż filmy bazujące na grach komputerowych stanowią mniejszość w stosunku do inspiracji innymi dziełami kultury. Ten rok przynosi nam jednak dwa interesujące tytuły, na które z pewnością wielu dotychczasowych graczy z niecierpliwością czeka – „Warcraft: The Beginning” oraz „Assassin’s Creed”.

W zeszłym miesiącu na ekranach polskich kin pojawiła się ta pierwsza produkcja, czyli epicki film fantasy osadzony w uniwersum wykreowanym przez studio Blizzard, które podbiło serca fanów kolejnymi odsłonami gry RTS (trzy części gry Warcraft) oraz najsłynniejszym MMORPG – World of Warcraft. Po serii gier i niekończących się oraz częściowo irytujących dodatków, przyszedł czas na powrót do korzeni. Warcraft: The Beginning to ekranizacja w reżyserii młodego Duncana Jonesa, opowiadająca o starciu cywilizacji ludzi i orków, czego podstawą fabularną jest pierwsza gra z serii wydana w 1994 roku.

Fabuła prezentuje się następująco: ciesząca się długoletnim pokojem kraina Azeroth staje w obliczu śmiertelnego zagrożenia. Świat ludzi, krasnoludów i Wysokich Elfów zostaje najechany przez hordy orczych przybyszy z innego wymiaru, którzy zmuszeni do opuszczenia rodzinnych stron, poszukują dla siebie nowego domu. Pod przywództwem potężnego szamana rasa orków nie zważa jednak na zastany w nowym świecie porządek i zajmuje coraz to nowe terytoria. Jak widać akcja nie wydaje się zbyt skomplikowana, jednak ewentualne pretensje z nią związane należy kierować do twórców gry – wszak to na jej podstawie przenosi się na wielki ekran komputerową fabułę. Co więcej, zapoznając się z tym krótkim opisem można odnieść wrażanie, że coś podobnego miało już miejsce. Nasuwa się skojarzenie z najazdami barbarzyńców na Imperium Rzymskie. Tyle jednak o wydarzeniach w filmie, trzeba bowiem zaznaczyć, że nie warstwa fabularna jest jednak najistotniejsza w tej produkcji.

Warcraft: Początek” to film zrealizowany z myślą o graczach, fanach uniwersum, którzy z nadzieją wyczekiwali nowego produktu spod firmowego znaku Blizzarda. Trzeba wprost ostrzec potencjalnych fanów klimatów fantasy, że łatwość oglądania i podekscytowanie wynikać może w dużej mierze ze znajomości gier. Niestety to, co może u jednych wyzwalać sentymentalne wspomnienia, dla innych może stanowić istotną wadę produkcji. Widz zostaje wprowadzony w świat bez przygotowania, co więcej, reżyser zdaje się za wszelka cenę pokazać nam jak najwięcej miejsc i postaci, na których widok fani zareagują bardzo ochoczo, a które innym mogą wydać się dodane na siłę. Brakuje wprowadzenia w świat przedstawiony, jak chociażby ustami elfki Galadrieli uczynił to Peter Jackson we „Władcy Pierścieni: Drużynie Pierścienia”. Akcja mknie niezwykle szybko, dużo się dzieje. Reżyser chciał przedstawić jak najwięcej w ograniczonym jednak czasie projekcji. Niestety nie udało mu się to, choć nie można powiedzieć, poza jednym czy dwoma wyjątkami, że zawarł w produkcji sceny będące zapychaczami czasu. Przeciwnie, widz raczej oczekiwałby rozwinięcia każdej z nich. Podkreślę jednak jeszcze raz, że piszę to wszystko ze stanowiska fana produkcji Blizzarda.

Pod względem wizualnym film jest majstersztykiem i tylko ślepy los mógłby odebrać tej produkcji nagrody za najlepsze efekty specjalne. O ile w wielu ekranizacjach można narzekać na przerost formy nad treścią, formę identyfikując z CGI [Computer-generated imaginery], to tutaj nie tylko uniwersum przedstawione wygląda po prostu przepięknie. Warto nadmienić, że sytuacja tego wymaga. Świat ten od podstaw tworzony był komputerowo, na potrzeby gry. Wykreowane przed wielu laty krajobrazy i zabudowane lokacje są niepowtarzalne, stąd nie trudno zrozumieć, że wszelkie już istniejące w grach szczegóły, które nie miały swego odpowiednika w  realnym świecie, musiały być wygenerowane również komputerowo. W zasadzie cała przestrzeń wygląda na stworzoną przy pomocy Green Boxa, choć do pewnego stopnia byłem zafascynowany, czy dany element krajobrazu jest realny, czy to tak perfekcyjne wykorzystanie CGI. Niektórzy jednak, szczególnie wyczuleni na punkcie scenerii, mogą się poczuć zniesmaczeni, że nawet wierzchowce bohaterów zostały wygenerowane komputerowo. Z drugiej jednak strony efekty magiczne robią wielkie wrażenie i warto było czekać na tak dopracowany pod względem przesycenia efektami specjalnymi film.

Warcraft: The Beginning to próba reanimacji marki Blizzarda, która po wpompowaniu wszelkich środków w rozwój coraz nudniejszego MMORPG World of Warcraft, musiała jakoś uratować swoją pozycję. Mogła uczynić to w wypróbowany sposób, sięgając do korzeni uniwersum. Uważam, że film ten jest hołdem oddanym wiernym fanom, stąd może też się nie spodobać przypadkowym widzom. Dlaczego tak uważam? Sytuacja wydaje mi się analogiczna do ostatniego epizodu „Gwiezdnych Wojen”, który miał nie tylko przywrócić wspomnienia związane ze Starą Trylogią, ale i wynaleźć potencjał na dalsze finansowe wykorzystanie uniwersum. Zarówno świat Warcrafta, jak i odległa galaktyka doczekały się związanego z sobą przemysłu obejmującego gry, książki, zabawki, filmy, przy czym rzecz jasna w różnej kolejności. Mogę mieć tylko nadzieję, że zarówno twórcy ekranizacji spod znaku Blizzarda jak i Lucasfilms zadbają o dotarcie do szerszego grona odbiorców – wszak tylko sam tytuł pierwszej ekranizacji powstałej na podstawie gry sugeruje, że czeka nas nowa seria filmów fantasy. Oby obecnie wypuszczona do kin produkcja nie podzieliła losu „Eragona”, bowiem w historii świata Warcraft tkwi niezwykły potencjał, który nie sprowadza się w sposób tendencyjny jedynie do walki dobra ze złem.

4/6

„Warcraft. Początek”, reż: Duncan Jones, dystr: UIP

Grzegorz Szymborski

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...