Jerzy Nasierowski z hukiem wraca na sceniczne deski. Czy to jeszcze sztuka, czy tylko żerowanie na skandalu?

Od czasu wrocławskiego spektaklu „Śmierć i dziewczyna ” o którym rozpuszczono plotki, że zagrają w nim aktorzy porno, trudno znaleźć spektakl budzący takie kontrowersje jeszcze przed premierą. Sceniczna adaptacja filmu „Dogville ” Larsa von Triera w warszawskim teatrze „Syrena ” bulwersuje, choć dopiero trwają próby.

Jestem zdumiony tak negatywną reakcją na zaangażowanie Nasierowskiego. Przecież ten człowiek nie opuścił więzienia wczoraj, A ja nie czekałem przed bramą, by pierwszy mu podać rękę. Wyszedł z więzienia trzydzieści lat temu. Co robić w takich przypadkach? Zamknąć przed nim wszelkie drzwi, niech zdycha na śmietniku?

— mówi mi Wojciech Malajkat, dyrektor artystyczny „Syreny ”.

W artystycznym środowisku Warszawy rzeczywiście nie brak ludzi, którzy nie chcieliby oglądać Nasierowskiego nigdzie i w żadnej roli. Ostentacyjnie odwracają głowę, gdy mijają go na ulicy.

Jednak to nie sam fakt zaangażowania Nasierowskiego budzi największe emocje, ale obsadzenie go w roli, która nieuchronnie kojarzy się z jego kryminalną przeszłością, co może być odbierane jako cyniczny marketing i komercjalizacja zbrodni.

Nasierowski został skazany na 25 lat za współudział w zabójstwie. Jego proces był jednym z najgłośniejszych procesów PRL– u, wyjątkowym spektaklem medialnym, który w 1973 roku przyciągał tłumy na salę warszawskiego sądu. Stała się rzecz niebywała. Na ławie oskarżonych zasiadł znany aktor, który grywał w Teatrze Powszechnym i Narodowym a także w popularnych filmach.

Szeroko pisano o jego arystokratycznych korzeniach, elitarnym kręgu znajomych i stylu życia.

I oczywiście o homoseksualnych wątkach — jednym z współoskarżonych był jego młody kochanek, poznany na ulicy młodociany hydraulik, z którym Nasierowski dokonywał napadów i włamań.

Pisząc tekst „Życiowa rola szubrawca ”, opublikowany w ostatnim numerze „wSieci ”. rozmawiałam z Nasierowskim przez wiele godzin, usiłując zgłębić jego motywacje i sposób myślenia.

Socjopata. Na pewno jestem socjopatą. Można też powiedzieć, że jestem amoralny. Niektórzy ludzie są daltonistami, nie widzą pewnych kolorów. A ja nie zauważam reguł, których przestrzegają inni. I zawsze kochałem kraść

— wyznał w pewnej chwili Nasierowski. I taka chyba jest prawda. Zawsze bawiły go rzeczy, które szokują innych i szukał mocnych wrażeń. Jego sposób działania był prosty — bywając w zaprzyjaźnionych domach ukradkiem wyciągał cudze klucze z kieszeni, robił ich odcisk, a zaprzyjaźniony ślusarz dorabiał duplikat. Zaczął od domu znanego malarza Franciszka Starowieyskiego, potem okradał inne osoby z kręgu artystycznych elit. Śmierć Anny Wujek, samotnej kobiety, o której bogactwie opowiedziała Nasierowskiemu sąsiadka, była właściwie przypadkiem. Zakneblowana, udusiła się od zbyt dużej ilości chloroformu. Jak uznał sąd, chociaż Nasierowskiego nie było w jej mieszkaniu, był mózgiem tej zbrodni, zdobył chloroform i wysłał na napad swego kochanka i jego znajomego. Miał spędzić w więzieniu dwadzieścia pięć lat, odsiedział tylko dziesięć. Rękopis powieści, którą zaczął tam pisać. przemycony przez adwokata, trafił do Krzysztofa Zanussiego. Dzisiaj reżyser bagatelizuje swoją rolę w uwolnieniu Nasierowskiego, ale to właśnie on podsunął rękopis Romanowi Bratnemu i zainteresował go losem aktora. Bratny, pisarz niezwykle wpływowy, pupilek systemu, załatwił w końcu Nasierowskiemu ułaskawienie. W początku lat dziewięćdziesiątych mogło się wydawać, że Nasierowski osiągnie nawet sukces.

Nakład jego książka „Zbrodnia i… ” w której opisał swój proces i pobyt w więzieniu, rozszedł się jak świeże bułeczki, robiono jej pirackie kopie i sprzedawano na bazarze. Ale boom trwał bardzo krótko. Przeminął bez śladu.

Ciągle czekam na swoje wielkie entree

— mówi mi z lekką autoironią 82 letni aktor.

Właściwie jego historią ma morał, co z pewnością jego samego, afiszującego się z amoralnością, by zirytowało. Zbrodnia nie popłaca. Los Nasierowskiego, który kiedyś był królem życia, to wręcz powieściowy przykład.. Stracił przyjaciół i wypełnione muzealnymi antykami mieszkanie, wegetuje utrzymując się z małej renty.

Odrzucają go nawet kręgi, z którymi chciał się utożsamić. Środowisko LGTB odepchnęło go, bo nie pasuje do koncepcji miłego, pozytywnego geja, który w zasadzie jest taki sam, jak inni, więc społeczeństwo powinno go zaakceptować. Nie chce go „Krytyka Polityczna ”, a przecież — jak podkreśla Nasierowski — idealnie tam pasuje.

Mitem założycielskim nowej lewicy była obrona gejowskiego klubu „Le Madame ”. To była ich obrona Częstochowy. Nie rozumiem więc, dlaczego kazali mnie wyrzucać ochronie. Ale ja będę tam wracał i położę się przed drzwiami

– zapowiada i ta perspektywa wyraźnie go cieszy. Skandal jest przecież jego żywiołem.