„Obecność 2”. Od zjawiskowego horroru do taniego efekciarstwa. Recenzja

Obecność”, reż: James Wan, dystr: Warner Bros
Obecność”, reż: James Wan, dystr: Warner Bros

O artystyczno- komercyjnym sukcesie świetnej „Obecności (2013) zdecydowało zachowanie w niej idealnej proporcji między subtelnym, zbudowanym minimalistycznymi środkami old schoolowym horrorem w stylu „Egzorcysty”, a opartym na utartym schemacie sensacyjnym kinem grozy przeznaczonym dla masowego widza. Kwestią czasu była decyzja o nakręceniu sequela. Szczególnie, że archiwum kontrowersyjnego małżeństwa demonologów Eda i Lorraine Warrenów jest potężne i wystarczy na jeszcze kilka filmów.

Od razu zaznaczam, że piszę tekst z pozycji człowieka wierzącego i świadomego, że na świecie działa osobowe zło. Przeczytałem niejedną książkę o pracach egzorcystów i poświęciłem filmom traktujących o opętaniach cały rozdział mojej książki „Bóg w Hollywood”. Jednocześnie rozumiem, że osoby uważające, że „diabła niet” jak Boga w wizji Gagarina potraktują „Obecność 2” wyłącznie w kategoriach rozrywkowego kina, w którym liczy się głównie wbicie w fotel przerażonego widza. Na tej płaszczyźnie film Jamesa Wana może się podobać. Ba, pojawiają się głosy, że jest to chrześcijańska propaganda. Jeżeli tak jest w rzeczywistości, to jest to propaganda bardzo płytka. Ja wymagam od takiego kina znacznie więcej.

Wan opowiada tym razem o interwencji małżeństwa Warrenów ( Patrick Wilson, Vera Farmiga) w londyńskim Enfield. W 1977 roku samotna matka czwórki dzieci doświadczyła obecności złośliwego Poltegreista, za którego działaniem, według Warrenów, krył się groźny demon. Przypadek był opisany przez tabloid Daily Mirror i pokazany w telewizyjnym reportażu. O nawiedzeniu domu przez nieznaną siłę zaświadczali nie tylko sąsiedzi, ale też interweniujący policjanci. W sieci można znaleźć nagrania z rozmów z rzekomo opętaną dziewczynką. Dlaczego piszę o jej opętaniu z dystansem? Kościół katolicki, którego kapłani mają przygotowanie duchowe i psychologiczne do walki ze Złym, jest bardzo ostrożny w uznawaniu przypadków opętania, co twórcy filmu dobitnie zresztą podkreślają. Warrenowie utrzymywali, że zostali upoważnieni przez przedstawicieli Kościoła do zbadania sprawy, ale sam Kościół nie widział podstaw by sprawą zajął się egzorcysta.

Od pierwszych minut filmu czuć w nim pewną i sprawną rękę Wana, doskonale potrafiącego grać na instrumentach kina grozy. Nie przez przypadek amerykańsko-azjatycki reżyser został uznany kilka lat temu za odnowiciela gatunku. Skrzypiące drzwi, przesuwające się przedmioty, samoistnie włączające się zabawki- wszystko to widzieliśmy w horrorach o opętaniach czy nawiedzonych domostwach. Jednak Wan precyzyjnie żongluje tymi elementami. Idealnie gra cieniem, światłem i odbiciami w lustrze czy ekranie telewizora. Niestety za tymi sztuczkami nie kryje się żadna istotna treść. Nie wymagam by Wan zrobił katolickie kino na poziomie „Egzorcyzmów Emily Rose” czy nawet „Rytuału”. Mógł natomiast pokusić się o rozwinięcie choćby ciekawie zarysowanych w pierwszy filmie postaci Warrenów. Niestety ich duchowe rozterki są wtórne i zamykają się w absurdalnej scenie rodem z najpospolitszego kina akcji. „Obecność 2” rzeczywiście wywołuje ciarki na plecach. Przez mniej więcej kwadrans, by potem przeistoczyć się w banalną, niewybijającą się ponad przeciętność opowiastkę z upiorami pojawiającymi się w szafie.

Wan popełnia ten sam błąd co Scott Derrickson w „Zbaw nas od złego”. Jak szybko tylko może, zatapia film w skrojony pod poziom i gusta zjadaczy popcornu sensacyjniak, gdzie bohaterowie ratują się nawzajem w ostatniej chwili, a demony wyskakują z każdego kąta obrazu. Dosyć prędko staje się to nużące i obniża mozolnie podkręcaną temperaturę. Ostatecznie wszystko jest tak przesadzone, że rzuca cień na wiarygodność pokazanej na końcowych napisach serii zdjęć z sesji Warrenów oraz oryginalnych nagrań z sesji z 11-letnią córką, od której zaczęły się dramatyczne wydarzenia.

Po tym jak James Wan odrzucił możliwość wyreżyserowania „Annabelle” ( figuruje jako producent) czyli spin offu „Obecności”, wierzyłem, że dba on by horrory sygnowane jego nazwiskiem wybijały się ponad przeciętność. Wan zrobił horror, z którego znów przebija się chrześcijańska prawda o osobowym złu, które może być pokonane tylko przez krzyż. Niestety tonie to wszystko pod nieznośną dawką efekciarstwa.

3/6

„Obecność”, reż: James Wan, dystr: Warner Bros

Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...