"Piknik z niedźwiedziami". Droga życia w wersji light. Recenzja

„Piknik z niedźwiedziem”,  reż. Ken Kwapis, dystr. Kino Świat
„Piknik z niedźwiedziem”, reż. Ken Kwapis, dystr. Kino Świat

Od lat męskie ikony kina lubią igrać na starość ze swoim wizerunkiem. De Niro, Pacino, Nicholson, Hoffman, Walken, Arkin — każdy z nich w wieku emerytalnym stworzył jakąś wariację swojej ikonograficznej kreacji aktorskiej. Przyszedł czas na Roberta Redforda i Nicka Nolte.

**Redford wciela się w Bryana Brysona, który opisał w książce swoją próbę przebycia na piechotę liczący 2 200 mil Szlak Appalachów. malowniczą trasę łączącą stany Georgia i Maine. Zmęczony, popadający w mizantropię, wypalony zawodowo pisarz jeszcze raz chce przypomnieć sobie o dawnej sławie podróżnika, od  której dziś zblazowany odcina kupony. Stateczny mąż troskliwej Catherine (Emma Thompson), ojciec i dziadek zabiera w drogę zapijaczonego Stephena, dawnego donżuana, który jedyny z kumpli odpowiada na jego zaproszenie.

Dwaj poróżnieni przez prozę życia przyjaciele na nowo odkryją jego sens i własne przeznaczenie. Wszystko wśród dzikiej i momentami śmiertelnie groźnej przyrody. „Piknik z niedźwiedziami” to przyjemna, sentymentalna, szlachetna komedia wpisująca się w zawsze modne kino o „odnalezieniu samego siebie”. Widzieliśmy ten schemat w Lynchowskiej „Prostej historii” czy chrześcijańskiej „Drodze życia”.

To kino dosyć konserwatywne w wymowie. Celebruje wierność małżeńską, męską przyjaźń i poświęcenie. Nolte ujmująco igra z własną chropowatą męskością, a Redford mimo 80 lat na karku (sic!) wciąż promienieje chłopięcym czarem. Brakuje wręcz koło niego Paula Newmana, z którym tworzył w latach 70. XX w. kultowy duet. Niemniej tercet Redford, Nolte i fenomenalnie sfotografowana dzika Ameryka gwarantują miłą rozrywkę na letnie wieczory w kinie. Tylko tyle i aż tyle.

„Piknik z niedźwiedziem”, reż. Ken Kwapis, dystr. Kino Świat

Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...