wSieci: "Ojciec" . Pretensjonalny, ekshibicjonistyczny i narcystyczny film. Recenzja

„Ojciec”, reż. Artur Urbański,  dystr. Kino Świat
„Ojciec”, reż. Artur Urbański, dystr. Kino Świat

Jeżeli twórca głośnej „Bellissimy” Artur Urbański jest fanem kina Xaviera Dolana („Tom”, „Mama”), będzie zadowolony z tego porównania. „Ojciec” to film równie pretensjonalny, ekshibicjonistyczny i narcystyczny jak dzieła wycmokanego przez krytyków młodego Kanadyjczyka. Ja kina Dolana nie trawię, co tłumaczy częściowo moją awersję do dzieła Urbańskiego. Ten nie tylko wzorem Dolana obsadza się w głównej roli, lecz i mocno eksploatuje własną intymną historię rodzinną. Robi to z równie irytującą manierą.

Konstanty (Urbański) jest hipsterem w średnim wieku, mieszkającym na placu Zbawiciela zwanym nie przez przypadek „placem Hipstera”. Ma młodszą i pochodzącą z Italii żonę Milę (Karolina Porcari) oraz (a jakże!) anglojęzyczną przyjaciółkę i zarazem podstarzałą lesbijkę Kate (Renate Jett). Jego toczące się na imprezach i w drogich knajpach życie zmienia się, gdy rodzi mu się dziecko. Narodziny poprzedza jednak tragiczna śmierć ojca (Zygmunt Malanowicz).

Urbański rzeczywiście doświadczył w jednym czasie narodzin potomka i śmierci własnego ojca. Od dawna chciał też o tym opowiedzieć. Nie wiem tylko po co. Ten film nie wnosi zupełnie nic do gatunku, a nawet w zestawieniu z podobnymi historiami wypada nad wyraz blado. Trudne ojcowsko-synowskie relacje są szalenie popularnym tematem kina, czego Urbański zdaje się nie dostrzegać. Nie wymagam, by był przenikliwy jak Hirokazu Koreeda („Jak ojciec i syn”) czy Terrence Malick („Drzewo życia”), ale mógłby chociaż się pokusić o oryginalność jak Piotr Trzaskalski w „Moim rowerze”.

Jeżeli zaś „Ojciec” miał być terapią dla samego Urbańskiego, to zapraszanie na nią widzów jest czystym sadyzmem. Obraz wałęsającego się posępnie i cierpiętniczo po centrum Warszawy Konstantego ma głębię „Hello” Adele puszczanego w zwolnionym tempie.

Film Urbańskiego jest też stylistycznie rozdarty między baśniowe retrospekcyjne sceny z dzieciństwa chowanego przez chimerycznego ojca Konstantego a utrzymaną w tonie zaangażowanego, obyczajowego kina opowiastkę rozpadu małżeństwa już dorosłego mężczyzny. O ile jeszcze w pierwszym przypadku, mając przed kamerą charyzmatycznego Malanowicza, Urbański ciekawie odsłania kolejne warstwy osobowości ojca, o tyle wiwisekcja małżeństwa jest infantylna i zupełnie niewiarygodna. Do ostatniej minuty filmu w zasadzie nie mam pojęcia, skąd u bohaterów biorą się tak głębokie spory i dlaczego kończą się rozbiciem z pozoru kochającej się rodziny. Czy hipsterzy są po prostu ulepieni z tak miękkiej gliny, że błahe problemy rozsadzają ich całe życie?

Choć jako człowiek mieszkający na warmińskiej ziemi nie mam złudzeń co do przedstawicieli „trendycoolowej” warszawki, nawet ja nie kupuję wizji Urbańskiego. Do tego dochodzi zupełnie mętna relacja Konstantego z lokalnym dilerem i alfonsem granym przez absurdalnie przerysowanego Dawida Ogrodnika i nonsensownie upodobnioną do Matyldy z „Leona zawodowca” jego siostrę (Michalina Olszańska). Jest jeszcze wątek tajemniczego sąsiada (Andrzej Konopka), który ma widza w finale uderzyć obuchem w głowę niczym ostatnie rozdziały „Platformy” Houellebecqa.

Niestety Urbański nie ma umiejętności ironicznego spojrzenia na własne życie jak francuski skandalista, nie mówiąc już o talencie do żonglerki gatunkową narracją. Dowodem na to są właśnie ostatnie sceny filmu, które dobitnie obnażają brak pomysłu na inteligentne podsumowanie tej intymnej historii. Podejrzewam jednak, że „Ojciec” znajdzie swoich piewców wśród krytyki filmowej. Możliwe, że z perspektyw stolika i stojącej na nim sojowej latte w knajpie na placu Zbawiciela problemy życiowe Polaków tak właśnie wyglądają. Mnie o wiele bardziej interesuje któraś z kamienic sąsiadujących z mieszkaniem Konstantego, do której swego czasu wszedł Krzysztof Krauze.

2/6

„Ojciec”, reż. Artur Urbański, dystr. Kino Świat

Film w kinach od 10 czerwca.

Co jeszcze w kulturze tygodnika wSieci?

Publicyści w nowym wydaniu tygodnika piszą także o kulturze i sporcie. W artykule „Bardzo groźne ptaszki” Łukasz Adamski zastanawia się nad interpretacją filmów dla dzieci pod kątem społeczno-politycznym. „>Angry Birds. Film< to Trumpowska agitka przeciwko imigrantom? Kto by się spodziewał, że oparta na kultowej grze na komórki animacja będzie odbierana przez pryzmat kryzysu imigracyjnego? Nie pierwszy raz widzowie i krytycy doszukują się ideologicznego przekazu w filmach dla dzieci” – pisze dziennikarz. Ponadto podsumowanie bardzo udanego w tym roku Festiwalu „Dwa Teatry” w tekście „Święto teatrów z największą widownią w kraju” oraz materiał Adama Ciesielskiego o twórczości i nowej płycie Boba Dylan

Więcej artykułów w nowym numerze tygodnika „wSieci” w sprzedaży od 6 czerwca br., także w formie e-wydania – szczegóły na http://www.wsieci.pl/e-wydanie.html.

Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...