Zaremba: Poznańska młodzież od Salezjanów stawia na Fredrę

Maria Kuczek (Marta), Łukasz Kowalczyk (Alfred)
Maria Kuczek (Marta), Łukasz Kowalczyk (Alfred)

Zachwalałem już na tym portalu szkolne przedstawienia polonistki Anny Kukorowskiej z poznańskiego liceum Salezjanów. I nic dziwnego, że będąc w Poznaniu, mogącym się wykazać szczególną kulturą teatralną, nie mogłem nie wpaść 12 kwietnia na premierę „Pierwszej lepszej” Aleksandra Fredry w wykonaniu Licealnej Grupy Teatralnej.

Pisałem już o jej koncepcji teatru opartego przede wszystkim o rozumne odczytanie tekstu – zarówno Wyspiańskiego, Fredry czy Jana Augusta Kisielewskiego jak Gombrowicza czy Mrożka. Nie uwodzącego formalnego sztuczkami, w co teatr młodzieżowy też czasem ucieka. Akurat pani profesor ma nawet ograniczone możliwości takiego uciekania – przedstawienia odbywają się w szkolnej pracowni polonistycznej. Prawda przestronnej, ale też mocno ograniczającej młodych aktorów. Mają do dyspozycji głownie mimikę i umiejętność wyrazistego (i wyraźnego) mówienia.

Przed rokiem LGT zupełnie zasłużenie wygrała poznański festiwal Coolturalne szkoły – przedstawieniem „Szczęśliwe wydarzenie” Sławomira Mrożka. Bardzo efektownym, choć zagranym w pięć osób, na ciasnej przestrzeni. Tym razem wystartowali z czymś może mniej wystrzałowym. „Pierwsza lepsza” to dość przewidywalna opowiastka z epoki.

A jednak z podziwem patrzyłem, jak została ona wykorzystana do zabawy z widzem. Widzem przyzwyczajonym do całkiem innej ekspresji. Wiersz, humor sytuacyjny, zabawa cudzym kosztem, ale też delikatność i ciepła pointa. To coś, czego nam na co dzień bardzo brakuje. Młodzież z LGT ten brak wypełnia, a reżyserka ma świetną intuicję w aranżowaniu fredrowskiej lekkości.

Wybijali się: Maria Kuczek grająca ze swadą podwójną rolę (bo rzecz zasadza się na przebierankach) i  wiecznie skonfundowany Łukasz Kowalczyk jako Alfred. Ale wymieńmy też resztę zespołu: Mateusz Boiński jako Zdzisław, Jadwiga Płuciennik jako Elwira, Adrianna Widlarz jako Zosia. Doskonale się bawili i zabawa udzieliła się publiczności.

Na takie teatry amatorskie warto chuchać i dmuchać – gra w nich młodzież nie powodowana ambicją zawodowej kariery, a potrzebą najbardziej godziwej rozrywki, jaką jest obcowanie ze słowem. Dlatego pisałem, że Annę Kukorowską i jej podobnych warto ozłocić.

Jadwiga Płuciennik (Elwira)

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...