„Cuda z nieba”. W krzyżu cierpienie i miłość. Przejmujący ewangelizacyjny film. Recenzja

Cuda z nieba”, reż:  Patricia Riggen, dystr: UIP
Cuda z nieba”, reż: Patricia Riggen, dystr: UIP

Oparty na faktach „Cuda z nieba” dotyka fundamentalnego pytania: dlaczego Bóg pozwala na cierpienie swoich wiernych owieczek.

Zawsze wierzyliśmy w cuda, przynajmniej w teorii. „Dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych” – mówiono nam, a raz na wiele, wiele lat słyszałam o czymś zupełnie nieprawdopodobnym, co rozwiewało ludzkie lęki. A teraz trzymam taki cud we własnych rękach.

mówi w otwierającej film scenie Christy Beam ( Jennifer Garner). Christi jest szczęśliwą mamą trójki uroczych dziewczynek, żoną ambitnego weterynarza Kevina ( Martin Henderson), który na teksańskiej farmie właśnie założył wielką klinikę dla zwierząt. Rodzina Beamów jest też oddana Bogu. Co niedziela bierze udział w nabożeństwach lokalnej wspólnoty, kierowanej przez pastora Scotta ( John Carroll Lynch). Małżeństwo wychowuje dzieci zgodnie z biblijnymi przykazaniami. Wszystko się zmienia, gdy kilkuletnia córeczka Annabelle (Kylie Rogers) zapada na śmiertelną gastryczną chorobę. Chorobę powodującą niewyobrażalny ból, cierpienie i ostatecznie powolną śmierć.

W jednej chwili życie rodziny Beamów zostaje przewartościowane. Pojawiają się też pytania o fundamenty spajające rodzinę. Gdzie jest Bóg, gdy jest tak bardzo potrzebny. Dlaczego go nie słychać i nie widać. Przecież dopiero co wielbiony przez społeczności duchowy przewodnik przekonywał, że tylko wiara jest prawdziwym pancerzem. Czy uchroni ona rodzinę patrzącą na cierpienie ukochanego dziecka?

Christy robi wszystko, by uratować córeczkę. Jedzie do Bostonu i „cudem” trafia do światowej sławy pediatry, zajmującego się skomplikowanymi chorobami dzieci. A jednak nie potrafi już modlić się w swoim kościele. Swoimi słowami zadaje odwieczne pytanie Jezusa na krzyżu: „czemuś mnie opuścił?! Pastor mówi, że tajemnica cierpienia jest nieodgadniona. Banał? Ale cóż innego można w takim momencie powiedzieć. Jak pocieszyć patrzącą na konanie własnego dziecka matkę? Pastor wyjawia więc, że w chwilach cierpienia szedł zarówno z Bogiem jak i bez niego. „Uwierz, że lepsza jest ta pierwsza opcja”. Ale jak w to uwierzyć, skoro ukochana córeczka, która jeszcze niedawno grała w piłkę nożną, bawiła się na farmie ze zwierzętami, dziś jest faszerowana lekami, karmiona rurkami wpuszczanymi przez nos i nie możę zapiąć spodni przez coraz bardziej nadęty, bolący brzuszek**. Jak zrozumieć Boży plan, skoro brakuje nawet pieniędzy na bilety lotnicze do miasta, gdzie jest szansa na polepszenie bytu dziecka?

„Chcę iść do nieba, by już nie bolało”- mówi na szpitalnym łóżku Annabelle. Dla zdruzgotanej mamy jest to cios nokautujący psychicznie, fizycznie, a na pewno duchowo. Jednocześnie dziewczynka nie wyrzeka się wiary. Ba, oddaje swój ukochany krzyżyk umierającej na raka na sąsiednim łóżku dziewczynce. Oburza tym niewierzącego ojca koleżanki, który nie chce by robić córeczce złudnych nadziei. Ale ten krzyżyk pomaga. Daje nadzieję. Wiarę w nowe życie. A co z wielkim krzyżem Annabelle? Jak to kruche dziecko ma go nieść?

Krzyż to nie tylko cierpienie, ale również pokonanie śmierci. Pokonanie przez miłość. Będąca w ukochanym teksańskim domu Annabelle doświadcza wypadku na spróchniałej topoli. Przez dziuplę wpada do środka pustego drzewa. Nieprzytomna musi zostać wyciągnięta przez straż pożarną. Wypadek znów wszystko zmienia w rodzinie Beanów. Christi pada na kolana przed drzewem, które okaże się być drzewem życia. Cudu, jakiego doświadczyła rodzina nie są w stanie wytłumaczyć lekarze, a jednak nie mogą zaprzeczyć, że miał on miejsce. Choć nazywają go inaczej. „Nie mów o tym każdemu”- mówi zapłakana ze szczęścia Christi, słuchając zdumiewającej opowieści córeczki o wizycie w niebie. Czy to tylko dziecięca wyobraźnia? Ale jak wytłumaczyć nagłą remisję choroby, na którą nie ma nawet lekarstwa? „Ok mamo. I tak nie wszyscy uwierzą. Tak miało być”- odpowiada Annabelle.

Siłą „Cudów z nieba” jest wyczucie z jakim zostało film zrobiony. Dzięki kobiecej ręce reżyserki Patrici Roggen idealnie wybrzmiewa przejmująca rola Jennifer Garner. Matczyna siła zderza się z duchowym zwątpieniem i religijnym odrodzeniem. Znakomita jest też Kyle Rogers w roli cierpiącego, ale mężnego dziecka. Cieszy też zniuansowanie niezwykłej historii, która została opisana w wydanej też w Polsce bestsellerowej książce. Nie ma w filmie taniego szantażu emocjonalnego i ckliwych chwytów, o które nie trudno w opowieści o śmierci klinicznej i dotknięciu Boga.

Twórcy zostawiają pewne furtki, które pozwalają nie do końca wierzyć w opowieść dziewczynki o cudownym uzdrowieniu przez samego Boga. Riggen jest mniej sugestywna niż autorzy „Niebo istnieje…naprawdę” czy bracia Kendrick, specjalizujący się w pełnych patosu christian movies. Wizja raju opisanego przez dziecko jest wyjęta z obrazów Moneta. To właśnie waniliowe niebo zachwyciło dziewczynkę, gdy odwiedzała muzeum w Bostonie. Może więc mamy do czynienia z niewyjaśnionym fenomenem ludzkiego umysłu? Również cuda, których doświadczyła rodzina nie zamykają się tylko w niewytłumaczalnym uzdrowieniu, ale też dobroci napotkanych ludzi ( świetny epizod Queen Latifah). To oni pomogli swoją bezinteresownością rodzinie Beanów. A może byli narzędziami w rękach Boga, który- jak pisał Vittorio Messori- lubi pojawiać się w półcieniu?

Opowieść Beamów jest przyjmowana z rezerwą przez faryzejską część wiernych. Zarzucają oni rodzinie chęć bycia w blasku fleszy. Świadectwo daje jednak nawrócony dzięki spotkaniu Annabelle ateista. Kolejny cud? Cudem w tej opowieści nie jest tylko bezpośrednia boska interwencja, ale zwykłe, codzienne kierowanie się naukami jego Syna. Miłością, poświęceniem i bezgranicznym zaufaniem Bogu, który za pomocą nadzwyczajnych cudów mówi nam, że jest. Wciąż czuwa.I wspiera rodzinę, której jedność rozsadza całe cierpienie. Historia rodziny Beanów jest tego dowodem. Ja im wierzę.

4/6

„Cuda z nieba”, reż: Patricia Riggen, dystr: UIP

Autor

Wiadomości Google

Kliknij Obserwuj i bądź na bieżąco!

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...