„Psy mafii”. Znakomita obsada we wtórnym i nonsensownym filmie o „brudnych glinach”. RECENZJA

„Psy mafii”, reż: John Hillcoat, dystr: UIP
„Psy mafii”, reż: John Hillcoat, dystr: UIP

Fantastyczna obsada i dobry reżyser nie uratowały wtórności kolejnej opowieści o brudnych i skorumpowanych glinach. Po „Dniu próby”, „Królach ulicy”, „Policji” czy dwóch seriach „Detektywa”, trzeba naprawdę oryginalnego scenariusza, by cokolwiek ożywczego w tej tematyce powiedzieć. „Psy mafii” są natomiast zlepkiem elementów, które do cna wyeksploatował w ostatnich latach David Ayers, nie mówiąc już o klasykach Lumeta czy Ferrary.

Wyłącznie za jedną rzecz można film Johna Hillcoata pochwalić. Opowieść o grupie gliniarzy (Chiwetel Ejiofor, Anthony Mackie, Norman Reedus, Clifton Collins Jr.) wykonujących skoki dla rosyjskiej mafii pod wodzą żony rosyjskiego gangstera (Kate Winslet nie do poznania!), sprawdza się momentami jako krwisty sensacyjniak. Sceny strzelanin na ulicach Atlanty nie ustępują rozmachowi „Gorączki” Manna i ocierają się o realizm „Bogów ulicy”. Problem w tym, że nie ma tutaj na tyle charyzmatycznych postaci, by widz mógł się przejąć losem któregokolwiek z bohaterów. Scenariusz jest chaotyczny, ilość postaci zbyt wielka, by można było którąkolwiek satysfakcjonującą rozwinąć. Zupełnie nieporuszający jest jedyny sprawiedliwy policjant o twarzy Caseya Afflecka, którego postać w zasadzie symbolizuje cały film. O ile można zrozumieć motywacje lidera grupy pracujących dla mafii gliniarzy, o tyle trudno dostrzec głębsze motywacje całej reszty postaci. A jeżeli już jakakolwiek psychologiczna głębia się pojawia, to jest żenująco wtórna i wyświechtana. Ba, Woody Harrelson wciela się w potłuczonego życiowo gliniarza-pijaka rodem z „Brudnego gliny”, gdzie grał niemal identyczną rolę!

Opowieść o pracujących dla bandytów stróżów prawa powinna kipić od gęstych emocji. Natomiast jest to film zimny i irytująco pozbawiony duszy. Porażka Hillcoata, który przecież zrealizował tak ciekawe obrazy jak „Propozycja” czy „Gangster” jest o tyle bolesna, że momentami ten film ma potencjał na dobry policyjny dramat. Przejawia się to choćby w postaci policjanta, który pracuje dla rosyjskich siepaczy by móc spotykać się z ukochanym synkiem. Istota tej postaci ginie jednak w gąszczu kulawo prowadzonej akcji.

Sprawdza się więc stara prawda, że mając na ekranie aktorską śmietankę, nie da się zrobić filmu bez dobrego scenariusza. W „Psach mafii” wiele scen jest tak nieklarownych, nonsensownych, iż mam wrażenie, że ten film został topornie pocięty przez producentów. Trudno uwierzyć by tak miałki tekst zainteresował tak znamienite nazwiska. Niestety to właśnie ta nazwiska przyciągają do kina widzów. Apeluję więc by nie dać się oszukać ujadaniem tych psów. Brak im ostrych kłów.

2/6

„Psy mafii”, reż: John Hillcoat, dystr: UIP

Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...