Polacy tacy są właśnie. Gdy człowiek tu do czegoś dojdzie, musi się liczyć z tym, że wcisną mu wszystkie grzechy, nawet te, których nie ma na sumieniu

— mówi w obszernym wywiadzie na łamach „Gazety Wyborczej” Andrzej Wajda.

W niedzielę Andrzej Wajda kończy 90 lat. Z tej okazji w „GW” przeprowadziła długą rozmowę z reżyserem. Autorka wywiadu Donata Subbotko stwierdza w nim, że w kwestii spraw polskich „nie ma bardziej polskiego reżysera”. I zadaje pytanie odnośnie planów rządu dotyczących wspierania filmów patriotycznych.

Filmy patriotyczne to najbardziej chciał robić generał Moczar. Oni i jego ludzie uważali, że nie robię takich filmów i nie jestem patriotą. Także ja to przerobiłem w PRL-u. Zresztą powstał już film patriotyczny „Bitwa pod Wiedniem”. Zwycięstwo wiedeńskie okazało się największą klęską polskiej kinematografii. Poza tym artysta może sobie wybrać - chce być sługą narodu, to jest, bardzo proszę, ale nikt nie może mu takiej roli narzucać

— mówi Wajda.

Reżyser „Wałęsy. Człowieka z nadziei” odniósł się także do tego właśnie filmu w kontekście ostatnich doniesień IPN-u. Nie obawia się krytyki, bo twierdzi, że przekazał w nim prawdę.

Ta władza się zmieni i jej wersja historii nie przetrwa. A jeśli chodzi o moje filmy, to mogę chyba powiedzieć, że świat je zna i wie, że one własnie niosą prawdę o tym kraju.

Również nie przejmuje się zawartością teczek gen. Kiszczaka o TW „Bolku”. Twierdzi, że to nie ma dla niego znaczenia.

Poznałem Lecha Wałęsę w czasie historycznych wydarzeń, znam rolę, jaką w nich odegrał, mało mnie obchodzą mniej czy bardziej sfabrykowane dowody z przeszłości

— przekonuje.

Uważa też, że w Polsce obecnie głosi się nacjonalistyczne idee, co przypomina mu Polskę przedwojenną.

Wałęsa to wytwór tej Polski, którą ja chcę widzieć. Polskę ludzi, którzy biorą odpowiedzialność za innych. Patrzę z niepokojem na to, co się dzisiaj dzieje, ale nie mogę nie pamiętać tego społeczeństwa, które dało dowody patriotyzmu, tworząc „Solidarność”. Stało się to, co było marzeniem poprzednich pokoleń, nagle przy robotnikach stanęli intelektualiści, artyści. To się teraz musi powtórzyć.

Uderza też w tę część Polaków, która krytycznie odnosi się do niego bądź Lecha Wałęsy.

Polacy miotają się od ściany do ściany, przynajmniej ta część, która nie chce się skonfrontować z cywilizowaną Europą. Świat się zmienia, chcemy czy nie chcemy, a my mamy odwracać się od niego, siedzieć w papuciach przy kominku i czytać Sienkiewicza? Za chwilę nawet kominka nie będzie, bo wytniemy lasy i spalimy wszystko, co jest do spalenia

— ironizuje.

Liczy, że dla nich otrzeźwiająca będzie rzeczywistość ekonomiczna.

Kiedy ci, którzy wspierają złote myśli narodowo-patriotyczne, zobaczą, jak kurczą im się zarobki, to szybko otrzeźwieją.

I choć reżyser zapewnia, że nie poucza nikogo i nie uważa siebie za najlepszy przykład do naśladowania, to trzeba przyznać, że przekonanie o swej nieomylności wydaje się być co najmniej dziwne. Najwyraźniej są osoby odporne na wszelkie fakty…

lap/Gazeta Wyborcza