Podtrzymuję: w polskim teatrze jest mnóstwo hochsztaplerki. Co nie znaczy, że jestem rzecznikiem teatru li tylko klasycznego, realistycznego. To nonsens

Jan Klata/YouTube
Jan Klata/YouTube

Kilka tygodni temu napisałem w tygodniku wSieci tekst „Teatr hochsztaplerów”.Z jednej strony powinienem być zadowolony – wywołał falę burzliwych reakcji. Biorąc pod uwagę logikę dzisiejszych debat: czegóż chcieć więcej.

Z drugiej część tych „polemik” reprezentowała poziom zawstydzający. Nie chodzi mi o to, że byłem przedmiotem gniewu autorów, ale o to, że profesor Kosiński, wiceprezes Instytutu Teatralnego i wykładowca na Uniwersytecie Jagiellońskim, nie umiał z siebie wykrzesać wiele poza kpinami z mojego nazwiska („zarembiście”), sugestiami, że „donoszę” na „nieprawomyślne” przedstawienia do nowej władzy i tezę, że atakuję to czego nie rozumiem. A więc geniusz Jana Klaty przerasta mnie.

Kpiny z nazwiska pokazują jak nisko upadają profesorowie, którzy poczują potęgę sieci (bezkarne popluwanie na innych, jakaż rozkosz).

Co do tezy o politycznej naturze tego sporu, ona pozwala unikać jego meritum. Raptem wczoraj pewien senator zrelacjonował mi wypowiedzi Kazimierza Kutza na temat głupich reżyserów dla których patentem na sukces jest wypuszczanie na scenę aktorów z nagim przyrodzeniem. – Żeby się chociaż na tej scenie odlewali. Ale i to nie – rzucał właściwym sobie językiem wybitny reżyser teatralny i filmowy. Kogóż miał na myśli? Zagadka. Ale człowiekiem najszerzej pojmowaniem prawicy Kutz z pewnością nie jest. Ja z kolei cytowałem opinie Fronczewskiego. Holoubka. Ale jestem pisowcem, ale donoszę. Dyskusja zmienia się w bezmyślne porykiwanie. Kto nie z PiS, ten z Klatą? Naprawdę?

A co do geniusza tegoż Jana Klaty. Jeśli pomysł grania Stanisławy Przybyszewskiej na modłę Witkacego jest wykwitem szczególnej mądrości, cóż… Wbrew temu co twierdzą moi krytycy nie reaguję na podobne sztuczki zgorszeniem. Uważam je za skrajnie niedorzeczne, nieracjonalne, infantylne. Wygłupy dla epatowania maluczkich jawią mi się jako coś bezpłodnego i jałowego. Kto tu jest mądry, a kto głupi? Rozstrzygnie historia.

Na wortalu E Teatr ukazał się też tekst Szymona Spichalskiego, który polemizuje z prof. Kosińskim. Odnosząc się do jego tezy, że w Polsce ciągle dominuje teatr tradycyjny, Spichalski pisze, że może i tak jest, ale to ten nietradycyjny jest uznawany za objawienie i zbiera nagrody. „Lepszy nieudany eksperyment niż poprawna konwencja” – tak streszcza nastawienie większości krytyków. Nic dodać, nic ująć – tak właśnie jest.

Ale pan Spichalski, ponieważ wypowiada się w imieniu części środowiska, musi się też odciąć ode mnie. Niestety przy pomocy uwag zbyt zdawkowych, żeby nie były gołosłowne.

Dowiaduję się, że dopuściłem się „pewnych uproszczeń” w stosunku do twórczości Konrada Swinarskiego. Tych uproszczeń dużo grubszych dopuszczał się choćby Holoubek. Ja nie wiem o co chodzi. Generalnie deklarowałem się jako entuzjasta teatru doby PRL-u, w tym wielu przedstawień Swinarskiego właśnie.

Owszem wywołałem furię Elżbiety Morawiec, nota bene w dziedzinie politycznej bardziej prawicowej ode mnie, z powodu nazwania przedstawień Swinarskiego „lewicowymi”. Tłumaczyłem jej, gorącej orędowniczce tego twórcy, że nie uważam słowa „lewicowy” za epitet, a za kategorię jak najbardziej neutralną. I z pewnością nie o ten typ wojującej, publicystycznej lewicowości, do której przyznają się dziś choćby cytowani przez Spichalskiego Strzępka i Demirski, mi chodziło.

Chodziło mi o pewien typ wyobraźni, która zakłada łatwą dekonstrukcję takich „autorytarnych” kategorii jak rodzina, tradycyjna moralność czy władza państwowa. Nie twierdzę, że sam Swinarski nazywał to lewicowością – w PRL-u tak się o swoich poglądach nie rozmawiało. I jestem otwarty na dyskusję z tym swoim twierdzeniem, pod warunkiem, że nie usłyszę znowu epitetów.

A jeśli ktoś przypomni po raz kolejny przy tej okazji, że nie jestem zawodowym krytykiem teatralnym (zrobił to i niejaki pan Majmurek z Krytyki Politycznej i prawicowa pani Morawiec) odpowiem: wszyscy państwo chętnie dzielicie się z nami sążnistymi komentarzami politycznymi, ale papierka uprawniającego do tego jakoś nigdy nie widziałem. Bo na polityce zna się naturalnie każdy, łącznie z najgłupszymi celebrytami, natomiast teatr ma być tajemną wiedzą niedostępną dla profanów.

Co jednak z widzami, którzy zawodowymi krytykami nie są? A do konkursu z wiedzy o polskim teatrze ostatnich kilkudziesięciu lat stanę chętnie. Może nie z panią Morawiec naturalnie, ona wie o tym wszystko, ale już z krytykiem filmowym Majmurkiem, z pewnością tak.

Ze zdziwieniem przeczytałem u pana Spichalskiego, że dzielę teatr na postmodernistyczny i dramatyczny. Gdzie ja to napisałem? Kiedy? Prof. Kosiński uczynił mnie rzecznikiem skostniałego teatru realistycznego. Po tym jak napisałem, że ze śmiercią Różewicza i Mrożka kończy się polska dramaturgia. Nonsens na nonsensie i nonsensem pogania. Polemiki polegające na tym, że nawet nie czyta się uważnie tego, co zamierza się zmieszać z błotem, ma w Polsce długą tradycję. Nie jest to jednak tradycja chlubna.

Mimo to tekst pana Spichalskiego na E Teatrze, przypisujący mi wymyślone stereotypy, przeczytałem z pewną nadzieją. Może stać Polskę na coś więcej niż połajanki grupki samozwańczych rzeczników teatralnego „postępu”. Które dla mnie są tyle warte co dla Mrożka „eksperyment” Stomila z „Tanga”. Nie pamiętacie o co chodzi? To zajrzyjcie.

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Autor

Wesprzyj telewizję wPolsce24! I naszą misję - dziennikarstwo śledcze Wesprzyj telewizję wPolsce24! I naszą misję - dziennikarstwo śledcze Wesprzyj telewizję wPolsce24! I naszą misję - dziennikarstwo śledcze

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych