"Vinyl". Wystrzałowy serial o mrokach showbiznesu spod ręki duetu Scorsese/Jagger. RECENZJA

Czytaj więcej Subskrybuj 50% taniej
Sprawdź
"Vinyl" reż: Martin Scorsese, HBO
"Vinyl" reż: Martin Scorsese, HBO

Martin Scorsese, Mick Jagger i twórca „Zakazanego imperium” Terence’a Wintera opowiadają o przemyśle muzycznym lat 70. I w zasadzie na tym zdaniu spokojnie może się skończyć tekst polecający nowy serial HBO „Vinyl”. Takie trio nie mogło po prostu popsuć tak charakterystycznego dla siebie tematu. Któż inny niż diabelsko nieśmiertelny dinozaur ze Stones’ów lepiej się nadaje na współautora scenariusza Wintera, który dowiódł umiejętności błyskotliwego mieszania smaczków z historii USA ze zdegenerowanym światem elit (to on napisał „Wilka z Wall Street”). Natomiast nazwisko Scorsese wciąż lśni tak mocno, że każdy projekt nim sygnowany staje się z miejsca kultowy.

Richie Finestra (Bobby Cannavale) jest zblazowanym szefem wytwórni American Century Records. Piękna żona (Olivia Wilde) i dzieci nie powstrzymują go od dzikich, libertyńskich imprez. „Za dużo tym nosem wciągnąłem” — mówi w początkowej, rodem z „Wilka z Wall Street” czy „Goodfellas”, mowie otwierającej serial. Richie to człowiek ulicy. Od pracy w najbardziej zawszonych i plugawych spelunach doszedł do pozycji multimilionera z własnym odrzutowcem. Teraz negocjuje sprzedaż swojej wytwórni Niemcom, którzy z jednej strony zabierają mu ukochane dziecko, z drugiej jednak przejmują coraz bardziej wyjałowioną z dobrych kontraktów fi rmę. Świat muzyczny zmienia się diametralnie, czego świadom jest tracący pozycję Finestra. Miejsce rocka zajmuje disco z Abbą na czele. Rodzi się też plastikowy pop. Z drugiej strony „sprzedanych komercji” rockmanów zastępują punkowcy spod znaku The Clash i Sex Pistols. Richie nie jest jednoznaczną postacią. Rozerwany między miłością do muzyki a prawami krwiożerczego rynku próbuje odzyskać dawno utraconą cnotę. „Muzyk to nie jest twój przyjaciel. To produkt” — podpowiada mu na początku kariery jego patron. Tak też sprzedał swoją pierwszą gwiazdę, która próbę wyrwania się ze szponów należącej do oprychów wytwórni płytowej przypłaciła zmiażdżoną krtanią. Zapłatą za sukces są codzienne upodlenie, kontakt ze zdegenerowanymi artystami i podejrzanymi biznesmenami. W takim świecie moralność można zasypać tylko kokainą i zapić 12-letnim single maltem.

Dwugodzinny pilot serialu wyreżyserował sam Scorsese. Fenomenalne otwarcie jest kwintesencją stylu nowojorskiego maestro. Przemierzający nocą babilońskie ulice NY Richie ogląda świat widziany oczami Travisa z „Taksówkarza”. Tli się w nim jednak szczerość serca Franka z „Ciemnej strony miasta”. Grający prawdopodobnie rolę życia Bobby Cannavale idealnie pasuje do ikonografi cznych postaci z kina Scorsese. Na równi z Keitelem, Cage’em, De Niro tworzy rolę grzesznika szukającego odkupienia. Karą dla niego nie jest jednak płomień piekielny jak dla Charliego z „Ulic nędzy”, ale powrót do czystości muzyki. A ta jest oddzielnym bohaterem „Vinyla”. Scorsese jako pierwszy z kinowych buntowników lat 70. na ścieżce dźwiękowej fi lmu używał nie kompozycji, lecz rockowych hitów. Do klasyki kina przeszły sceny z „Ulic nędzy” z pulsującym „Jumpin’ Jack Flash”, „Mickey’s Monkey” czy „Rubber Biscuit”. Ba, każdy soundtrack fi lmu Scorsese to oddzielna perełka, „the best of the best” muzycznego eklektyzmu. Nie można zapominać, że Scorsese jest również twórcą genialnych muzycznych dokumentów o Stonesach, Bobie Dylanie, The Band, George’u Harrisonie czy o historii bluesa. Przenikliwa znajomość historii muzyki w połączeniu z jego przeżyciami z małej Italii, które zostały uwiecznione w wybitnej mafi jnej trylogii, dały teraz wystrzałowy efekt. W kolejnych odcinkach pojawią się świetnie napisane postacie Andy Warhola czy Alice Coopera. A to dopiero początek tej muzycznej opowieści.

„Vinyl” ma wszelkie zadatki, by przejść do historii kina. To gęsty, wiarygodny, do bólu realistyczny i bezkompromisowy obraz show-biznesu. Opowiedziany z taką energią i muzycznym powerem, że od razu po seansie będziecie szukać ścieżki dźwiękowej nie mniej szaleńczo niż Richie fiolki z białym proszkiem zasypującym zbrukane sumienie. „To właśnie rock’n’roll. Szybki, brudny cios w łeb” — mówi Richie. Scorsese nakręcił właśnie „Silence” o wymordowanych w XVII-wiecznej Japonii jezuitach, wracając po wielu latach do katolickich tematów. Może i w „Vinylu” ten fascynujący obszar twórczości Scorsese się pojawi? Gdzie indziej można oczekiwać odkupienia, jak nie w takim świecie?

6/6

„Vinyl”, reż. Martin Scorsese, premiera: 15 lutego na HBO. Dostępny też na HBO GO

Tekst pochodzi z rubryki „Adamski poleca, Adamski odradza” z tygodnika wSieci.

Autor

Wspieraj patriotyczne media wPolsce24 Wspieraj patriotyczne media wPolsce24 Wspieraj patriotyczne media wPolsce24

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych