Literatura faktu. Top 5 według Michała Żarskiego

Kolejny rok przyniósł kolejne mocne pozycje z kręgu literatury faktu, lub tych zbliżonych. Żyjemy bowiem w czasach, w których reportaż prasowy zanika, albo staje się narzędziem ideologicznej propagandy. Literackie, książkowe wcielenie tego gatunku przynosi jednak pozycje niemieszczące się w ograniczonych ramach politycznej poprawności, które każe czytelnikowi wyjść poza suflowany w mediach matrix. Oto przegląd tego, co moim zdaniem najciekawsze w szeroko pojętej literaturze faktu, wydawanej w kończącym się już roku 2015.

5. Jacek Matecki, Co wy, , wiecie o Rosji*

Reportaże z Rosji w ostatnich latach na księgarskich półkach pojawiają się dość często i jak to bywa, ilość nie przechodzi w jakość. Niektórym autorom wystarczy spędzić na wschodzie Europy kilka tygodni i pisać tak, jak chce Adam Michnik – przed aneksją Krymu o dobrym, a po niej – o złym Putinie, o wódce i śledziach. Jacek Matecki okazał się autorem, który wydał jedną z najważniejszych i najciekawszych książek reporterskich o Rosji, które ukazały się w ostatnich latach. Po pierwsze wykazał się pokorą i brakiem wyższości, która często towarzyszy autorom piszącym o Europie Wschodniej. A po drugie, nie teoretyzuje, nie dekonstruuje mitów, nie będąc głupio-mądrym antropologiem kultury (czytaj: kształconym jełopem) na doktorskim lub habilitacyjnym grancie. W jego pisaniu jest widoczna pasja, za to brak politycznej poprawności w ferowaniu sądów. I między innymi tak dobrze czyta się jego gawędy o rosyjskim nihilizmie i rosyjskiej duchowości.

4. Przemysław Dakowicz, Afazja polska

Dakowicz drażni, uwiera, jątrzy. Nie nadaje się do komitetów obrony dekoracji, bo mówi – i to o wiele głośniej niż inni – to, co mówią krytycy demokracji liberalnej. Nie boi się odmieniać przez przypadki słowa naród, krytykuje współczesnego człowieka bez właściwości, zapatrzonego w szklany ekran i brudzącego sobie ręce gazetami, którym nie jest wszystko jedno. Orze bezlitośnie propagandę sukcesu, a źródło choroby współczesnej Polski widzi przede wszystkim w amputowaniu narodowych wspomnień – historii. Jego diagnozy są smutne, ale niezwykle celne. Droga do poprawy sytuacji również jest bardzo prosta, tylko że dzisiejsze społeczeństwo w dużej mierze nie chce jej przyjąć. Eseje Przemysława Dakowicza skupiają się na rozpoznaniu choroby, która nazywa się liberalną demokracją, a z tą wiąże się historyczna amnezja.

3. Dariusz Rosiak, Ziarno i krew. Podróż śladami bliskowschodnich chrześcijan

Jak napisał Robert Mazurek – w czasach, w których wszyscy powtarzają komunały o uchodźcach i Bliskim Wschodzie, Rosiak jedzie tam i pisze własną książkę. I można by tę wypowiedź rozwinąć dalej. Bo gdy zaślepieni ignorancją europejscy urzędnicy w zdrowych byczkach ze smartfonami w dłoniach widzą umęczonych uchodźców, autor wybiera się śladem tych, którzy w dzisiejszym świecie są najbardziej prześladowani. Później z literackim zacięciem, ale bez akademickiego zadęcia, opisuje ginące, kurczące się chrześcijańskie wspólnoty z Libii, Egiptu czy Zachodniego Brzegu. Zadaje kłam niedouczonym chwalcom islamu i celowo oszukującym zachodnie społeczeństwa muzułmańskim konwertytom. A fakty mówią same za siebie: ten świat ginie i prawdopodobnie ze skutkiem śmiertelnym. Wszystkiemu zaś winna „religia pokoju”.

2. Łukasz Orbitowski, Inna dusza

Zdecydowałem się na ten tekst, mimo że jest powieścią. Porusza on jednak historię opartą na faktach z lat 90., głośnego i brutalnego morderstwa dwojga nastolatków z Bydgoszczy. Nie jest to jednak kryminał, nie jest to również reportaż. To oparta na prawdziwych wydarzeniach powieść dokumentalna, w której doskonale odbijają się realia okresu transformacji, zapomnianych już i lekko zakurzonych lat 90. Tekstem tym, bezdyskusyjnie najlepszym w karierze Orbitowskiego, autor pokazał, że jak mało kto potrafi opisywać naszą rzeczywistość. A to przecież powinna robić literatura faktu. Autor w męski i zdecydowany sposób sportretował Bydgoszcz, miasto brzydkie i ponure – ale pamiętać należy, że wówczas każde miasto w Polsce mniej więcej tak się prezentowało.

1.Lawrence Wright, Droga do wyzwolenia

I na koniec pozostał tekst, który jest zbiorowym portretem Stanów Zjednoczonych po II wojnie światowej, w czasach boomu technologicznego i wiążącego się z nim rozkwitu fantastyki naukowej. Bo oto właśnie jeden z podrzędnych twórców (ale bardzo płodnych) literatury science fiction L. Ron Hubbard zakłada własną religijną sektę, która za kilkadziesiąt lat stanie się lepem na naiwne gwiazdy Hollywood. Ponownie przywołam Roberta Mazurka, który stwierdził kiedyś, że aktorzy są bardzo głupią warstwą zawodową. Jak widać, nie tylko w Polsce, czego dowodzi dobrze udokumentowany i opisany przez Wrighta przypadek Toma Cruise’a – czołowego adepta scjentologii. Oprócz przygód wyżej wymienionego poznajemy w „Drodze do wyzwolenia” losy założyciela sekty oraz wielu innych związanych z nią osób, w tym tych, którzy odeszli i w związku z tym do dzisiaj mają poważne kłopoty.

Michał Żarski

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Autor

Wspieraj niezależne media Wspieraj niezależne media Wspieraj niezależne media

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych