Zmarł Jerzy Katlewicz – wspaniały dyrygent, świetny partner solistów, niezwykły człowiek. Muzyka była z Niego dumna

Fot. YouTube
Fot. YouTube

W Krakowie odszedł jeszcze jeden Wielki Artysta. Niedawno żegnaliśmy Adama Walacińskiego, nocą, z niedzieli na poniedziałek zmarł Jerzy Katlewicz. Pochodzący z Bochni dyrygent był niewątpliwie jednym z najwybitniejszych kapelmistrzów w powojennej Polsce.

Prędko muzyka się na nim poznała, bo ledwo ukończył Państwową Wyższą Szkołę Muzyczną w Krakowie, zdobył pierwszą nagrodę dla młodych dyrygentów w belgijskim Besancon. Jego mistrzem i nauczycielem był sam Artur Malawski. Wkrótce Jerzy Katlewicz stał się sławny nie tylko dzięki dokonaniom za dyrygenckim pulpitem, lecz także dzięki uwielbieniu przez pokolenia studentów, którzy pod Jego okiem nabierali wprawy we władaniu batutą.

Właściwie nie wiadomo, które Jego zalety były najważniejsze. Ukochanie muzyki polskiej, także współczesnej, niezwykła wprost staranność przygotowywanych koncertów, a może niezbyt częsta wybitna zdolność współpracy z solistami. I to zarówno tymi z najwyższej światowej półki, jak też z początkującymi skrzypkami, pianistami, wiolonczelistami… Wiele razy bywałem na próbach, które prowadził. Choćby z udziałem Wandy Wiłkomirskiej, Stefanii Woytowicz, Kai Danczowskiej, Witolda Małcużyńskiego… To były muzyczne spotkania na szczycie. Często ozdobione wymianą słów i gestów znamionujących bliskość muzycznych uczuć, ale przede wszystkim klasę. Nie tylko artystyczną. Jerzy Katlewicz był przez długie lata świetnym rozmówcą. Rodzinne tragedie związane z odejściem najbliższych miały swoją cenę, ale do końca swych dni, gdy jeszcze mógł pan Jerzy wychodzić z domu był człowiekiem serdecznym i ponad wszystko życzliwym.

Wiele swego czasu poświecił muzyce oratoryjnej, co było zwykłym uzupełnieniem Jego życia, ponieważ wiara niosła Mu natchnienie. To odczuwało się podczas spotkań i rozmów i żadne deklaracje nie były tu potrzebne. Polska muzyka straciła w osobie Jerzego Katlewicza wspaniałego wykonawcę i mistrza, dobrego ducha muzycznej sztuki. I ta Jego wyjątkowa skromność… Być tak wielkim i aż tak skromnym? Ukochany Panie Jerzy, jak dojść do tylu cnót naraz?

Nie piszę tu o licznych dokonaniach zmarłego Artysty na estradach Polski i świata. O nagraniach i koncertach, znamienitych festiwalach, wielu prawykonaniach. Wszystko jest spisane. Choćby w Wikipedii. Przypomniałem Wielkiego Pana Jerzego tak, jak Go spamiętaliśmy.

Nabożeństwo żałobne zostanie odprawione w Bazylice Mariackiej w Krakowie, 20 listopada o godz. 11.

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...