W ostatnich latach Disney przyzwyczaił nas do pełnych transgresji interpretacji klasycznych baśni na czele z „wybieloną” Diaboliną („Czarownica”) czy polującym na dziewczynkę w czerwonym kapturku wilku o skłonnościach pedofilskich („Tajemnice lasu”). Z drugiej strony Kenneth Branagh konserwatywnie ugryzł adaptację „Kopciuszka”, powracając w wielkim stylu do klasyki filmowych bajek. Anglojęzyczny debiut twórcy „Gomorry” Matteo Garrone w pewnym sensie umiejscawia się pomiędzy tymi dwoma filmowymi ujęciami baśniowych ekranizacji.

W obrazie „Pentameron” wskrzesza zapomniane, liczące ponad 400 lat opowiadania „neapolitańskiego Szekspira” Giambattisty Basilego. Autor „Reality” każdy swój film naznacza autorskim pazurem, unikając banału i schematyczności. Nie inaczej jest tym razem. Nie popada ani w hollywoodzką cukierkowość, ani nie zerka w stronę dziwactw Tima Burtona. Dostajemy więc opowieść o zaborczej, bezdzietnej królowej (Salma Hayek), zaprzyjaźnionym z gigantyczną pchłą królu (Toby Jones), który oddaje córkę dalekiemu od uroku Shreka ogrowi. Są tu też zaczarowane zwierzęta, smoki i dwie wiedźmowate siostry, z której jedna magicznie młodnieje i oddaje się zawadiackiemu księciu (Vincent Cassel). Wszystko jest zanurzone w klimacie grozy wirującej w wiejącym nad siedmioma górami i lasami wietrze seksualności.

Choć materiały promocyjne zapowiadają połączenie gore z baśnią, Garrone jest bardzo elegancki w ukazaniu przemocy. Puka w surrealistyczne drzwi, by szybko podlać mroczne fragmenty wysublimowanym humorem (np. grający króla John C. Reilly zabija podwodnego potwora w kombinezonie wyjętym z powieści Juliusza Verne’a!). Potrafi wzbudzić realne współczucie dla archetypicznych postaci. Włoski artysta unika modnego dziś filtrowania klasycznych baśni przez współczesny kontekst. Bronię tego zabiegu, gdyż pozwala on obcować nam z XVII-wiecznym oryginałem. Ma to swoje minusy.

Garrone mimo dwugodzinnego miszmaszu nie doprowadza kilku wątków do puenty. Nie oczekuję morału przypisanego do tego gatunku, ale zwykłej kropki nad i, którą stawiają nawet tacy niepoprawni filmowi baśniopisarze jak Guillermo del Toro czy Terry Gilliam. Niemniej „Pentameron” olśniewa wizualnie dzięki finezyjnym zdjęciom Petera Suschitzkiego i nastrojowej muzyki pracującego z Burtonem Alexandre’a Desplata.

Film otwiera marsz dworskich błaznów, którzy nie potrafią rozbawić cierpiącej królowej. Nas również Garrone nie wprowadzi w wesołkowaty nastrój. Za to w magiczny sposób zaprosi do groteskowego królestwa neapolitańskiego dworzanina, który w końcu inspirował samych braci Grimm.

4,5/6

„Pentameron”, reż. Matteo Garrone, dystr. M2Films

Recenzja pochodzi z tygodnika wSieci