„Miasteczko Cut Bank”. Pozbawiona duszy imitacja kina braci Coen. Szkoda znakomitej obsady. RECENZJA DVD

Shakman miał prawie wszystko by zrobić nietuzinkowy thriller. Charyzmatyczni aktorzy, klimatyczne miejsce i leżący przez lata na prestiżowej „czarnej liście” scenariusz. Nie ma on jednak tego, co czyniło z podobnych filmów Raimiego i Coenów perełki- brak mu talentu.

Już pierwsze sekwencja filmu zwiastuje nietuzinkowy thriller. Oto za pragnący wszelką cenę uciec z prowincji przystojniak Dwayne (Liam Hemsworth) kręci startującą w konkursie piękności swoją dziewczynę Cassandrę ( Teresa Palmer). Przy okazji rejestruje brutalne morderstwo listonosza, rozgrywające się za plecami dziewczyny. Jest to szok nie tylko dla tej dwójki. W mały miasteczku Cut Bank, które jest znane wyłącznie z najniższych temperatur w całym stanie Montana do morderstw nie dochodzi. Dlatego też szeryf ( John Malkovich) na widok krwi  i zwłok wymiotuje. Na domiar złego na tym wyjątkowym „zadupiu” pojawiają się kolejne krwawe mordy. Instynkt podpowiada szeryfowi, że ani Dwayne nie znalazł się przypadkowo w miejscu zbrodni, ani nie można od niej oderwać lokalnego dziwaka Derby Miltona (Michael Stuhlbarg). To właśnie ten „cuchnący” odludek popsuje cały misternie uknuty przez plan.

Film reżysera Matta Shakmana ( serial „Fargo” i „Mad Man”) i scenarzysty Roberto Patino ( „Synowie Anarchii”) to nie tyle krwawy thriller, ale przypowieść o przypadku rządzącym życiem ludzkim, absurdzie śmierci i banalności zła. Wszystko to wcześniej zawarli bracia Coen w kultowym „Fargo”,  i Sam Raimi z znakomitym „Prostym planie”. To jednak nie wtórność jest problem „Miasteczka Cut Bank”. Shakman nie potrafi wydobyć z historii elementów, dzięki którym film mógłby zaskoczyć widza, wznosząc obraz na wyższy wymiar. Intryga jest tutaj łatwa do odgadnięcia, bowiem nie ona jest istotą scenariusza. Shakman niestety nie potrafi wyciągnąć jego istoty.

Można odnieść wrażenie, że wręcz odhaczania kolejne zapisane podczas kręcenia kilku odcinków błyskotliwego serialu „Fargo” punkty dogmatyki Coenów. Jest to tym boleśniejsze, że na pokładzie ma tak znakomitych aktorów jak Malkovicz czy Billy Bob Thornton. Zamiast chuligańsko pograć na najciekawszych motywach wieloznacznego scenariusza Patino, jest wycofany, zagubiony i niezdarny. Nie klei z klimatem dusznego, trzymającego w swoich mackach mieszkańców miasteczka całej palety ekranowych dziwaków. Charyzmatyczny Billy Bob Thornton nie ma tutaj nic ciekawego do zagrania. Świetny w roli zapijaczonego zbereźnika Bruce Dern sprawia wrażenie obcego ciała, wyjętego z innego filmu. Jedynie Stuhlbarg ( znany m.in. z „Poważnego człowieka”, a jakże!, Coenów) tworzy naprawdę przerażającą kreacje psychopaty, choć również nie na miarę czarnych postaci z kina idoli reżysera.
„Miasteczko Cut Bank” jest jedynie imitacją, pozbawioną duszy, źle odczytaną przez reżysera opowieścią o ślepym losie, którzy rządzi naszym życiem. Szkoda, że Shakman był ślepy na istotę scenariusza Patino**.

2/6

„Miasteczko Cut Bank”, reż: Matt Shakman, dystr: Kino Świat

Autor

2 audiobooki w prezencie! Sprawdź 2 audiobooki w prezencie! Sprawdź 2 audiobooki w prezencie! Sprawdź
W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...