Film Sławomira Górskiego pt. „WOLNOŚĆ i NIEZAWISŁOŚĆ. Ostatnia Nadzieja” otrzymał główną zakończonego w sobotę VII Festiwalu „Niepokorni, Niezłomni, Wyklęci” w Gdyni.

To dokument pokazujący losy oficerów IV Zarządu Głównego „Wolność i Niezawisłość” na tle faktów historycznych. W filmie zobaczyć można poruszające relacje świadków. Autentyczne nagrania członków IV Zarządu Głównego WiN. Grypsy więzienne skazanych, w tym Łukasza Cieplińskiego.

Jury festiwalu podkreśliło, że werdykt podjęło jednogłośnie.

Za umiejętność syntezy skomplikowanych zdarzeń historycznych. Za kreatywne wykorzystanie archiwalnych nagrań oraz za niezwykłe walory edukacyjne.”

ZOBACZ RELACJĘ Z GALI FESTIWALU:

Poniżej prezentujemy zapis krótkiej rozmowy reportera wPolityce.pl z reżyserem filmu:

Przede wszystkim gratulacje. Pański film zdobył „Złoty Opornik”, a więc najważniejszą nagrodę bardzo ważnego festiwalu. To w końcu najważniejsza chyba impreza filmowa czegoś, co można nazwać dobrym mainstreamem.

Sławomir Górski, reżyser filmu „WiN. Ostatnia Nadzieja”: Tak. To ważny, coraz ważniejszy festiwal. I dlatego muszę powiedzieć, że gdy ochłonąłem, gdy minęły pierwsze emocje, że ta nagroda naprawdę waży. Zarówno w ręku, jak i w głowie, w świadomości. To dla mnie wielka radość, poczucie satysfakcji, i radość, że droga obrana kilka lat temu zyskała uznanie, że nie była błędna.

Pańska filmowa droga wiedzie śladem Żołnierze Wyklętych.

Mój film powstał z pragnienia kontynuowania myśli, idei, ducha, marzeń żołnierzy podziemia niepodległościowego. Cieszę się, że ta intencja mogła przekształcić się w konkretne, namacalne obrazy. Obrazy, które można zobaczyć, które przenoszą nas w tamten czas.

Pański film opowiada o dramatycznych losach kolejnych zarządów WiN, ale nie tylko. Dzięki wykorzystaniu archiwalnych nagrań z komunistycznych procesów politycznych, czujemy diabelskość tego systemu. Słyszymy oskarżonych, i wiemy, że za ich spokojnym głosem kryją się miesiące i lata tortur.

Tak. Nagrania pochodzą z procesów. Oni nie mieli szansy na powiedzenie prawdy, bo każdy autentyczny ruch powodowałby kolejne tortury. Nie mogli pokazać dobrych emocji. Ale w ich głosie nie ma złych emocji, to głosy jedynie przybite i pozbawione złudzeń. I to już dużo. Wiedzieli, że za chwilę zginą, a mimo to w ich głosach wciąż czuć silną tożsamość. Oni znali swoją tożsamość, obszar idei, w obrębie których żyli. A więc przede wszystkim Bóg, Honor, Ojczyzna. To były filary pewnej konkretnej postawy żołnierzy, którzy nie dali sobie narzucić ideologii wpychanej butem, krwawym terrorem, propagandą. Nie ulegli, choć podlegali strasznym torturom.

Wieloletnim torturom.

Śledztwo” w sprawie IV Zarządu WiN trwało trzy lata. Niektórzy oskarżeni, np.  por. Józef Rzepka, po prostu oszaleli. Niektórych złamano, innych doprowadzono do skrajnej depresji. To nie były miesiące, ale powtarzam: lata. Pierwsze pół roku łamano ich, oszukując obietnicą łaski dla podwładnych jeżeli ujawnią struktury. Oczywiście, większość ujawnionych trafia do więzień, do cel, podlega torturom. Po czym rozpoczyna się operacja „Cezary”, czyli kontynuacja WiN pod pełną kontrolą ubeków i NKWD. Zresztą, operacja „Cezary” była modelową operacją komunistycznych służb. W tym czasie oskarżeni, czekając na wyrok, wciąż są torturowani.

1 marca 1951 roku w więzieniu na Mokotowie zamordowano 7 oskarżonych w procesie WiN. Jako pierwszy zginął ppłk Łukasz Ciepliński. To dlatego obecnie 1 marca jest Dniem Żołnierzy Wyklętych.

To byli wyjątkowi, wspaniali ludzie. Ich los pokazuje do czego byli zdolni komuniści. Ale także w jaki sposób łamali opór, w jaki sposób przejmowali podziemie. O tym będzie opowiadał nasz kolejny film.

Wykorzystał pan w swoim filmie nagrania radiowe z procesu IV Zarządu WiN. Jak pan do nich dotarł? Czy są one powszechnie dostępne?

Do dyspozycji historyków są nagrania stanowiące czasem pełny materiał surowy, a czasem materiał już przycięty na potrzeby emisji radiowej. Niestety, materiały dotyczące IV Zarządu Głównego WiN są już montowane, tzw. surówki nie ma. Próbowałem dotrzeć do tych surówek, ale bez skutku. Może gdzieś są. Nie sądzę, żeby zostały zniszczone. Także dlatego, że na podstawie takich nagrań ubecja później szkoliła swoich ludzi. Oczywiście były one także wykorzystywane w propagandowej grze ze społeczeństwem.

Czy realizowanie filmów to pańskie główne zajęcie życiowe?

Nie. To pasja, realizacja marzenia. Poza tym normalnie pracuję.

Gdzie można zobaczyć pański film?

Z pewnością będziemy razem z producentem, Robertem Kaczmarkiem, zabiegali o szeroką dystrybucją, także w telewizji. Obecnie film można zobaczyć odpłatnie na stronie ahaaa.pl.

ZOBACZ ZWIASTUN FILMU:

Prej