SICARIO. Witamy w krainie wilków. RECENZJA

Choć „Sicario” to kino gatunkowe pełną gębą, przewyższa o głowę wszystko co oglądamy w opowieściach o wojnie z narkotykowymi kartelami z Meksyku. Denis Villeneuve ( „Labirynt”) zrobił gęsty, trzymający przez 2 godziny w absolutnym napięciu i do bólu realistyczny obraz brutalnej wojny, jaka toczy się na południu USA. Wojny niemożliwej do wygrania.

„Sicario” jest jednym z tych filmów, który dusi swoim klimatem. Nie jest to moralitet w stylu „Traffic” Soderbergha, a tym bardziej też brutalne, ale zbyt popkulturowo rozdęte „Savages” Stone’a. Villeneueve po raz kolejny po „Labiryncie” wprowadza nas do piekielnego jądra. Tym razem jest ono położone na granicy z USA i Meksyku. To piekło zwie się El Paso/Ciudad Juárez . Fenomenalnie sfotografowane z lotu ptaka przeklęte miejsce jest od dawna chętnie wykorzystywane przez filmowców. W końcu nawet Rodriguez z Tarantino umieścili tam akcję swojego wampirycznego wariactwa.

U Kanadyjczyka, który zasłynął wstrząsającym „Pogorzeliskiem” horror jest prawdziwy. Namacalny. Cuchnący rozkładającym się, ukrytym w ścianie trupem ( otwarcie filmu godne wczesnego Finchera). Tutaj nie demony i wampiry obcinają głowy i wrzucają dzieci do kwasu. Robią to członkowie karteli narkotykowych, którzy zalewają niczym tsunami Amerykę kokainą. A fala z każdym rokiem się powiększa. By złapać narkotykowych baronów nie wystarczy już współpraca amerykańskiej i meksykańskiej policji. Szczególnie, że ta druga jest przeżarta korupcją. Do akcji zaprzęgnięty zostaje sojusz kilku agencji ( wraz z kowbojami z Teksasu) na czele z CIA ( Josh Brolin) i mrocznymi samotnymi wilkami na usługach wywiadu ( Benicio del Toro), którzy z uwagi na swoja przeszłość potrafią przedrzeć się w sam środek piekła.

Czy w takiej wojnie jest miejsce na przestrzeganie zasad i etyki? Próbuje to robić młoda agentka FBI Kate ( Emili Blunt), która im dalej wchodzi w szczegóły operacji przeciwko kartelom, tym bardziej powątpiewa w możliwość wygrania walki za pomocą legalnych metod. Uczynienie kobiety główną postacią w tak brutalnym męskim świecie było doskonałym pomysłem. Blunt łączy kobiecą wrażliwość z twardzielstwem przeszkolonej agentki oraz bezsilnością ideowego stróża prawa, który zderza się z „realizmem ulicy”. Wie, że jest tylko pionkiem w grze potężnej CIA, ale z drugiej strony czuje w sobie misje zdeptania łba „bestii” ( tak zresztą nazywa się potocznie meksykańsko-amerykańskie pogranicze). To jedna z jej najlepszych ról w karierze. Kreację Blunt dopełnia Brolin w roli cynicznego agenta CIA i Benicio Del Toro jako skrywający w sobie mrok tajemniczy „konsultant”. Obaj mogliby wpaść w pułapkę schematyczności. Wiele takich postaci przecież widzieliśmy w sensacyjnym kinie. A jednak udaje im się wiarygodnie wygrać swoje postacie i naznaczyć je krwistością.

Przez to, że większość akcji rozgrywa się w samochodach, pokojach do przesłuchań czy nawet ciasnym tunelu, można więc nazwać film klaustrofobicznym. Jednak sprawna ręka Villeneuve pozwala spojrzeć panoramicznie na problem walki z narkotykami. „Sicaro” jest też ponure i brutalne, ale to oderwanie od szablonowości hollywoodzkich sensacyjniaków poraża autentycznością. Można spokojnie rzecz, że tak wygląda thriller perfekcyjny.

6/6

„Sicario”, reż: Denis Villeneuve, Moniolith

Autor

2 audiobooki w prezencie! Sprawdź 2 audiobooki w prezencie! Sprawdź 2 audiobooki w prezencie! Sprawdź
W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...